Decyzja sądu najwyższego Unii Europejskiej postawiła pod znakiem zapytania radykalne ograniczenia narzucone wielu bankom Starego Kontynentu w zamian za gigantyczną pomoc państwową, którą otrzymały one podczas kryzysu finansowego.
Orzeczenie wydane w ubiegłym tygodniu przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej głosi, że Bruksela nadużyła swoich uprawnień w rozmowach z Holandią na temat tamtejszej grupy bankowo-ubezpieczeniowej ING Groep NV. Komisja Europejska podyktowała warunki restrukturyzacji banku, korzystając ze swoich wyłącznych uprawnień do określania reguł, na jakich firmy z sektora prywatnego mogą otrzymywać pomoc od rządów narodowych.
Prawnicy zaangażowani w proces restrukturyzacji twierdzą, że orzeczenie pokazuje, iż europejska strategia radykalnego ograniczania wielkości ratowanych banków – już wcześniej krytykowana przez niektórych ekonomistów za wyrządzanie poważnych szkód gospodarce – była realizowana byle jak. Jak twierdzą prawnicy, niektóre ustalenia mogą więc zostać renegocjowane, a te banki, które wciąż rozmawiają z UE, zyskają dodatkowe argumenty.
Unijni urzędnicy twierdzą, że redukcja bilansu jest potrzebna, by zagwarantować, że banki otrzymujące pomoc pozbędą się ryzykownych inwestycji, spłacą długi i nie uzyskają przewagi konkurencyjnej dzięki wsparciu rządu. Szacują oni również, że banki musiały się pozbyć zaledwie 2,5 proc. swoich aktywów od czasu wybuchu kryzysu.
To orzeczenie może mieć znaczące konsekwencje dla sektora finansowego. Wcześniejsze porozumienia często wymagały radykalnego ograniczenia bilansów instytucji finansowych. Brytyjski Royal Bank of Scotland musiał go ograniczyć o 40 proc. w porównaniu z poziomem sprzed kryzysu, a ING i niemiecki Commerzbank o 45 proc. Porozumienie zakazywało też akwizycji przez kilka lat.
Zdaniem prawników decyzja w sprawie ING pokazuje błędy, jakie Komisja Europejska popełniła w procesie negocjacyjnym. Dla przykładu 6 listopada 2009 roku Komisja przesłała holenderskiemu rządowi i ING e-mail z 23-stronicowym załącznikiem o 4.12 rano. Odpowiedź miała być gotowa na 10.
„Kilka godzin na ustosunkowanie się – uznał sąd – to za mało, by wyprodukować taką informację". Przedstawiciele UE twierdzą, że Komisja nie miała obowiązku konsultowania projektu z ING.
– Jeżeli zbyt wiele banków zacznie sprzedawać swoje aktywa, grozi nam panika – powiedział Thorsten Beck, prezes Europejskiego Centrum Bankowego przy Uniwersytecie w Tilburgu w Holandii. Według Becka UE powinna obrać inną taktykę. – Ograniczanie roszczeń obligatariuszy – zdecydowanie tak. Ale próby redukowania bilansów w czasie kryzysu zdecydowanie nie są dobrym pomysłem – stwierdził.