Mounia Meddour: Taniec wyzwala i niesie nadzieję

Opowiadam o sile i ambicjach kobiet algierskich – mówi Mounia Meddour, reżyserka i autorka filmu „Houria”.

Publikacja: 06.06.2023 03:00

Lyna Khoudri (w środku) w filmie „Houria”. Już na ekranach

Lyna Khoudri (w środku) w filmie „Houria”. Już na ekranach

Foto: Best Film

Ojciec Algierczyk, matka Rosjanka. Urodziła się pani w Moskwie, do 18. roku życia mieszkała w Algierii. Potem z rodziną wyemigrowała pani do Francji, gdzie skończyła studia filmowe, wyszła za mąż, zbudowała nowe życie. Ale pani filmy – nagrodzona Cezarem w 2019 roku za debiut „Lalka” i „Houria” – powstały w Algierii.

Jest we mnie rzeczywiście mieszanka różnych kultur. Rodzice poznali się w czasie studiów w moskiewskiej szkole filmowej. Wychowałam się w Algierii. Miałam 18 lat, gdy rodzina, szantażowana z powodów politycznych, musiała emigrować. Francja otworzyła przede mną wspaniałe możliwości, ale emigracja zawsze jest przeżyciem traumatycznym. Zostawia się za sobą znany świat, trzeba szukać swojego miejsca w nowej rzeczywistości. Mnie się udało. Ale poprzedni świat w człowieku tkwi. Wciąż kocham Algierię, rozumiem ten kraj, w którym tak trudno być kobietą. Widzę, jak walczą tam one o swoje marzenia i własne życie w patriarchalnym świecie. Próbuję o tym opowiadać.

Czytaj więcej

Na co iść do kina, jeśli nie interesuje cię nowy „Spiderman: poprzez Multiwersum”

W debiutanckiej „Lalce” cofnęła się pani do Algierii z początku lat 90. XX wieku, opowiadając o studentce, która chce zorganizować pokaz mody. A więc przeciwstawić temu, co ograniczało islamskie kobiety.

To trochę moja historia. Studiowałam dziennikarstwo, pracowałam w małej rozgłośni radiowej. Mieszkałam w akademiku. Bardzo mi zależało, żeby „Lalka” miała coś z atmosfery, w jakiej wtedy wszyscy żyliśmy. Chciałam sportretować dziewczynę, która realizując proste marzenie, przeciwstawia się systemowi, walczy o prawa swoje i innych kobiet. To niełatwe tematy. Kto chce sfinansować arabski film, robiony przez nieznaną reżyserkę z mało znaną aktorką w głównej roli? Bardzo trudno było znaleźć fundusze. Ale się udało.

Pani odebrała Cezara za debiut, Lyna Khoudri – dla najlepiej zapowiadającej się aktorki. Teraz razem pokazujecie „Hourię”. I znów jest to film o wyzwalaniu się kobiet.

Właściwie już kończąc „Lalkę”, pomyślałam, że muszę opowiedzieć o kobietach współczesnej Algierii. O ich sytuacji, ambicjach. A przede wszystkim o ich ogromnej sile i niezgodzie na marginalizowanie, na odbieranie wolności.

 Chciałabym opowiedzieć historię o Algierii, Francji, Rosji. Choć zastanawiam się, jak wybrnąć z rosyjskiej części, która jest częścią opowieści o mojej matce. Dzisiaj bardzo trudno o tym mówić.

Mounia Meddour

Pani bohaterka marzy o karierze tancerki. Po brutalnym napadzie traci fizyczną sprawność, ale i głos. Nie poddaje się jednak. Zaczyna rehabilitację, by walczyć już nie tylko o siebie, ale też o inne kobiety z ośrodka, też często nieme. Ten brak głosu jest rodzajem symbolu?

