Reklama

Jaki Paryż przetrwa dzisiejsze zmiany

Sztuczna inteligencja otworzyła przed twórcami zupełnie nowe możliwości. I super, że mamy te zabawki, jednak one nie spełnią swojej roli bez ludzkiej kreatywności – mówi Cédric Jimenez, francuski reżyser filmu „Pies 51”, który w piątek wchodzi do kin.

Publikacja: 02.01.2026 04:25

Cédric Jimenez

Cédric Jimenez

Foto: AFP

„HhHh” – dramat o planowanym zamachu na Heydricha w czasie II wojny światowej, oparte na prawdziwych zdarzeniach kryminały o policjantach ścigających gangi narkotykowe i walczących z przestępczością w ubogich dzielnicach Marsylii. Wreszcie nakręcony trzy lata temu „Listopad” o działaniach francuskich służb specjalnych po zamachach terrorystycznych 2015 r.  A teraz pokazuje pan „Psa 51”, który jest adaptacją powieści science fiction? 

Jestem bardzo przywiązany do tego, co rzeczywiste, prawdziwe. Dlatego też mam wrażenie, że moja dystopia też bardziej przypomina refleksję na temat teraźniejszości niż science fiction. Tworząc film krytykujący społeczeństwo przyszłości, próbowałem po prostu przesunąć granice współczesności. Przyjrzeć się temu, z czym ludzie zmagają się już dzisiaj, a co w niedalekiej przyszłości może stać się wielkim zagrożeniem.

Reklama
Reklama

Co sprawiło, że w ogóle zainteresował się pan dystopijną powieścią Laurenta Gaudé?

Zaciekawili mnie przede wszystkim bohaterowie. To oni są zawsze dla mnie ważni, muszę być z nimi, zrozumieć emocje, jakie nimi miotają. A wreszcie nienawidzić ich albo pokochać, poczuć z nimi głęboką więź. W książce Laurenta zaciekawiły mnie główne postacie – Zem i Salia. Wciągnęła mnie ich relacja. Ale fascynujące wydało mi się również otaczające ich uniwersum. W powieści zobaczyłem mnóstwo dobrych pomysłów, grę z przeznaczeniem, ciekawe obserwacje społeczne. Przyjemność była więc pełna. Pomyślałem, że warto na taki film poświęcić dwa i pół roku życia.

W „Psie 51”, gdzie trwa policyjne śledztwo, pokazuje pan podzielone, warstwowe społeczeństwo. Punkty kontrolne oddzielają tu trzy strefy Paryża: dzielnicę zamieszkaną przez ludzi ultrabogatych i wpływowych, strefę, w której żyje klasa średnia i świat ludzi biednych, pomijanych, pokrzywdzonych.

Takie podziały już teraz towarzyszą naszemu życiu. Różnym klasom społecznym coraz trudniej jest się między sobą porozumieć i zmieszać. Przecież wszędzie powstają dziś zamknięte osiedla, gdzie w wielkim luksusie żyją bardzo bogaci ludzie. Te osiedla są otoczone murami, mogą do nich wjechać tylko mieszkańcy, ewentualnie ich goście. Tak więc punkty kontrolne między strefami, jakie trzeba pokonywać w „Psie 51”, właściwie już istnieją. My tylko ten problem wyolbrzymiliśmy. Mamy też w naszym filmie bransoletki z geolokalizacją czy system rozpoznawania twarzy.

Jestem zaniepokojony widząc społeczeństwa, w których klasy społeczne zamykają się w gettach i mają coraz większe problemy z integracją i porozumieniem się

Cedric Jimenez

Reklama
Reklama

Co w dystopijnej rzeczywistości najbardziej pana przeraża?

No właśnie ten podział na strefy. Jestem zaniepokojony, widząc społeczeństwa, w których klasy społeczne zamykają się w gettach i mają coraz większe problemy z integracją i porozumieniem się. Podkreślają różnice, budują między sobą dystans. Tym ważniejsze było dla mnie pokazanie dwojga bohaterów, którzy razem prowadzą dochodzenie w sprawie morderstwa i coraz bardziej się do siebie zbliżają. Mimo że pochodzą z dwóch różnych światów: Salia jest agentką z uprzywilejowanej strefy 2, Zem – zgorzkniałym policjantem z najgorszej strefy 3. A więc można znieść bariery. Poprzez dwoje tych bohaterów granych przez Gilles’a Lellouche’a i Adele Exarchopoulos chciałem do dystopii dodać odrobinę utopii: opowiedzieć prostą historię, w której te dwie bardzo różne osoby stają się dla siebie ważne i próbują się wzajemnie uleczyć, tworząc więź, jaką warto przenieść do dzisiejszego, podzielonego świata.

