Pierwsze wieści o porozumieniu doprowadziły do gwałtownych wyprzedaży akcji największych koncernów naftowych i gazowych na moskiewskiej giełdzie. Ich wartość spadła o kilka procent.

Wszyscy szykują się do otwarcia cieśniny Ormuz i idącego za tym nieuchronnego spadku cen ropy. – Ale jakiekolwiek wahnięcie geopolityczne szybko może katapultować jej wartość w górę, nawet powyżej 100 dolarów za baryłkę – przestrzega jeden z rosyjskich analityków giełdowych.

Tankowce w cieśninie Ormuz

Tankowce w cieśninie Ormuz

Foto: PAP

Ile i jak długo będzie kosztować ropa. To główny problem Rosji

Na razie jednak zniknął „wojenny bonus” Kremla, który dzięki konfliktowi USA z Iranem zarabiał na swojej ropie, formalnie objętej sankcjami. Z powodu blokady cieśniny Ormuz przez Irańczyków i idącego za tym deficytu ropy na świecie kupcy przestali zważać na jej pochodzenie oraz ograniczenia cenowe. Teraz to się powinno skończyć, ale w Moskwie pocieszają się, że Amerykanie na razie uzgodnili z Irańczykami tylko „memorandum” czy „ramowe porozumienie” i wiele jeszcze może się wydarzyć.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Jest porozumienie USA-Iran. Ale najtrudniejsze dopiero przed nami

Nim jednak rosyjski budżet odczuje skutki ewentualnego zawarcia pokoju, minie około półtora miesiąca. Tyle czasu mija od realizacji dostaw do otrzymania płatności, obecnie Moskwa dostaje pieniądze za kwietniowe kontrakty. Obecny spadek cen odczuje więc dopiero w sierpniu. Rosyjscy eksperci sądzą jednak, że do tego czasu nie uda się nawet rozminować cieśniny Ormuz i przywrócić w niej normalnego ruchu statków.

– Podwyższona cena na ropę utrzyma się co najmniej do końca roku, to znaczy będzie droższa niż przed marcem – sądzi jeden z rosyjskich ekspertów rynku energetycznego.

Rosjanie liczą, że rozejm między USA a Iranem się nie utrzyma

Stanie się tak, jeśli obecne porozumienie zostanie utrzymane. Przewiduje ono jednak 60 dni na dalsze negocjacje. Gdyby zakończyły się niczym, to rosyjski budżet nadal będzie otrzymywał „wojenny bonus”. – Wojna jeszcze się nie zakończyła. (…) Umowę zawarto z hukiem, ale na ile jest ona sukcesem, gwarancją pokoju, tutaj pojawiają się wątpliwości. To związane jest z pytaniem o to, kto zwyciężył. Bo wszystko to jest mgliste, obie strony nazywają się zwycięzcami, a Izrael odsunięto na boczny tor – mówi rosyjska ekspert Jelena Suponina.

Większość ekspertów – ale i rosyjski minister spraw zagranicznych – nazywa obecny pokój „kruchym”. – Pozostaje dużo wątpliwości, niejasności. Poza tym wszyscy wiemy, że Trump potrafi zmieniać zdanie dość impulsywnie – mówi jeden z nich.

Czytaj więcej

Donald Trump zapewnia, że nic nie zapłaci Iranowi. I myli kwotę

Intrygujące, że jedynym rosyjskim urzędnikiem, który wydaje się wierzyć w trwałość amerykańsko-irańskiego porozumienia jest szef rosyjskiego wywiadu Siergiej Naryszkin. – Przygotowanie projektu wstępnego memorandum daje podstawy do przekonania, że przywracanie pokoju na Bliskim Wschodzie będzie kontynuowane – powiedział, wyraźnie wyróżniając się na tle innych podwładnych rosyjskiego lidera.

Kremlowska propaganda podkreśla zaś , że Donald Trump dzwonił do Władimira Putina, a potem „pozytywnie wypowiadał się o jego wkładzie w proces uregulowania konfliktu”. Z drugiej strony propagandyści – którzy niczego nie robią bez polecenia z Kremla – nie mogą powstrzymać złośliwej radości, że Stanom Zjednoczonym jednak coś nie wyszło. Przede wszystkim nie wygrały wojny. A ponadto amerykańscy sojusznicy z rejonu Zatoki Perskiej nie godzą się na to, by na skutek porozumienia z Waszyngtonem Iran stał się najważniejszym państwem regionu.

– Trump jest teraz zdecydowany, by dociskać wszystkich w regionie do zaaprobowania swojego dealu. Ale ma problem: jego popularność upada, do wyborów do Kongresu zostało niewiele czasu, a te mogą wygrać Demokraci. No i w związku z tym wielu na świecie zaczyna traktować Trumpa jak „kulawą kaczkę” (ang. lame duck, tak zazwyczaj określa się prezydenta, który formalnie sprawuje urząd, ale jego wpływy słabną - np. w związku z przegranymi wyborami, gdy trwa oczekiwanie na przekazanie władzy - red.), dlatego nawet z bliskimi sojusznikami jest mu coraz trudniej współpracować – wyjaśnia kremlowski amerykanista Malek Dudakow.

Kto będzie największym przegranym porozumienia między USA a Iranem

Ewentualne osłabienie pozycji obecnego prezydenta USA – mimo zjadliwej, choć cichej radości Moskwy – nie wróży jej nic dobrego. Demokraci konsekwentnie wypowiadają się za wspieraniem Ukrainy przeciw Putinowi, jeśli zdobędą większość w Kongresie, to Kreml będzie pierwszym przegranym.

Poza tym samo wzmocnienie Iranu po porozumieniu ma nieprzyjemny dla Rosji aspekt. Moskwa wspierała Teheran danymi wywiadowczymi, a możliwe że i bronią. Ale teraz Iran – niezwiązany żadnymi zobowiązaniami wojskowymi z Kremlem – może swobodnie wybierać sojuszników i nie jest wykluczone, że będą to oferujące znacznie więcej Chiny. Pekin na pewno dysponuje zasobami finansowymi, których brakuje Moskwie. Na razie Irańczycy nie zgodzili się na przekazanie Rosji zapasów swojego wzbogaconego uranu, mimo że Kreml ponawiał tę propozycję ledwie kilka dni przed podpisaniem amerykańsko-irańskiego memorandum.

– Reżim ajatollahów zamienił się w młodą, energiczną strukturę wojenną. Starsze pokolenie przywódców Iranu zostało zabite. Na ich miejsce przyszli młodzi, bardziej radykalni i zuchwali – ekspert Konstantin Kołaczow wyjaśnia, jakie kłopoty z Teheranem będą teraz mieli Amerykanie. Tyle że te same kłopoty będą udziałem Rosji.