Z pewnością. Mamy w Algierii bardzo specyficzne społeczeństwo, w 70 proc. złożone z młodych ludzi, tęskniących za poluzowaniem nakazów obyczajowych. Z drugiej strony jest tradycja, szalenie wciąż w Algierii silna. Boją się z nią walczyć nawet demokraci. Więc choć w algierskich uczelniach dziewczyny stanowią już ponad 50 proc. uczących się, choć kobiety zaczynają pojawiać się na stanowiskach publicznych, większość co dzień wciąż spotyka się z przejawami nietolerancji i patriarchatu. W Algierii nawet 40-letnia kobieta musi być posłuszna mężczyznom i o zgodę na swój ślub prosić ojca czy brata.

Niezwykłej piękności, pełen swobody taniec Hourii jest dowodem, że kobiety z Algierii zrywają pęta?

Coś w tym jest. To również pretekst, by opowiedzieć o solidarności kobiet. Do Hourii dołączają inne kobiety tak samo zranione jak ona. Taniec, w którym wyrażają swój ból, zbliża je do siebie. Niesie nadzieję. Może nie tylko im? Zwykle mówi się o złej sytuacji kobiet w Iranie czy w krajach islamu. A tymczasem wcale nie mają łatwego życia również w innych krajach. W Europie Zachodniej wciąż są za taką samą pracę opłacane gorzej niż mężczyźni. W pani kraju obowiązuje prawo aborcyjne, pozbawiające kobiety jakiejkolwiek decyzji w sprawie własnego ciała. Ostatnio zaostrza się ono również w Stanach Zjednoczonych. Patriarchat panuje w wielu miejscach świata, nie mówiąc o seksualnym wykorzystywaniu kobiet.

Czytaj więcej

Nowe oblicze festiwalu w Cannes

W „Hourii” człowiek, który napada bohaterkę, okazuje się byłym islamskim terrorystą.

W świadomości Algierczyków wciąż tkwi wojna domowa i mordy, do jakich wówczas dochodziło. W 2006 roku została ogłoszona amnestia i wielu zbrodniarzy tamtego czasu wyszło na wolność. Napastnik z „Hourii” jest jednym z nich. Więc młode społeczeństwo ma jeszcze do pokonania wiele przeszkód, by normalnie żyć i mówić własnym głosem.

Pani następny film będzie już zakorzeniony we Francji, czy nadal chce pani wracać do Algierii?

Tak naprawdę znów myślę o filmie bardzo osobistym: o rodzicach. Chciałabym opowiedzieć historię o Algierii, Francji, Rosji. Choć zastanawiam się, jak wybrnąć z rosyjskiej części, która jest częścią opowieści o mojej matce. Dzisiaj bardzo trudno o tym mówić.

Ojciec Algierczyk, matka Rosjanka. Urodziła się pani w Moskwie, do 18. roku życia mieszkała w Algierii. Potem z rodziną wyemigrowała pani do Francji, gdzie skończyła studia filmowe, wyszła za mąż, zbudowała nowe życie. Ale pani filmy – nagrodzona Cezarem w 2019 roku za debiut „Lalka” i „Houria” – powstały w Algierii.

Jest we mnie rzeczywiście mieszanka różnych kultur. Rodzice poznali się w czasie studiów w moskiewskiej szkole filmowej. Wychowałam się w Algierii. Miałam 18 lat, gdy rodzina, szantażowana z powodów politycznych, musiała emigrować. Francja otworzyła przede mną wspaniałe możliwości, ale emigracja zawsze jest przeżyciem traumatycznym. Zostawia się za sobą znany świat, trzeba szukać swojego miejsca w nowej rzeczywistości. Mnie się udało. Ale poprzedni świat w człowieku tkwi. Wciąż kocham Algierię, rozumiem ten kraj, w którym tak trudno być kobietą. Widzę, jak walczą tam one o swoje marzenia i własne życie w patriarchalnym świecie. Próbuję o tym opowiadać.

Pozostało 81% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Film
„Minghun” z Marcinem Dorocińskim na początek festiwalu mBank Nowe Horyzonty
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Materiał Promocyjny
Ruszyła sprzedaż biletów na 18. BNP Paribas Dwa Brzegi
Film
Baldwin chce pozwać prokuratorów i szeryfa. Chodzi o zatajanie dowodów w sprawie
Film
Gdynia 2024: Kto będzie walczył o Złote Lwy?
Film
Shannen Doherty nie żyje. "Przegrała walkę z rakiem"