Kosmici porywający Pałac Kultury, król Zygmunt III Waza tak ożywiony telefoniczną konwersacją z posągową Syrenką, że zdecydowany jest zejść z kolumny i ruszyć z nią w miasto, wydarta z gazety twarz Zbyszka Cybulskiego jako tło plastelinowego love story. To tylko niektóre pomysły niekonwencjonalnego filmu, który po raz pierwszy zaprezentowano wczoraj w Muzeum Powstania Warszawskiego.
Miejsce projekcji nie było przypadkowe. Organizatorem akcji „animuj! Warszawę!” i konkursu na krótkometrażową animację o stolicy pt. „Warszawa wczoraj i dziś. Pokaż swój obraz miasta” było muzeum z ulicy Grzybowskiej. To tu przez ponad rok odbywały się warsztaty, na których pod okiem mistrzów animacji amatorzy tworzyli fragmenty wspólnego projektu.
[srodtytul]Zwariowany kolaż[/srodtytul]
Autorów filmu „animuj! Warszawę” jest ponad stu. Swoje scenki tworzyli w osobnych grupach. Nie znając innych pomysłów ani technik, w jakich były realizowane. Dzięki temu powstał różnorodny, wielobarwny i z lekka szalony kolaż.
– Chcieliśmy przełamać stereotypy związane z animacją jako dziedziną wymagającą specjalistycznego sprzętu i nadzwyczajnych umiejętności plastycznych – podkreślają pomysłodawcy akcji. – Szukaliśmy odpowiedzi na pytanie: co wpłynęło na współczesny kształt miasta – jego mieszkańców, architekturę i atmosferę – dodają.
Zarówno uczestnicy warsztatów, jak i twórcy filmów konkursowych mieli dostęp do bazy archiwalnych wizerunków miasta z różnych okresów. Spotykali się też z varsavianistami.
– Nie sugerowaliśmy autorom, by nawiązywali do Powstania Warszawskiego, a jednak część z uczestników taki wątek wykorzystała – mówi rzecznik muzeum Anna Kotonowicz.
Wojenne kadry stolicy zainspirowały też autora zwycięskiego filmu w konkursie „Warszawa wczoraj i dziś...”. Jury w składzie: Witold Giersz, Mariusz Wilczyński, Robert Turło i Marek Skrobecki spośród siedmiu prac wybrało „1000 wiader wody” 23-letniego Tomasza Popakula.
Nastrojowa czarno-biała animacja przypomina stylem filmy Piotra Dumały. Ma też podobny klimat i bohatera, który – choć ledwie zarysowany – sylwetką i sposobem poruszania się opowiada swoją historię. W króciutkim filmiku Tomasza Popakula widzimy nie tylko mężczyznę, który w stałym, zmęczonym rytmie pompuje wodę z ocalałego ujęcia, a potem dźwiga ją w ruiny. To także migawkowy zapis przeszłości miasta .
– Fragment Warszawy przywrócony do życia zrobił na mnie największe wrażenie – zdradza Marek Skrobecki, reżyser m.in. filmu „Ichthys”, współtwórca oscarowego „Piotrusia i wilka”.
[srodtytul]Od kreski do 3D[/srodtytul]
Skrobecki nie ukrywa, że liczył na troszkę wyższy poziom prac prezentowanych zarówno w projekcie „animuj! Warszawę”, jak i w konkursie. Rozumie jednak ograniczenia techniczne i budżetowe, dające przewagę animacji, którą można zrobić samemu na domowym sprzęcie. W pracach dominuje więc ożywiona kreska, choć są też prace w 3D. Za najcenniejszy uznaje w projekcie udział tylu młodych ludzi, nawet nastoletnich, oraz pasję, z jaką pracowali.
– Dla niektórych może to być początek zawodowej przyszłości – ocenia Skrobecki.
Jednak, mimo coraz szerszego dostępu do graficznych programów komputerowych, nie każdy może zostać animatorem. Trzeba mieć plastyczną wrażliwość, ale też umieć ją wykorzystać do opowiadania historii; przełożyć ją na ruch, dać tempo.
– Ktoś, kto rysuje świetne komiksy, niekoniecznie zrobi świetny film, choć są to dziedziny pokrewne – pociesza reżyser.
Film akcji „animuj! Warszawę” zostanie dodany do najbliższego numeru kwartalnika „Wyspa”. Pojawi się też na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego.