Sytuacja na rynkach finansowych jest obecnie determinowana przez wydarzenia za naszą wschodnią granicą. Odpowiedź na pytanie: w co inwestować i czy w ogóle da się zarobić w najbliższych miesiącach, jest o tyle trudna, że nie sposób przewidzieć dalszy rozwój wydarzeń. Na pewno sytuacja jest nadzwyczajna. Sama analiza fundamentalna nie wystarczy. Wydaje się, że można wykluczyć scenariusz eskalacji konfliktu i zaangażowania się w niego stron trzecich. Jest to na dziś bardzo mało prawdopodobny scenariusz. Gdyby do tego doszło, to naprawdę trudno wskazać rodzaj inwestycji, na której dałoby się zarobić. Wtedy inwestorzy szukaliby bezpiecznych przystani i lokowali oszczędności w złoto, dolary amerykańskie czy franka szwajcarskiego. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest utrzymanie status quo bez eskalacji konfliktu i wprowadzania kolejnych sankcji. Przez jakiś czas należy się liczyć z niepewnością i zmiennością na rynkach finansowych. Natomiast w średnim i długim terminie istotne zaczną być fundamenty. Rynki oczywiście zdyskontują wpływ sankcji na gospodarkę (tak naprawdę już to się dzieje). Natomiast biorąc pod uwagę wyłącznie sytuację makroekonomiczną (dynamika PKB, niskie stopy procentowe, niska inflacja, niezbyt wygórowane ceny akcji), można stwierdzić, że inwestycje w akcje powinny przynieść dobre rezultaty. Wydaje się, że wzrost na giełdach może potrwać jeszcze przynajmniej przez kilka miesięcy. Nie należy jednak zapominać, że hossa (z małą przerwą w 2011 r.) trwa już szósty rok. Dlatego wskazana jest większa ostrożność w podejmowaniu jakichkolwiek decyzji inwestycyjnych. Duży nacisk należy położyć na selekcję akcji. Portfel powinien być mocno zdywersyfikowany, także pod względem geograficznym, przy czym należy omijać rynek ukraiński i rosyjski. Patrząc globalnie, na pewno znajdą się kraje, które zyskają na sankcjach, bo rynek nie zna próżni. Powstaje tylko pytanie, czy inwestowanie w państwach, które chcą zarobić na takiej sytuacji, nie kłóci się z naszymi poglądami. Ale to już indywidualna decyzja inwestora.
Piotr ?Żochowski, prezes PKO TFI
Ekonomicznym przejawem kryzysu ukraińskiego są sankcje wprowadzone przez USA i UE na Rosję oraz jej odpowiedź. Wpływ sankcji starają się oszacować analitycy, ale na obiektywne oceny jest jeszcze za wcześnie. Kluczowe jest bowiem pytanie, na ile uda się krajom UE znaleźć alternatywne rynki zbytu dla swoich towarów. Panuje raczej zgodna opinia, że sankcje ?w niewielkim stopniu odbiją się na gospodarce amerykańskiej, gdyż udział obrotów towarowych USA z Rosją ?w całości eksportu jest dużo mniejszy niż w krajach europejskich. Są też kraje, ?np. Chiny, które teoretycznie mogą na zamieszaniu zyskać. Obecnie przez rynki przetacza się fala korekty, ale jej źródłem jest nie tylko kryzys ukraiński. Z punktu widzenia indywidualnego inwestora sytuacja ta nie powinna być powodem do zmiany struktury całego portfela, ale ewentualnie można zainteresować się np. branżami, których sankcje zapewne nie dotkną, ?a które od pewnego czasu wykazują ożywienie; przykładem są spółki technologiczne. Warto również rozważyć większe zaangażowanie na rynkach tych krajów, które kryzys ukraiński odczują w mniejszym stopniu, np. USA, Chiny. Szacunki te mogą jednak okazać się niewiele warte, jeśli szybko dojdzie do zakończenia kryzysu. Wtedy oczekiwałbym zdecydowanego odbicia na tych rynkach, które na kryzysie najwięcej ucierpiały, czyli np. na rosyjskim.
Witold ?Garstka, zarządzający funduszami ?Arka BZ WBK TFI
Gdy ktoś myśli o zainwestowaniu pieniędzy na stosunkowo krótki czas, np. dwa lata, to trudno polecić mu coś innego niż obligacje. Jest to zwykle wystarczająco długi czas, by osiągnąć godziwy zwrot z inwestycji, niezależnie od fazy, w jakiej znajduje się rynek, gdy zaczynamy i kończymy oszczędzanie.