Unia Europejska apeluje do USA o ograniczenie premii bankowców, a do Chin i Indii o finansowanie walki ze zmianą klimatu. Na wczorajszym nadzwyczajnym szczycie UE z udziałem premiera Donalda Tuska uzgodniono wspólne stanowisko na spotkanie potęg gospodarczych G20, który odbędzie się za tydzień w amerykańskim Pittsburghu.
Unia chce wyraźnych regulacji dotyczących tzw. bonusów w bankowości. – Już wystarczy. Nie będzie powrotu do kultury premii wypłacanych za krótkoterminowe zyski – oświadczył Fredrik Reinfeldt, szwedzki premier, który kieruje w tym półroczu Unią Europejską.
Ograniczenia premii, których wielkim zwolennikiem był od początku prezydent Nicolas Sarkozy, zyskały poparcie wszystkich państw Unii. Sprawa ma wymiar etyczny – chodzi o to, by menedżerowie banków, które podatnicy wsparli miliardami euro w czasie kryzysu, nie wypłacali sobie nadmiernych gratyfikacji. Unia proponuje, by premie były proporcjonalne do zysków banku lub funduszu płac. Ale w propozycji jest też element biznesowy. Nowa konstrukcja premii ma zniechęcić dilerów do transakcji bardziej ryzykownych, oferujących zyski w krótkim terminie. Dlatego unijne stanowisko mówi o ewentualnym odbieraniu premii, jeśli szybkie zyski w kolejnym roku zamieniają się w straty. Jak zauważył Reinfeldt, “zyski banków należą do nich, ale straty pokrywają podatnicy”.
Jeśli propozycja UE nie zyska poparcia innych w Pittsburghu, to trudno ją będzie wprowadzić tylko na poziomie unijnym. Takie centra finansowe jak Londyn, Paryż czy Frankfurt straciłyby wtedy atrakcyjność w porównaniu z liberalnym Nowym Jorkiem, Singapurem czy Zurychem. Na poprzednim szczycie G20 przeciwko wyznaczaniu górnych limitów premii wypowiadały się najsilniej dwa kraje: Stany Zjednoczone oraz Chiny. Ale Waszyngton akceptuje związanie wysokości premii z długoterminowymi wynikami banku.
Szczyt G20 będzie okazją do wspólnej dyskusji w gronie potęg gospodarczych o przygotowaniach do szczytu klimatycznego w grudniu w Kopenhadze. – Do Kopenhagi pozostało 80 dni, a w dokumentach negocjacyjnych jest do wypełnienia 2500 nawiasów – wyliczał szwedzki premier. Prezydent Barack Obama obiecał zmianę kursu i działania na rzecz ograniczenia emisji CO2, którą zupełnie nie przejmował się jego poprzednik George W. Bush. Ale i w przypadku Obamy na razie są to tylko słowa. Dlatego Unia zamierza zaapelować o konkrety. – USA powinny dokonać redukcji takich jak Unia – powiedział Reinfeldt. UE chce też, aby kraje rozwijające się, jak Chiny i Indie, pomagały tym najbiedniejszym w finansowaniu walki ze zmianą klimatu. To na pewno spotka się z ich sprzeciwem. Chiny już oświadczyły, że płacić powinni ci, którzy wcześniej zatruwali, czyli dawne potęgi przemysłowe, jak Europa i Ameryka.