Albert Finney, Michael Gambon, Brian Cox – to wybitni brytyjscy aktorzy, którzy w ostatnich latach wcielali się z powodzeniem w postać Winstona Churchilla. Od premiery „Czasu mroku" ich role przyćmił brawurowy Gary Oldman.

Ale najpierw nieco faktów. Ugodowa wobec III Rzeszy polityka rządu premiera Neville'a Chamberlaina doprowadziła do sytuacji bezpośredniego zagrożenia Wielkiej Brytanii. W maju 1940 roku, gdy wojska niemieckie zajmowały kolejny europejski kraj, a nieuchronny upadek Francji był tylko kwestią czasu, wielu brytyjskich polityków i król Jerzy VI nadal skłaniali się ku pertraktacjom z agresorem.

Takiej polityce od lat konsekwentnie sprzeciwiał się Winston Churchill (1874–1965), piastujący ówcześnie funkcję Pierwszego Lorda Admiralicji, uznawany za kontrowersyjnego i nieprzewidywalnego nawet przez własną partię.

Kroniką jego pierwszego miesiąca na stanowisku premiera jest dramat biograficzny „Czas mroku" Joego Wrighta („Duma i uprzedzenie", „Pokuta", „Anna Karenina"). Od upadku rządu Chamberlaina po sławne przemówienie z 18 czerwca 1940 roku: „obronimy naszą Wyspę bez względu na cenę, będziemy walczyć na plażach, będziemy walczyć na lądowiskach, będziemy walczyć na polach i ulicach, będziemy walczyć na wzgórzach, nigdy się nie poddamy".

Jego pierwszym spektakularnym działaniem, którym zaskarbił sobie wdzięczność Brytyjczyków, była udana ewakuacja – za pomocą cywilnych jachtów i łodzi – ponad 300 tys. żołnierzy okrążonych przez Niemców w Dunkierce (co wspaniale przedstawił Christian Nolan w „Dunkierce").

Churchill w interpretacji ukrytego pod głęboką charakteryzacją Oldmana wydaje się początkowo postacią groteskową. Otyły starszy pan z nieodłącznym cygarem, choleryk popijający whisky na śniadanie, wylegujący się w łóżku do południa i stamtąd dyktujący maszynistce ważne dla bezpieczeństwa państwa depesze. Przyjęcie z rąk króla premierowskiej nominacji odmienia go całkowicie. Wola walki i determinacja w podejmowaniu nawet najbardziej kontrowersyjnych decyzji sprawia, że przestaje się liczyć jego nieatrakcyjna fizyczność.

Zaprawiony w zakulisowych bojach zawodowy polityk z arystokratycznym rodowodem zamienia się w charyzmatycznego przywódcę zdolnego pociągnąć za sobą współobywateli niezależnie od ich społecznego statusu. Zasługą aktora jest, że ustrzegł się patosu, że w tę przemianę można bez zastrzeżeń uwierzyć. Jednak film w całości nie porywa. Zabrakło emocjonalnej siły. Kolejne rozmowy, dyskusje, narady, polityczne przepychanki i przemówienia, choć wzbogacają wiedzę o kulisach politycznych decyzji, to w miarę upływającego czasu nużą. „Czas mroku" kandyduje do tegorocznych Oscarów aż w sześciu kategoriach.