Materiał przygotowany przez E.ON edis energia
Kończący się rok dobitnie pokazał ryzyko, z jakim może się wiązać kreślenie jakichkolwiek prognoz i przewidywań. Ostatnich 12 miesięcy to najpierw konieczność poradzenia sobie z niespodziewanym kryzysem, a później wyzwanie adaptacji do „nowej normalności", w której kryzys ma charakter permanentny. Jest jednak rzecz, której ostatni rok nie zmienił, a jest to zielony kierunek transformacji gospodarki, w szczególności energetyki i ciepłownictwa. Potwierdzeniem tej tendencji jest decyzja podjęta podczas zakończonego niedawno szczytu Rady Europejskiej, w czasie którego szefowie rządów krajów członkowskich UE przyjęli nowy, jeszcze bardziej ambitny, 55-procentowy cel redukcji CO2 dla Unii Europejskiej do roku 2030.
Powyższe pozwala mi się więc pokusić o próbę odpowiedzi na tytułowe pytanie: co czeka ciepłownictwo w 2021 roku? Z pewnością 2021 będzie pierwszym rokiem dekady, w której Polska powinna w znaczącym stopniu dogonić UE w transformacji energetycznej. Polska, zaraz po Włoszech, ma szansę być głównym beneficjentem środków z Funduszu Odbudowy i strategii Europejskiego Zielonego Ładu. O jakich strumieniach finansowych mówimy, świadczą liczby przedstawiane przez ekspertów z Komisji Europejskiej. Aby sprostać nowym celom polityki klimatycznej, konieczne będzie zrealizowanie ogromnych inwestycji, które mogą wynieść nawet 540 mld euro rocznie – ok. 3,5 proc. PKB krajów Unii Europejskiej. Oznacza to, że nawet 1/6 wszystkich inwestycji w gospodarce będzie związana z transformacją energetyczną.
To historyczne okienko inwestycyjne stanowi ogromną szansę dla polskiego ciepłownictwa, trafnie określonego w raporcie Polityki Insight „Ciepło do zmiany" mianem „śpiącego olbrzyma". Sektor ma duży potencjał (drugi największy w Europie rynek ciepła systemowego), jednak obecnie tylko dziesięć ze 164 systemów ciepłowniczych w mniejszych miastach w Polsce spełnia unijne kryteria systemów efektywnych. A brak inwestycji oznacza konieczność płacenia wysokich kar i ograniczony dostęp do środków dystrybuowanych na poziomie krajowym. Dlatego dzisiaj ciepłownictwo potrzebuje ambitnego planu modernizacji, zapewniającego spełnienie obietnic emisyjnych oraz mądrego zarządzania istniejącymi aktywami, by móc się ubiegać o nadchodzące dofinansowania. Ciepłownicy powinni już dzisiaj projektować model działania branży na wiele lat i zmienić perspektywę myślenia z jednorocznej (do czasu zatwierdzenia kolejnej taryfy) na znacznie szerszą.
Co więcej, szybka modernizacja sektora to dzisiaj jedyny sposób, aby uniknąć płacenia wysokich kar za emisję CO2. W grudniu br. cena uprawnień do emisji osiąga swoje historyczne maksima powyżej 31 euro za tonę, a Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami ocenia, że w ciągu najbliższych dziesięciu lat cena uprawnień może wzrosnąć dwukrotnie i przekroczyć nawet 70 euro. Do tego dochodzą kwestie środowiskowe, jak bowiem wskazuje w swoim raporcie Europejska Agencja Środowiska, Polska wciąż znajduje się w czołówce krajów UE z największym zanieczyszczeniem, przekraczając wartość graniczną dla drobnego pyłu zawieszonego (PM2,5). To wszystko ostatecznie odbije się zarówno na zdrowiu, jak i portfelu statystycznego Polaka.
Skąd jednak brać środki na tak konieczne inwestycje? Dzisiaj dla zarządów wielu firm ciepłowniczych nadchodzi czas trudnych decyzji. Ci, którzy się spóźnią z inwestycjami, będą mieli problem z uzyskaniem wsparcia w postaci dotacji. URE w swojej komunikacji potwierdza, że z samej taryfy na sprzedaż ciepła nie da się sfinansować koniecznych inwestycji. Dlatego sektor ciepłowniczy potrzebuje długoterminowych działań w postaci mechanizmów wsparcia. Większe środki finansowe mogą pomóc w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, ograniczając ich ryzyko.
Wymogi związane z normami emisyjności dla wielu polskich ciepłowni mogą się wydawać bardzo wymagające. Jednak modernizując ciepłownictwo w naszym kraju, możemy skorzystać, tak jak sektor bankowy w czasie transformacji, z tzw. renty zapóźnienia i dzięki wykorzystaniu najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych w krótkim czasie dołączyć do europejskiej czołówki.
Nadchodzący rok przyniesie z pewnością dalszy rozwój technologii wspierających transformację ciepłownictwa. Tak jak w szwedzkim Malmö, gdzie zbudowano neutralną klimatycznie dzielnicę, w której zapotrzebowaniem energetycznym i cieplnym sterują inteligentne urządzenia. Dzięki tej inwestycji emisja CO2 spadła o 38 proc. Szansą dla ciepłownictwa jest także tzw. głęboka geotermia – tego rodzaju odwierty są obecnie prowadzone testowo w Malmö, gdzie już w 2022 r. spodziewane jest osiągnięcie mocy rzędu 40–50 megawatów. Przyszłością jest także powszechne zastosowanie wodoru. W szkockim hrabstwie Fife rozpoczął się pilotażowy projekt, w którym testowane jest wykorzystanie zielonego wodoru do ogrzewania domów.
Szacuje się, że wykorzystanie nowych technologii może ograniczyć straty w przesyle ciepła o 10–20 proc., a koszty stałe nawet o 30 proc. Planując modernizację systemów ciepłowniczych, już teraz powinniśmy myśleć o zielonych rozwiązaniach wspieranych przez digitalizację.
Jeśli miałbym wskazać jedną lekcję, którą wyciągam z kończącego się roku, to bez wątpienia jest to konieczność szybkiej zmiany perspektywy i nauki funkcjonowania w nowych warunkach. Jeżeli spojrzymy w ten sposób na nabierający coraz szybszego tempa proces transformacji energetycznej, to zobaczymy w nim przede wszystkim szansę inwestycyjną dla całej polskiej gospodarki, której nie możemy zmarnować.
Mariusz Majkut, prezes zarządu E.ON edis energia Head of Energy Infrastructure Solutions Polska.