Przed publicznością w warszawskim kinie Kultura stanęli również grająca w tym filmie kwiaciarkę Krystyna Sienkiewicz, Stanisław Tym (pojawił się w epizodycznej roli aktora występującego w „Wieczorze trzech króli") oraz operator kamery Stanisław Śliskowski.
Dla wielu widzów, projekcja filmu była również okazją do wspomnienia przyjaciół, którzy odeszli: Gustawa Holoubka, Edwarda Dziewońskiego, Aleksandra Bardiniego, Wojciecha Siemiona, Ireny Malkiewicz, Kaliny Jędrusik i wielu innych.
Wspomnienia z planu
- Wszyscy grający w tym filmie stali się później ważnymi aktorami. Przez chwilę mogłam zobaczyć również siebie z tamtych lat — opowiadała Krystyna Morgenstern. — Jak będzie ulicą biegła fajna dziewczyna, to ja — dodała.
- Morgenstern przychodził na plan zawsze elegancki, wszystko było zapięte na ostatni guzik. Kiedy wchodził, mówił „cisza" i zapadała cisza. Gustaw Holoubek opowiadał dowcipy, ludzie śmiali się po kątach. Wystarczyło, że Morgenstern podniósł rękę i był spokój — relacjonował Stanisław Śliskowski.
Zachowały się wspomnienia Agnieszki Osieckiej, asystentki reżysera przy „Jutro premiera": „Wszyscy mieli skłonności do błazeństwa. Ja na przykład musiałam o świcie zbierać statystów i utrzymywać między nimi jaką taką dyscyplinę. Ale o ósmej przychodził Holoubek i mówił do mnie na cały głos: – No i jak się pani czuje, panno Ziuto, po wczorajszym? Wtedy cały porządek naturalnie pryskał".
Komedia, czy dramat?
Przypomnijmy, „Jutro premiera" jest komedią, pokazującą kulisy pracy w teatrze. To adaptacja sztuki Jerzego Jurandota „Trzeci dzwonek", powstałej w 1958 r. i w owym czasie odnoszącej sukcesy nie tylko na polskich scenach. Janusz Morgenstern, chciał, jak mówił: „pokazać ludziom coś lekkiego z gatunku filmu rozrywkowego".
Przy okazji udało mu się przemycić parę uniwersalnych prawd o ludzkich słabościach. Poznajemy reżysera, obsadzającego w jednej z ról młodą aktorkę, z którą ma romans, aktora, kupującego sobie kwiaty, posągowo piękną dojrzałą kobietę, która zakochuje się w młodym malarzu-scenografie i w pewnym momencie zazdrosna o niego, nie wytrzymuje napięcia i swoje frustracje przelewa na scenicznych partnerów. Widać jak, życie łączy się ze sztuką. Ginie profesjonalizm, dominują prywatne sprawy. Na koniec i tak prawdopodobnie wszystko się uda, ponieważ jak stwierdza grany przez Wojciecha Siemiona inspicjent Józio: „W teatrze można zagrać wszystko oprócz książki telefonicznej, bo za duża obsada".
W „Jutro premiera" jest fragment, w którym debiutujący dramaturg został zaproszony do popularnego w tamtych czasach telewizyjnego «Tele-echa». Gdy Irena Dziedzic pyta go, jaką sztukę stworzył, odpowiada: „komedię, ale jak ludzie nie będą się śmiać to dramat". Zresztą od pisarza i tak niewiele zależy. „Niech się pan nie martwi, jak się rozegramy, to własnej sztuki pan nie pozna. " — mówi jeden z aktorów. A reżyser stwierdza: „Nie lubię kiedy autor dramatu żyje."
Pełen dykteryjek film jest kolejną zrekonstruowaną produkcją Janusza Morgensterna. Wcześniej odnowione zostały: „Do widzenia, do jutra", „Jowita" i „Trzeba zabić tę miłość". Projekt KinoRP odświeżył już kilkadziesiąt obrazów. Wkrótce zobaczyć będzie można kolejne tytuły: „Wszystko na sprzedaż", „Matka Królów„ i „Déją vu".
Szczegóły na www.sfp.org.pl
"Jutro premiera" można obejrzeć dzisiaj (wtorek) o godz. 17.00 w warszawskim kinie Kultura.