Pan Andrzej miał stłuczkę. W jego toyotę uderzył mercedes, uszkadzając zderzak, błotnik i nadrywając kawałek blachy. Wina kierowcy mercedesa była jednoznaczna i pan Andrzej likwidował szkodę z OC sprawcy. Zdziwił się bardzo, gdy ubezpieczyciel uznał, że szkoda jest całkowita, czyli samochodu nie warto naprawiać. Towarzystwo wyliczyło, że koszty naprawy wyniosłyby 6,2 tys. zł. Wartość auta przed wypadkiem została oszacowana na 6 tys. zł. Odszkodowanie miało być równe różnicy między wartością auta a ceną wraku, wynoszącą według ubezpieczyciela 4 tys. zł.