Za euro na rynku walutowym o 13:00 trzeba było zapłacić 4,13 zł, o trzy grosze mniej niż rano. Dolar potaniał blisko cztery grosze, do 3,23 zł.

Wcześniej kurs naszej waluty zbliżał się już nawet do 4,25 zł za euro. Był najniżej od pół roku. Obniżka notowań złotego towarzyszyła spadkom na giełdzie. WIG20 tracił rano 1,9 proc. O 13:00 skala spadku zmniejszyła się do 1,3 proc.

Analitycy wskazują, że jeśli kryzys zadłużenia w strefie euro będzie się pogłębiał, to rynki naszego regionu nadal będą dotknięte negatywnymi konsekwencjami w postaci wycofywania się inwestorów zagranicznych.

Część specjalistów spadki na warszawskiej giełdzie i deprecjację złotego w ostatnich dniach tłumaczyła tym, że zachodni gracze zamykali pozycje na najbardziej płynnych rynkach. W naszym regionie takim rynkiem jest Polska.

- Uważam, że wahania złotego są niekorzystne, ale można powiedzieć, że nie jest to trend długotrwały. Wszystkim organom odpowiedzialnym za politykę pieniężną zależy na stabilności złotego i z pewnością w tym kierunku będzie prowadzona polityka pieniężna - powiedziała dziś Reuterowi Elżbieta Chojna-Duch, członek Rady Polityki Pieniężnej.

Zdaniem ekonomistów, w dłuższym terminie złoty nadal będzie się umacniał.

- Nadal uważamy, że słabość forinta i złotego bardziej odzwierciedla reakcję rynku na napływ negatywnych informacji niż przewidywania podstaw makroekonomicznych w tych krajach - napisali analitycy banku inwestycyjnego Goldman Sachs. - Podtrzymujemy nasze przewidywania w średnim terminie i spodziewamy się dalszej poprawy sytuacji w regionie. W związku z tym nadal widzimy znaczny potencjał dla silnego umocnienia walut, w szczególności wobec strefy euro.

- W średnim terminie złoty jest skazany na umocnienie, a zepchnąć z tej ścieżki może go tylko rozpad strefy euro (wciąż scenariusz mało prawdopodobny) lub źle przeprowadzona restrukturyzacja greckiego długu – stwierdził Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku. [ramka][b]Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao:[/b]

Wchodzimy w okres poważnych zawirowań na globalnych rynkach finansowych, które tym razem będą dla nas o tyle nieprzyjemne, że główne źródło niepokoju znajdować się będzie w Eurolandzie - w przeciwieństwie do poprzedniej odsłony kryzysu, kiedy oczy zwrócone były głównie na Stany Zjednoczone. Innymi słowy, epicentrum wstrząsów nie będzie już znajdowało się na drugiej półkuli, ale w strefie euro, która jest naszym głównym partnerem handlowym. To oznacza, że i u nas będzie bardziej "trzęsło", czego pierwsze sygnały widzimy już teraz. Warto odnotować, że Grecja stanowi jedynie "czubek góry lodowej" obecnych problemów - ekonomia upomniała się o swoje prawa, i po wielu latach narastania nierównowag pomiędzy poszczególnymi krajami członkowskimi strefy euro (które umożliwiała i maskowała wspólna waluta), teraz przychodzi okres "płacenia rachunków" i korygowania tych nierównowag.

Autopromocja
BLACK WEEKEND

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

[b]Krzysztof Wołowicz, ekonomista Banku BPS:[/b]

Być może już w przyszłym tygodniu sytuacja nieco się uspokoi- przynajmniej w odniesieniu do Grecji. Zdecydować o tym może niedzielne głosowanie Rady Wykonawczej MFW w sprawie pomocy dla tego kraju. Tym niemniej uważam, że maj może być na rynku walutowym miesiącem krytycznym. Taki pogląd wynika z faktu iż 19 maja zapada 8,5 mld EUR greckich obligacji, ale - jak się okazuje - nie tylko Grecja stanowi tu problem. W maju przypada bowiem również kumulacja płatności rządowych zobowiązań Portugalii. Tylko z tytułu wykupu długoterminowych obligacji w maju rząd portugalski potrzebuje 5,6 mld euro. Dodatkowo dochodzą jeszcze płatności z tytułu wykupu bonów skarbowych (1,3 mld euro), innych krótkoterminowych papierów, płatności odsetkowych z tytułu wyemitowanych papierów skarbowych czy wreszcie szacowanej na 800 mln euro, składki w ramach pakietu pomocowego dla Grecji. Szacuje się, iż potrzeby pożyczkowe Portugalii w maju mogą sięgnąć łącznie kwoty 9,3 mld euro. Można uznać to za w pewnym sensie ironię, iż jeden kraj strefy, którego sytuacja fiskalna wzbudza poważne obawy wśród inwestorów musi współfinansować inny kraj, którego sytuacja wzbudza jeszcze większe obawy.

[i]K.K.[/i][/ramka]