- Każde tymczasowe rozwiązanie wpływające na kurs wymiany waluty jest zgodne z mandatem banku pod warunkiem, że mają na celu długookresową stabilność cen – stwierdził Thomas Jordan wiceprezes szwajcarskiego banku centralnego (SNB) w rozmowie z dziennikiem „Tages-Anzeiger". Dodał także, że SNB planuje kolejne interwencje na rynku walutowym w celu osłabienia franka, jeżeli „będzie na to właściwy czas".
To stanowisko potwierdził również rzecznik prasowy SNB, Walter Meier.
Powyższe opinie świadczą o powadze, z jaką politycy szwajcarscy podchodzą do kwestii umocnienia się ich krajowej waluty, której wartość rośnie dynamicznie z powodu postępującego na kryzysu finansowego. Inwestorzy z całego świata skupują franki, traktując je jako bezpieczną przystań w czasie zawirowań na rynkach finansowych.
Prezydent Philipp Hildebrand dawał wprawdzie ostatnio do zrozumienia, że bank centralny nie zrezygnuje ze swojej niezależności, ale część ekonomistów uważa, że zwyżka wartości franka w stosunku do euro powoduje, że SNB znajduje się pod coraz większą presją, by powiązać kurs franka z inną walutą po raz pierwszy od lat 70-tych ubiegłego stulecia, kiedy to porzucono system walutowy z Bretton Woods. – Byłoby to bardzo drastyczne posunięcie, ale w obecnej sytuacji staje się ono coraz bardziej realne – powiedziała Ursina Kubli, ekonomistka z Banku Sarasin w Zurychu.
Wypowiedzi Jordana wpłynęły na osłabienie szwajcarskiej waluty wobec euro i złotego około 2 proc. Teraz frank kosztuje około 3,95 zł.