Jednak pana filmowy Paryż jest zaprzeczeniem tego, co dziś kojarzy się z tym miastem: piękna, wolności, tolerancji.

Nie miałem na celu zniszczenia wizerunku Paryża. W filmie pojawiają się momenty, kiedy Paryż jest prezentowany jako wspaniała metropolia, a Gilles Lellouche nawet wypowiada kwestię: „Zapomniałem, jak piękne jest to miasto”. I powinniśmy pamiętać, że żyjemy we wspaniałej kulturze. Nie tylko zresztą my: na świecie jest wiele niezwykłych miejsc. Dużo zależy od nas i naszego spojrzenia. I mam nadzieję, że w „Psie 51” mimo wszystko jest sporo nadziei. Dwoje głównych bohaterów do tej dystopii wnosi szczyptę utopii – przeświadczenie, że Paryż musi pozostać Paryżem: Miastem Świateł z całym swoim pięknem i wolnością.

Czytaj więcej

Kino 2025: Wielki film Smarzowskiego „Dom dobry" skandalicznie pominięty w Gdyni

W powieści Laurenta Gaudé sztuczna inteligencja wciąż odgrywa rolę dość marginalną. W pana filmie jej system o nazwie ALMA jest potęgą.  Myśli pan, że AI wkrótce opanuje nasze życie?

Książka Laurenta jest błyskotliwa w swoich dygresjach i alegorycznych analizach społeczeństwa, ale chciałem nieco przybliżyć jego świat do rzeczywistości. A ponieważ trudno wyobrazić sobie przyszłość bez olbrzymiej ekspansji sztucznej inteligencji, wprowadziłem ją w sposób dość konsekwentny.W „Psie 51” ALMA całkowicie przejmuje kontrolę nad działaniami policji i sądownictwa.

Uważa pan, że AI naprawdę znajdzie kiedyś swoje miejsce w systemie sądowniczym?

Nie. Bo uważam, że sprawiedliwość powinna być zarezerwowana dla ludzkiego sumienia, wolnej woli i moralności. Wszyscy wiemy, że AI to potężne narzędzie. I w zależności od tego, jak zostanie wykorzystane, przyniesie nam korzyści, może nawet będzie w stanie ratować wiele ludzkich istnień. Ale też z pewnością spowoduje mnóstwo szkód. Dlatego trzeba kontrolować, jak i przez kogo to narzędzie będzie wykorzystywane. Byłbym jednak arogancki, przewidując jakieś konkretne scenariusze. W filmie skupiliśmy się głównie na systemie sprawiedliwości i dochodzeniach policyjnych, ale – jak powiedziałem – ja sam wierzę, że w dążeniu do sprawiedliwości wolna wola i ludzkie sumienie muszą pozostać kluczowe.

Skoro mówimy o sztucznej inteligencji: czy wyobraża pan sobie, że w przyszłości w filmach bohaterowie mogliby być generowani przez AI, a nie grani przez aktorów?

Podobno jest już film, którego gwiazdę stworzono w całości przy użyciu AI, co wzbudziło niepokój i protesty aktorów…

Reklama
Reklama

To prawda. „Aktorka” nazywa się Tilly Norwood i zgłosiło się kilka firm, które chcą być jej agentami.

Ja nie mam jeszcze zdania na ten temat. W dzieciństwie oglądałem z zapartym tchem „Króla Lwa”, który przecież nie był prawdziwym lwem i to mi nie przeszkadzało. Dziś święci też triumfy animacja dla dorosłych. Chodzi więc przede wszystkim o to, co z tym sztucznie wygenerowanym bohaterem zrobimy. Jeśli przekaz jest jasny, nie będę miał nic przeciwko temu, żeby kiedyś zobaczyć w filmie postać stworzoną w całości przy pomocy sztucznej inteligencji. Ale nie chciałbym, żeby mnie przekonywano, że to prawdziwa osoba. A z drugiej strony, opowiedzenie ciekawej historii o postaci, która nie istnieje, a jednak ją widzimy, mogłoby być interesujące.

Czy dzięki AI dzisiaj jest więcej możliwości tworzenia science fiction niż w czasach „Łowcy androidów”?

