Jak tłumaczą panowie wielką popularność horrorów we współczesnym kinie hiszpańskim?

Jaume Balagueró:

Hiszpańscy filmowcy przez lata unikali kina gatunkowego, bo uchodziło ono za coś gorszego niż obyczajowe dramaty czy obrazy artystyczne. Wstyd było robić horror. Wszystko się zmieniło przed kilkoma laty, gdy do głosu doszło nowe pokolenie pozbawione kompleksów, wychowane na filmach wypożyczanych z wideoklubów. I okazało się, że widzowie czekają na takie opowieści. W ostatnim roku dwa najpopularniejsze hiszpańskie filmy to właśnie horrory.

Paco Plaza:

Strach jest jednym z podstawowych ludzkich uczuć. Człowiek się boi. I ten lęk jest potrzebny, bo pomaga zdefiniować niebezpieczeństwo i uniknąć go. Mamy więc strach zakodowany w naszym DNA, a kino to wykorzystuje.

Dzisiaj strach ma też inny wymiar. Stał się udziałem całych społeczeństw. Boimy się wojen, terroryzmu.

P.P.:

Mam wrażenie, że sztuka potrafi rozładować ten codzienny lęk. W ciemnej kinowej sali coś nas może przerazić albo zaszokować, ale wiemy, że to tylko historia wymyślona przez scenarzystę i zagrana przez aktorów. Uczymy się pokonywać strach, racjonalizować go.

Kino staje się więc rodzajem psychoterapii?

P.P.:

Raczej stymulacji naszych emocji.

Dlaczego wykorzystują panowie w "Rec" motyw telewizyjnego show?

J.B.:

Zawsze staramy się trzymać rzeczywistości. Telewizja zaś żyje, a przynajmniej powinna żyć, prawdą. Chcieliśmy więc wciągnąć widzów w naszą grę.

P.P.:

W "Rec" wyraziliśmy też swoją obawę, że świat został zawładnięty przez telewizję. Dziś rzeczywistość nabiera kształtów, gdy zostaje przetworzona przez media. To środki masowego przekazu decydują, co ma się nam podobać, co ma nas przejąć albo przestraszyć.

J.B:

A ja dodałbym jeszcze pytanie natury moralnej. Jak daleko może się posunąć człowiek z kamerą w ręku? Co wolno mu pokazać, a w którym miejscu powinien powiedzieć: dość?

Panów film porównywany jest przez niektórych krytyków do "Blair Witch Project".

J.B.:

Nic dziwnego. Jesteśmy pokoleniem YouTube, przyzwyczailiśmy się do tego, że zwykli ludzie kręcą filmy kamerą, nawet taką najprostszą, znajdującą się w telefonie, i umieszczają je w Internecie. Chcieliśmy, żeby "Rec" miał nowoczesną, świeżą formę.

P.P.:

Staraliśmy się, by film wyglądał jak materiał telewizyjny, a więc niósł jak najwięcej realizmu. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się na zdjęcia "z ręki" i maksymalną wiarygodność. Chcieliśmy, by widz czuł się tak, jakby cała historia rozgrywała się na jego oczach. Może dlatego film wywołuje tak silne reakcje.

Czy po "Rec" będą panowie nadal razem pracować?

J.B.:

To była przygoda przyjaciół. Fajna, ale dalej każdy z nas idzie własną drogą. Przygotowujemy następne filmy.

Horrory?

J.B.:

Na razie tak, jednak mamy także i inne plany.

P.P.:

Ja na przykład chciałbym nakręcić komedię.