„Ennio”. Jak Morricone ograł Tarantino

Gwiazdy kina i rocka oddają hołd kompozytorowi w dokumencie „Ennio” Giuseppe Tornatore.

Publikacja: 07.07.2022 21:00

Dokument o Ennio Morricone (1928–2020) trafia na ekrany dwa lata po śmierci mistrza

Dokument o Ennio Morricone (1928–2020) trafia na ekrany dwa lata po śmierci mistrza

Foto: materiały prasowe

– Uwielbiam jego dźwięki, dynamikę i wielowarstwowość, czerpię z tego inspirację. Wiele osób śpiewa teraz jego muzykę jak piosenki, a ja gram ją na gitarze – mówi James Hetfield z Metalliki, która od lat rozpoczyna koncerty cmentarnym fragmentem filmu „Dobry, zły i brzydki” Sergio Leone i tematem Morricone „Ecstasy of Gold”.

Tancerki i szlagiery

Dziś trudno uwierzyć, że gdy twórca muzyki do pięciuset filmów zaczął tworzyć dla kina w 1961 r. obiecywał sobie, że skończy komercyjną przygodę w 1970 r. Na szczęście dla nas przedłużał ją co dekadę o kolejną. Aż do końca życia.

Sam nie do końca pojmował swój los. W monumentalnym wywiadzie udzielonym przyjacielowi i reżyserowi Giuseppe Tornatore wyznał, że chciał być lekarzem, a rolę trębacza wybrał mu surowy ojciec, również trębacz – w orkiestrze wojskowej. I posłał syna do muzycznej szkoły, przekonując, że dzięki trąbce wykarmi rodzinę.

Czytaj więcej

"Stranger Things" przypomina i kreuje gwiazdy

W czasie niemieckiej okupacji i po amerykańskim wyzwoleniu Ennio grał w hotelach za jedzenie. Czuł się wtedy upokorzony. Znienawidził trąbkę. Na szczęście jeden z nauczycieli przekonał go do nauki kompozycji. Jego przewodnikiem stał się Goffredo Petrassi, włoski gigant. Konserwatorium było elitarne, Ennio pochodził z niezamożnej rodziny, dorabiał w wieczornych rewiach, podziwiał tancerki i grał amerykańskie szlagiery. W radiu proponował nowoczesne aranżacje. Dostał się do orkiestry filmowej.

– Na początku uważałem, że komponowanie muzyki filmowej jest upokarzające, ale teraz nie żałuję tego, ponieważ z czasem udało mi się odnaleźć jej zbieżność z muzyką klasyczną – powiedział. – Dziś jest to pełnoprawna muzyka współczesna. To jako koncept jest bardzo ważne w moim życiu.

Świat filmowy to docenił. Wzruszające jest wręczenie honorowego Oscara przez Clinta Eastwooda, z którym zaczynał swoją amerykańską przygodę w spaghetti westernach Sergio Leone. W filmie ten Oscar uznany jest za przeprosinowego, ponieważ statuetka należała się Włochowi od lat. Za upragnioną nagrodę dziękował łamiącym się ze wzruszenia głosem. Nagrodę dedykował żonie Marii, która była pierwszą recenzentką. I kontynuował karierę koncertową, zapełniając antyczną arenę w Weronie, Radio City Hall w Nowym Jorku, Royall Albert Hall w Londynie. A także polskie hale.

Czytaj więcej

„Księgarnia w Paryżu”: Spokój zatrzymanego czasu

– Dziś widać, jak bardzo jest wpływowym artystą zdecydowanie lepiej niż dwie dekady temu – podkreśla Bruce Springsteen. Za swojego mistrza w filmie uznają Morricone Pat Metheny, który gra temat „Kino Paradiso”, Jean Baez, Mike Patton z Faith No More, Muse, Zuccero, Hans Zimmer, Paul Simonon z The Clash. Giganci kina: Sergio Leone, Roland Joffe („Misja”), Brian De Palma („Nietykalni), Bernardo Bertolucci („Wiek XX”), z którymi pracował.

Pozostał skromny. Gdy Quentin Tarantino poprosił go o skomponowanie muzyki, włoski mistrz odpowiedział, by reżyser „Pulp Fiction” wykorzystał już istniejące nagrania, bo to przecież jego styl. Tarantino był jednak zdeterminowany: gdy zdecydował się zamówić premierową muzykę – jedynym wyborem mógł być tylko Morricone. On zaś nie napisał muzyki w stylu filmów Sergio Leone, które uwielbiał Tarantino, lecz skomponował symfonię… włączając w nią fugę z „Symfonii psalmów” Igora Strawińskiego. Strawińskiego podziwiał od czasów konserwatorium. Miał szczęście słuchać go w Rzymie na żywo.

Filmy do scenariusza

To ważny motyw dokumentu Giuseppe Tornatore, który od początku eksponuje klasyczne wykształcenie Morricone, a także dorobek awangardowy z Gruppo di Improvvisazione di Nuova Consonanza.

Bo Morricone, nawet gdy matka prosiła go o piękne melodie i pisał dla gwiazd San Remo – uwielbiał kontrapunkt. Z jednej strony ratował bankrutującą wytwórnię RCA – tworząc dla niej szlagiery, z drugiej zaś wprowadzał rozwiązania muzyki konkretnej. W kinie zaczął „Za garść dolarów” Sergio Leone gwizdanym motywem, dodał motyw rozedrganej trąbki, stosował świst bata, uderzenie w kowadło, dzwon. Ostatecznie aranżacja dla Clinta Eastwooda była operowa, dramatyzowała rolę, czym aktor był zachwycony.

Z Tarantino Morricone zagrał jak rasowy szachista. Wciągnął popkulturowego reżysera na swoje pole – klasyki.

– Czułem się, jakbym mścił się na zachodnim kinie i rozliczał ze swoją przeszłością – mówi bezpardonowo Ennio. Na komplementy z gali Złotych Globów, że jest Beethovenem i Mozartem, odpowiedział, że by takie porównania miały sens, musi minąć dwieście lat. Może przepustką do wiecznej sławy jest właśnie symfonia „Nienawistna ósemka” do filmu Tarantino, za którą po sześciu nominacjach dostał pierwszego regularnego Oscara.

Dokonał czegoś niezwykłego: po honorowych Oscarach twórcy umierają lub przechodzą na emeryturę. Morricone chciał więcej. Nagrodę wręczał mu Quincy Jones, przyjaciel Franka Sinatry, patron Milesa Davisa i Michaela Jacksona.

O wyjątkowości Morricone świadczy również to, że to do jego muzyki powstawały filmy lub pisane były scenariusze. Tak powstawał „1900: Człowiek legenda” Giuseppe Tornatore. Wybitny kompozytor utożsamiał się z głównym bohaterem, pianistą płynącym do Ameryki. Zaś po ataku na World Trade Center skomponował żałobne „Voci del Silenzio”, przypominając całemu światu, że nie jest wyłącznie twórcą charakterystycznych, melodyjnych tematów, lecz także mistrzem muzyki współczesnej.

Film
Zmarła Eleanor Coppola, reżyserka i żona reżysera
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Film
Te filmy ubiegają się o 100 000 zł w Konkursie Polskich Filmów Fabularnych Mastercard OFF CAMERA 2024
Film
Rekomendacje filmowe na weekend. W poszukiwaniu wartości: Ameryka, Europa, Azja
Film
Premiera nowego filmu Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta 1 czerwca w Krakowie
Film
Filmy mistrzów w Cannes. Za dwoma tytułami stoją nasi rodzimi twórcy