W mijającym tygodniu do inwestorów dotarł szereg pozytywnych informacji na temat stanu polskiej gospodarki. Dużo lepsze od oczekiwań były dane o produkcji przemysłowej, pozytywnie zaskoczyła także piątkowa informacja o sprzedaży detalicznej.
Mimo to giełda kończyła tydzień pod kreską. Ważniejsze okazały się ogólnoświatowe trendy, a tu na fali obaw o greckie finanse akcje taniały.
Ale mimo braku reakcji w Warszawie opublikowane dane krajowe mają swoją pozytywną wymowę w przełożeniu na giełdę. Nie tylko pokazują bowiem, że gospodarka łapie oddech, ale utwierdzają inwestorów w tym, że dokonali słusznych wyborów. Wszak od dłuższego czasu na giełdzie dominuje popyt.
Choć cały giełdowy tydzień zamknął się stratą w wysokości 3,1 proc., to kończąca go sesja przyniosła wzrost notowań. Ceny największych firm zyskały średnio 1,25 proc. Tym samym WIG20 odbił się od linii wsparcia i ponownie znalazł się powyżej poziomu 2500 pkt.
To dobra wiadomość dla zwolenników analizy technicznej, choć cały czas balansujemy na granicy wygenerowania negatywnych sygnałów. Obroty w porównaniu z sesją poprzednią spadły o prawie 200 mln zł, do 1,3 mld zł.
Piątkowym notowaniom pomógł odczyt wskaźnika Ifo badającego nastroje w niemieckiej gospodarce. Indeks ten w kwietniu wzrósł do poziomu nienotowanego od prawie dwóch lat (101,6 pkt). Pozytywnie odebrano również informacje o wyższej niż oczekiwano sprzedaży nowych domów w USA.
Po tym jak premier Grecji poprosił o uruchomienie uzgodnionego z krajami strefy euro i Międzynarodowym Funduszem Walutowym pakietu pomocowego, wydaje się, że przynajmniej w krótkim terminie problemy związane z nadmiernym zadłużeniem tego kraju zejdą na dalszy plan. To również giełda wczoraj wyceniała. Tyle tylko że przecież Grecja to niejedyny peryferyjny kraj strefy euro mający kłopoty.