Rafał Lis, partner zarządzający CVI DM: Nie ścigamy się z innymi

Obecnie największe wyzwanie to przyciągnięcie inwestorów na rynek private debt – mówi Rafał Lis, partner zarządzający CVI DM.

Publikacja: 26.07.2023 03:00

Rafał Lis, partner zarządzający CVI DM

Rafał Lis, partner zarządzający CVI DM

Foto: Parkiet

Przez długie miesiące fundusze obligacji korporacyjnych borykały się z odpływem kapitału. Czy ten problem dotknął też rynek private debt?

Niestety, doświadczamy tego zjawiska. Rynek private debt funkcjonuje w Polsce w oparciu o fundusze inwestycyjne, w których dominują inwestorzy indywidualni, więc nastawienie do tej formy inwestowania wpływa także na segment rynku, w którym operujemy. Ale w porównaniu z rokiem ubiegłym napływy do funduszy private debt są w wyraźnie lepsze, więc mamy uzasadnione nadzieje na rychłą zmianę trendu.

W ubiegłym roku private debt był pewną opcją na walkę z inflacją, szczególnie przy słabym rynku akcji. Ten złapał jednak w październiku dno, potem indeksy odbiły. To przeszkadza w zdobywaniu klientów?

Nie ścigamy się z rynkiem akcji na stopy zwrotu. Nie mam wątpliwości, że w przypadku większości inwestorów racjonalne jest inwestowanie zarówno w ryzyko kredytowe, np. poprzez fundusze private debt, jak i w rynek akcji. 2022 r. stanowił lekcję, że można doznać istotnych strat w jednym czasie zarówno na akcjach, jak i obligacjach skarbowych. Tym bardziej się cieszę, że udało nam się wypracować dodatnie stopy zwrotu we wszystkich zarządzanych funduszach, sięgające w niektórych przypadkach kilkunastu procent.

Uważam, że portfele polskich inwestorów są niedoreprezentowane, jeśli chodzi o ryzyko kredytowe, stąd też nie obawiam się, że dobra koniunktura na rynku akcji i wysokie stopy zwrotu miałyby stanowić faktyczną konkurencję. Wierzę, że przy merytorycznych analizach i decyzjach dotyczących alokacji portfela znalazłoby się miejsce na ryzyko kredytowe, w tym inwestycje typu private debt.

Co dzisiaj oferuje więc rynek private debt?

Staramy się w sposób powtarzalny przynosić realnie kilka procent stopy zwrotu powyżej depozytów bankowych czy obligacji skarbowych. Ponad dziesięć lat funkcjonowania niektórych z naszych funduszy pokazuje, że jest to absolutnie realne. Ten dodatkowy zysk ponad stopę wolną od ryzyka bierze się oczywiście z podejmowanego ryzyka kredytowego, a więc te stopy zwrotu nie są w żaden sposób gwarantowane. Jednak fakt stosunkowo długiej obecności na rynku niewątpliwie zwiększa naszą wiarygodność, pierwsze zainwestowane przez klientów środki obróciły się już w funduszach trzy–cztery razy. Najważniejsze, że dysponując w funduszu kapitałem kilkuset czy kilku tysięcy inwestorów, możemy istotnie rozproszyć ryzyko kredytowe pomiędzy przedsiębiorstwa czy branże, tak by kłopoty pojedynczego emitenta nie miały istotnego wpływu na stopy zwrotu całego funduszu.

Co oznacza to w praktyce?

W zależności od funduszu i poziomu podejmowanego ryzyka portfel obligacji i pożyczek powinien przynieść 14–17 proc. brutto w skali roku. Od tego trzeba odjąć koszty funduszu, koszty ryzyka kredytowego czy okresowego rozwodnienia wyniku niezainwestowaną w danym momencie gotówką, co może łącznie złożyć się statystycznie na 3–5 proc. w skali roku. Ale to oznacza, że i tak celujemy w stopy zwrotu zarówno w roku 2023, jak i 2024 na poziomie ponad 10 proc. netto, co powinno z powodzeniem pokonać nie tylko depozyty, ale także inflację i choć trochę odrobić realne straty z roku 2022.

Coraz głośniej mówi się o obniżce stóp procentowych. Jaki to będzie miało wpływ na rynek private debt?

Podzielam pogląd, że jesteśmy już jakiś czas za szczytem rynkowych stóp procentowych. Nie kibicuję jednak zbyt szybkiemu tempu obniżek stóp przez RPP, bo mogłoby to spowolnić tempo spadku inflacji w kolejnych kwartałach i latach, co z kolei odbiłoby się negatywnie na całej gospodarce. Istotna część portfeli zarządzanych przez nas funduszy to faktycznie obligacje o oprocentowaniu zmiennym, ale akurat w przypadku private debt mamy możliwość większego wpływu na alokacje pomiędzy instrumenty o oprocentowaniu stałym i zmiennym, bo indywidualnie negocjujemy parametry obligacji, w tym formuły naliczania odsetek. To oznacza, że jesteśmy w stanie częściowo przytrzymać na portfelach obecny, wysoki poziom stóp procentowych. Z perspektywy ponad 10-letniego funkcjonowania na tym rynku, nie mam jednak wątpliwości, że łatwiej operuje się w otoczeniu niskich stóp procentowych.

Przez długie miesiące fundusze obligacji korporacyjnych borykały się z odpływem kapitału. Czy ten problem dotknął też rynek private debt?

Niestety, doświadczamy tego zjawiska. Rynek private debt funkcjonuje w Polsce w oparciu o fundusze inwestycyjne, w których dominują inwestorzy indywidualni, więc nastawienie do tej formy inwestowania wpływa także na segment rynku, w którym operujemy. Ale w porównaniu z rokiem ubiegłym napływy do funduszy private debt są w wyraźnie lepsze, więc mamy uzasadnione nadzieje na rychłą zmianę trendu.

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Finanse
Potężne wsparcie badań i innowacji. PARP ogłasza program "Ścieżka SMART"
Finanse
Bez gwarancji BGK wiele firm z sektora rolnego miałoby dodatkowe kłopoty
Finanse
SEC uchyla drzwi dla etherowych funduszy ETF
Finanse
Rynek liczy, że SEC zatwierdzi ETF-y na ether
Finanse
MF: W nowej radzie fiskalnej mają zasiadać niezależni eksperci i praktycy
Finanse
Niemcy dały zgodę na wykorzystanie zamrożonych rosyjskich aktywów