Na stołecznym rynku inwestowanie w mieszkania na wynajem w dzielnicach – sypialniach, zwłaszcza tych oddalonych od centrum i bez szybkiego transportu w postaci metra, np. na Białołęce, to ryzykowne przedsięwzięcie. - Oferty bliżej centrum będą się cieszyły większym zainteresowaniem wśród najemców, znacznie łatwiej odsprzedać taki lokal i można również liczyć na większy wzrost ceny – przekonują pośrednicy z agencji Ober – Haus. Tymczasem w innych miastach, kupowanie w dzielnicach sypialniach, nawet znajdujących się dalej od centrum, nabiera większego sensu, zwłaszcza tam gdzie poprawia się infrastruktura a deweloperzy stawiają nowe bloki.
Nowe oferty
- Przy atrakcyjnej cenie warto inwestować w takie mieszkania. Np. krakowski Ruczaj to osiedle gdzie ostatnio powstała linia tramwajowa i dwupasmowa droga, która znacznie poprawiła komunikację z centrum Krakowa. Dodatkowo w tym rejonie zlokalizowane są siedziby Uniwersytetu Jagiellońskiego co wpływa na dużą chęć najmu przez studentów. Co więcej, mieszczą się tu siedziby dużych firm stad chęć zakupu jak i najmu przez ich pracowników – opowiada Joanna Targowska z krakowskiego oddziału Ober-Haus.
W Krakowie, poza Ruczajem, najbardziej znane dzielnice- sypialniane to Nowa Huta, Bieżanów Nowy, Kurdwanów Nowy, Nowy Prokocim oraz Wzgórza Krzesławickie.
Najwięcej lokali jest do wzięcia w Nowej Hucie, Ruczaju, na Woli Duchackiej, w Piaskach i Kurdwanowie. Z kolei najtaniej kupimy nowe mieszkania od dewelopera na Wzgórzach Krzesławickich, gdzie stawki zaczynają się od 4,5 tys. zł za mkw. W Bieżanowie, jak wyliczają pośrednicy Ober-Haus, trzeba zapłacić co najmniej 5,1 tys. zł za mkw., na Woli Duchackiej – 5,5 tys. zł za metr a na Prądniku Czerwonym – 6,3 tys. zł za mkw. - W tych lokalizacjach ceny używanych, starszych mieszkań są niższe o 10- 15 proc. od stawek za nowe oferty – mówi Joanna Targowska.
W Łodzi duże osiedla typu sypialnie (Retkinia, Radogoszcz, Chojny, Widzew) powstawały głównie w latach 70. Z płyt żelbetowych, których czas życia przewidziano na ok. 50 lat. Teraz budynki te mocno się starzeją i wymagają coraz większych nakładów na naprawy i remonty. Inwestorzy wolą więc szukać ofert na rynku pierwotnym, nierzadko w nowo powstających osiedlach, które nie dorobiły się jeszcze statusu sypialni. Mogą liczyć na większy zysk z najmu, choć wybór mają ograniczony bo deweloperzy są dziś bardzo ostrożni i nie uruchamiają zbyt wielu nowych projektów - Dla porównania koszty eksploatacyjne mieszkania o powierzchni 50 mkw. w starym budownictwie wyniosą ok. 500 zł miesięcznie (bez energii elektrycznej) a w nowym - ok. 300 zł miesięcznie. Z drugiej jednak strony mieszkania z płyty są bardzo popularne gdyż są tanie. I choć mieszkania te nadal będą cieszyć się popytem, ale ich realna wartość nie będzie wzrastać – opowiada Monika Kaźmierczak z łódzkiego oddziału Ober-Haus. Zaznacza, że stawki najmu za lokale z płyty, będą dużo niższe od czynszu, które można uzyskać za najem nowych mieszkań. Np. za najem dwóch pokoi, w Łodzi, o pow. 50 mkw. uda się uzyskać ok. 800 zł, przy czym eksploatacja pochłonie kolejne 500 zł miesięcznie. Natomiast nowe i świeżo wykończone lokum można wynająć za ok. 1,5 tys. zł miesięcznie, przy dodatkowej stawce eksploatacyjnej rzędu 300 zł. – Stopa zwrotu będzie znacznie wyższa w przypadku nowego mieszkania – zaznacza Kaźmierczak.