- Europejski Bank Centralny nie ma wielu sukcesów w dążeniu do inflacyjnego celu. Być może wina leży po stronie samego celu – powiedział Joachim Fels, ekonomista Morgan Stanley w Londynie.

- Relacja między wzrostem gospodarczym a inflacją rzeczywiście się zrównoważyła, ale ECB ciągle trwa w iluzji – dodaje Fels.

Cel inflacyjny może stać się jeszcze trudniejszy do osiągnięcia, kiedy rozwijające się kraje nowej Europy przyjmą euro i jednocześnie wzrośnie presja cenowa ze strony rynków wschodzących Azji. Ekipa Tricheta może starać się obniżać inflację przez podwyższanie stóp kosztem coraz mniej efektywnych gospodarek, takich jak włoska lub pozwolić wysokiej inflacji zaszkodzić silnej gospodarce Niemiec. Europejski bank centralny może też zrewidować cel inflacyjny (o czym Trichet nie chce słyszeć).

- Dążenie do celu inflacyjnego kosztem destrukcji gospodarek to “skórka za wyprawkę” – skomentował Thomas Mayer, szef ekonomistów ds. europejskich w Deutsche Bank w Londynie.

65-letni Trichet's broniąc swojego celu inflacyjnego argumentuje, że przedsiębiorcy nie stracili wiary zdolność ECB do utrzymania stabilności cen. Potwierdzeniem jego przekonań jest wynik sondażu banku wśród niezależnych ekonomistów – oczekują oni, że długoterminowo inflacja spadnie do 1,9 proc.

Krótkoterminowe oczekiwania to inna sprawa. Ceny wzrosły w marcu o 3,6 proc. rocznie. To tempo najszybsze od prawie 16 lat. Barclay's Capital i Societe Generale uważają, że najwyższe poziomy inflacji mamy już za sobą. Nawet ekonomiści banku centralnego, którzy nie potrafili oszacować poziomu inflacji ani razu od 2001 r. Przewidywali, że ceny będą rosły w tempie 2,9 proc. rocznie, najsilniej od 1993 r.

Przyszła sytuacja determinuje ECB do utrzymania głównej stopy procentowej na poziomie 4 proc. przez 6 lat, nawet jeśli wzrost spowolni.