Akurat „Łowcę androidów”, „Raport mniejszości” czy „Ludzkie dzieci”, to filmy, które widziałem wiele razy i które znam bardzo dobrze. I choć kręcone były w poprzedniej, mniej zaawansowanej technicznie erze, odwołujemy się do nich, przyswajamy je, przetwarzamy i one mimowolnie wpływają na to, co robimy we własnej produkcji. Zwłaszcza, że – szczerze mówiąc – dziś jest dość mało naprawdę dobrych filmów science fiction. Z drugiej strony wiadomo, że w latach 50. nie mógłby powstać na przykład „Avatar”. Nowe narzędzia otwierają możliwości, by zrealizować nawet najbardziej szalone pomysły. Sztuczna inteligencja otworzyła przed twórcami zupełnie nowe możliwości. Nowoczesność wkracza wszędzie – do motoryzacji, łączności, niemal do każdej dziedziny naszego życia. I super, że mamy te zabawki, jednak one nie spełnią swojej roli bez ludzkiej kreatywności. W kinie też najpierw trzeba myśleć o tym, co chcemy powiedzieć, a nie o narzędziach. Co więcej, te najbardziej nowoczesne narzędzia mogą nas skłonić do stosowania zbyt łatwych rozwiązań i popełnienia błędów. Bo o jakości filmu science fiction niekoniecznie decyduje liczba efektów specjalnych. Wciąż najważniejsza jest sama opowieść, jej narracja, cel, sens. Narzędzia nie sprawią, że koncepcja artystyczna stanie się lepsza, że widzowie będą głębiej film odbierali. Jeśli w naszej opowieści nie ma ciekawego pomysłu, to nie uratują go nawet najbardziej nowoczesne techniczne triki. 

Jednak do „Psa 51” wpuścił pan sztucznego wykonawcę: ALMA mówi głosem wygenerowanym przez ChatGPT.

No, ale ALMA też należy do sztucznego świata, więc skorzystanie z ChatGPT było uzasadnione. To zresztą nic trudnego w realizacji. Piszesz: „Mów głośniej, bardziej zdecydowanie, radośnie, smutno…” i głos posłusznie się dostosowuje. Powtarzam jednak: ja kocham aktorów. Kocham z nimi na planie rozmawiać, dyskutować, śmiać się. W „Psie 51” po raz kolejny spotkaliśmy się z moim serdecznym przyjacielem Gilles’em Lellouche’em. Obaj lubimy ze sobą gadać. Znamy się od lat, razem dojrzewaliśmy jako ludzie i jako artyści. Pierwszy film, jaki razem zrobiliśmy „Marsylski łącznik” powstał w 2014 r.. Potem on zaczął też reżyserować. Kiedy w Cannes obejrzałem jego „Beating Hearts”, byłem zafascynowany i głęboko poruszony. Czekam na każdą naszą wspólną produkcję. Podczas zdjęć rozmawiamy tylko o filmie, ale wieczorem siadamy przy kieliszku wina i gadamy o wszystkim.

Nowoczesność wkracza wszędzie – do motoryzacji, łączności, niemal do każdej dziedziny naszego życia. I super, że mamy te zabawki, jednak one nie spełnią swojej roli bez ludzkiej kreatywności. W kinie też najpierw trzeba myśleć o tym, co chcemy powiedzieć, a nie o narzędziach. 

Cedric Jimenez

Pana następny film nie będzie już dystopią. Cofa się pan podobno w czasie, by opowiedzieć o Johnnym Hallydayu.

On dla Francuzów był tym, czym Elvis dla Amerykanów. Legendą. Gdy umarł, na ulicach Paryża żegnało go milion osób. Dziś młodym ludziom podłączonym wiecznie do komputera i komórki chcę opowiedzieć o facecie, dla którego najważniejsza była wolność.

Film
Zarząd filmowców o zawiadomieniu do prokuratury, gdy odwołano dyrektora Stutthof
Materiał Promocyjny
Bankowe konsorcjum z Bankiem Pekao doda gazu polskiej energetyce
Film
Resort kultury zawiadomił o przestępstwie w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich
Film
Nie żyje Brigitte Bardot, gwiazda filmu i symbol wyzwolenia kobiet
Film
Kino i pieniądze. „Avatar: Ogień i popiół” hitem grudnia
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Film
Kino 2025: Wielki film Smarzowskiego „Dom dobry" skandalicznie pominięty w Gdyni
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama