„Perfect Days” i "Anselm" w kinach. Wim Wenders uczy nas spokoju

Nominowana do Oscara fabuła „Perfect Days” niemieckiego reżysera i dokument o Anselmie Kieferze już na ekranach.

Publikacja: 16.04.2024 04:30

Koji Yakusho (od lewej) za rolę w „Perfect Days” dostał w Cannes nagrodę za najlepszą kreację aktors

Koji Yakusho (od lewej) za rolę w „Perfect Days” dostał w Cannes nagrodę za najlepszą kreację aktorską

Foto: materiały prasowe

Nie byłoby filmu fabularnego „Perfect Days”, gdyby nie dość ekstrawagancki Tokyo Toilet Project.

Kilka lat temu specjalizująca się w społecznych działaniach japońska Nippon Foundation zorganizowała nietypową akcję: najlepsze pracownie architektoniczne stworzyły 17 projektów miejskich toalet, które znalazły się w tokijskich parkach. Każda z nich jest małym dziełem sztuki użytkowej. A Wim Wenders został przez Japończyków poproszony o zrealizowanie reklamy. Wtedy właśnie narodziła się koncepcja „Perfect Days” – opowieści o tokijskim sprzątaczu toalet.

O czym opowiada film „Perfect Days”?

Można się domyśleć, że Hirayama – skromny i cichy bohater filmu, kontemplujący otaczającą go rzeczywistość – miał niełatwą przeszłość. Ale teraz chce żyć spokojnie, w zgodzie ze sobą. Każdego ranka wstaje i poddaje się codziennej rutynie: ubrany w strój sprzątacza jeździ od toalety do toalety, z pedanterią wyciera kafelki i lustra, wszystko dezynfekuje.

Czasem przysiądzie na ławeczce, zje drugie śniadanie, popatrzy na ludzi, pogada z kimś. Czasem po pracy wpadnie na drinka – zawsze do tego samego baru – albo zrobi sobie rowerową wycieczkę. Wiemy, że jest inteligentem, człowiekiem wrażliwym. Wraca do domu pełnego płyt i wielkiej literatury, zanim zaśnie może sięgnąć po Faulknera czy Patricię Highsmith. Nie ma już jednak wielkich ambicji. Próbuje żyć tak, by osiągnąć spokój i harmonię.

Czytaj więcej

Rekomendacje filmowe na weekend. W poszukiwaniu wartości: Ameryka, Europa, Azja

Wim Wenders zawsze w filmach opowiadał o wyalienowaniu człowieka we współczesnym świecie i próbie znalezienia sensu życia. Przed laty w pięknych filmowych esejach potrafił stworzyć metafory, które na zawsze zapisały się w historii kina. Takie jak choćby anioł unoszący się w „Niebie nad Berlinem” nad niemieckim, podzielonym miastem.

Mawiał: „Droga jest moim przeznaczeniem, podróżowanie – zawodem”. Fascynowała go Ameryka. Dwa razy próbował się w Stanach zadomowić, spędził tam łączne kilkanaście lat. Kochał amerykańską muzykę, komiksy, kino Johna Forda, Nicholasa Raya, Anthony’ego Manna. W 1984 roku, gdy na podstawie scenariusza Sama Sheparda nakręcił w USA „Paryż, Teksas” – opowieść o człowieku dotkniętym amnezją, usiłującym zrozumieć, kim jest – dostał canneńską Złotą Palmę. Jednak na dłuższą metę ani on nie poczuł się dobrze w Ameryce, ani Ameryka nie uznała go za swojego. Europę rozumiał lepiej, to tutaj m.in. ćwierć wieku temu powstała piękna „Lisbon Story”.

Od przełomu wieków robił świetne dokumenty. Najwybitniejsze z nich to docenione, nominowane do Oscara „Buena Vista Social Club” (1999) i „Pina” (2012) oraz „Sól ziemi” (2015).

Próbkę jego pracy jako dokumentalisty polscy widzowie mogą zobaczyć w kinach, bo właśnie na ekranach pojawił się „Anselm” – rzetelny portret artysty, 79-letniego dziś Anselma Kiefera – malarza, rzeźbiarza, twórcy instalacji, na którego wyobraźni i twórczości odbiła się trauma II wojny światowej.

Podobnie jak wcześniej „Pinę”, która powstała po śmierci choreografki Piny Bausch, także i „Anselma” Wenders zdecydował się zrealizować w technologii 3D. To podkreśla monumentalny charakter „państwa” Kiefera – jego „atelier”, które mieści się niedaleko Nîmes na południu Francji i zajmuje 40 hektarów. Są tam wielkie przestrzenie wystawowe i ogrody pełne rzeźb.

Czytaj więcej

Filmy mistrzów w Cannes. Za dwoma tytułami stoją nasi rodzimi twórcy

Cień III Rzeszy

Krytycy sugerowali, że Kiefer był zafascynowany gigantomanią III Rzeszy. On sam zawsze się przed tymi insynuacjami bronił. Mówił o tym w wywiadach, ale w „Anselmie” Wenders w minimalnym stopniu wykorzystuje archiwalne materiały. Kamera obserwuje raczej, jak artysta pracuje (są tu sceny podpalania fragmentów swoich dzieł miotaczem ognia, by osiągnąć fakturę i obraz zniszczenia), jak przechadza się lub jeździ na rowerze po imperium.

Do kręconych tam ujęć, do obrazów „bezgłowych kobiet” i zniszczonego świata Wenders dodał inscenizowane sceny z dzieciństwa i młodości artysty. Rezultat daje do myślenia.

Ale w fabule Wenders się zagubił. Długo szukał tematów, nie kręcił po kilka lat, a nawet ciekawa w zamyśle próba, jak „Every Thing Will Be Fine” (2015) o pisarzu, który bez swojej winy zabił w wypadku samochodowym dziecko, nie spełniła oczekiwań.

Słuchanie Lou Reeda

Wciąż jednak Wim Wenders żył bardzo intensywnie. Bolało go to, co dzieje się dziś na świecie. Jako prezes Europejskiej Akademii Filmowej apelował: „Brońmy Europy wszystkimi naszymi przekonaniami i wartościami, przed populistami, oligarchami, wrogami wolności. Niezależnie, czy siedzą w Moskwie, Waszyngtonie, Teheranie. Przypominajmy, co mamy do stracenia. Dźwigamy wspólną odpowiedzialność, która wykracza poza narodowe granice”.

Czytaj więcej

„Megalopolis” - największa filmowa sensacja tego roku w Cannes

Ale walka męczy. I nagle ten nad wyraz aktywny człowiek odnalazł receptę na ukojenie w pozbyciu się ambicji i spokojnej kontemplacji tego, co wokół. W „Perfect Days” odrzucił „wyścig szczurów”, a nawet to, co kształtuje naszą współczesność: internet, sztuczną inteligencję, cyfryzację. W supernowoczesnej Japonii główny bohater filmu Hirayama z kaset magnetofonowych słucha amerykańskiego i brytyjskiego rocka z lat 60. i 70. – Velvet Underground, Patti Smith, „Feeling Good” Niny Simone, Lou Reeda i jego tytułowej piosenki „Perfect Day” czy japońskiego folku z tego samego czasu. Uśmiecha się do przypadkiem spotykanych ludzi, pogada, nigdzie się nie spieszy. I przez liście drzew patrzy w słońce.

„Perfect Days” było nominowane do Oscara, a podczas ubiegłorocznego festiwalu canneńskiego dostało Nagrodę Ekumeniczną. Z kolei Koji Yakusho został na tym samym festiwalu uhonorowany za najlepszą kreację aktorską. Bardzo ciekawe, jaką drogą pójdzie dalej Wim Wenders.

Nie byłoby filmu fabularnego „Perfect Days”, gdyby nie dość ekstrawagancki Tokyo Toilet Project.

Kilka lat temu specjalizująca się w społecznych działaniach japońska Nippon Foundation zorganizowała nietypową akcję: najlepsze pracownie architektoniczne stworzyły 17 projektów miejskich toalet, które znalazły się w tokijskich parkach. Każda z nich jest małym dziełem sztuki użytkowej. A Wim Wenders został przez Japończyków poproszony o zrealizowanie reklamy. Wtedy właśnie narodziła się koncepcja „Perfect Days” – opowieści o tokijskim sprzątaczu toalet.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Film
Cannes 2024. „Franz” Agnieszki Holland zyskuje dystrybutorów
Film
Filmowy Donald Trump wciąga amfetaminę. Ekipa byłego prezydenta USA: To zniesławienie
Film
USA: Policja wszczęła śledztwo ws. śmierci gwiazdy "Przyjaciół"
Film
Cannes 2024: Rosjanin uzależniony od imperializmu
Film
100-lecie Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej