Reklama

Kultowy przystojniak w berecie

Ikona popkultury. Świat potrzebuje bohaterów z dobrym wyglądem i dramatyczną biografią. Ernesto Che Guevara idealnie pasował, choć był cwaniakiem, brutalem i koniunkturalistą

Publikacja: 01.04.2009 20:05

Kolejny portret Che

Kolejny portret Che

Foto: Associated Press

"Jest jednym z tych kolesi, którzy robili, co trzeba, i mówili, co trzeba. Im lepiej poznaję Che, tym bardziej go szanuję" – zapewniał Benicio del Toro, aktor grający Guevarę w filmowej opowieści Soderbergha.

Jest dziewiątym kinowym Guevarą. Przed nim tę postać odtwarzali m.in. Omar Sharif i Antonio Banderas. I pewnie pojawią się następni.

Ernesto Che Guevara to współczesny Janosik walczący z kapitalistami. W zakresie popularności wizerunku mógł ścigać się tylko z MM, Presleyem i Warholem. W kategorii polityki nie miał konkurencji – Lenin i Mao odpadali ideologicznie; w grupie dobroczyńców ludzkości ubiegali go jedynie Gandhi i Matka Teresa.

Tak naprawdę charakter argentyńskiego lekarza pozostawiał wiele do życzenia – był cwaniakiem, brutalem, koniunkturalistą.

Lubił rozlew krwi, chętnie osobiście dokonywał egzekucji. Poza tym należał do zaprzysięgłych komunistów, wielbił Stalina i popierał dyktaturę Castro. Na koniec okazał się tchórzem. Poddał się boliwijskim żołnierzom z pełnym magazynkiem – przekonany, że go oszczędzą, jako że "żywy był więcej wart niż martwy". Boliwijczycy nie uwierzyli.

Reklama
Reklama

Był rok 1967. Rok później Guevara zmartwychwstał "jako ikona młodzieżowej rewolty. Nazywano go "czerwonym Chrystusem"; jego podobizny stylizowano na Jezusowe. I z przerwami funkcjonuje do dziś. Etos Che przetrwał w filmach i utworach muzycznych (m. in. Buena Vista Social Club).

Jednak najwięcej popularności przysporzyła rewolucjoniście… twarz. Jego oblicze stało się motywem dekoracyjno-deklaracyjnym. Przystojniak w berecie pojawia się na T-shirtach, na obrazach, plakatach i grafitti; w grach komputerowych; na okładce płyty Madonny. Zdobi bieliznę, zegarki, snowboardy. Jest motywem tatuaży – m.in. u Angeliny Jolie (intymne części), Diego Maradony (na przedramieniu) i Mike'a Tysona (na klacie).

Za szablon posłużyło zdjęcie "Guerrillo heroico" Alberto Kordy, który w 1960 roku uwiecznił bohatera w charakterystycznym nakryciu głowy, z wpiętą pięcioramienną gwiazdą.

Fotograf zgodził się na wykorzystywanie ujęcia do celów "promujących ideały", o które Che walczył. Wątpliwe jednak, żeby o nie chodziło Andy'emu Warholowi, który powielił zdjęcie dziewięciokrotnie, w różnych kolorystycznych zestawach. Kogo nie było stać na Warhola, mógł kupić plakat. Z takim samym motywem. Jeden z najsłynniejszych plakatowych portretów wykonał Roman Cieślewicz, który w miejsce oczu herosa wkomponował napis "Che" Si. A Waldemar Świerzy wykorzystał sam kontur głowy guerrillasa.

Mit ma nawet swój negatyw – w cyklu "Pozytywy" Zbigniewa Libery. Artysta wykorzystał inne słynne zdjęcie Che. Ostatnie: martwy bohater leży na noszach wśród boliwijskiego wojska. Piękny, brodaty, półnagi. Kadr, dzięki któremu uznano go za męczennika.

Libera zrobił prześmiewczy pastisz. U niego Guevara żyje i zaciąga się kubańskim cygarem. Ale bez obawy – kult faceta w berecie pozostaje niezagrożony.

Film
Nie żyje Robert Duvall, consigliere z „Ojca chrzestnego”
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Film
Nie żyje Frederick Wiseman, wybitny dokumentalista
Film
Nie żyje Jerzy Słonka. U Barei reprezentował brygadę młodzieżową, sprawdzał „ledykimację”
Film
Berlinale 2026: represje dla niepokornych i listy proskrypcyjne
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama