Prognozy ekonomistów obarczone są dużą niepewnością. To truizm, który kończy nieomal każdy raport prognostyczny. Dziś jednak ta niepewność jest większa niż zwykle. W połowie grudnia, gdy duża część zespołów analitycznych opublikowała już scenariusze makroekonomiczne na 2022 r., Urząd Regulacji Energetyki poinformował, że z początkiem roku ceny prądu dla gospodarstw domowych wzrosną o 24 proc., a gazu o 54 proc. To, że pójdą w górę, było wiadomo od dawna, ale żaden ekonomista nie liczył się z tak drastycznymi podwyżkami. Efekt? Inflacja w nadchodzącym roku będzie wyraźnie wyższa, niż się dotąd wydawało. To zaś sprawi, że aktualność stracić mogą także prognozy dotyczące sfery realnej formułowane przed decyzją URE. Wysoka inflacja może popchnąć Radę Polityki Pieniężnej do bardziej zdecydowanych podwyżek stóp procentowych, a to – wraz z szybkim wzrostem cen – będzie miało silny wpływ na popyt konsumpcyjny, od którego zależy w dużej mierze tempo wzrostu aktywności w gospodarce. Kształt polityki pieniężnej będzie miał też znaczenie dla kursu złotego, który z kolei jest istotny dla wyników handlu zagranicznego, ale też ma przełożenie na inflację, co domyka krąg niepewności.

Inflacja na tarczy

Rok temu, gdy polska gospodarka wychodziła z pierwszej od początku lat 90. XX w. recesji, powszechne było przekonanie, że 2021 r. będzie okresem żywiołowego odbicia aktywności ekonomicznej. Z kolei 2022 r. miał być już początkiem normalności. Gospodarka miała się wprawdzie nadal szybko rozwijać – może nawet szybciej niż w 2021 r. – ale w sposób bardziej zrównoważony. To, wraz z oczekiwanym wygasaniem zaburzeń w międzynarodowych łańcuchach dostaw i uspokojeniem sytuacji na globalnym rynku surowcowym, miało sprzyjać niższej inflacji. Im bliżej było do 2022 r., tym ten scenariusz stawał się mniej prawdopodobny. Z każdym miesiącem coraz trudniej było bronić tezy, że wysoka inflacja to zjawisko przejściowe. Tuż przed decyzjami URE ekonomiści przeciętnie przewidywali, że wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI), główna miara inflacji w Polsce, będzie w 2022 r. rósł średnio w tempie ponad 6 proc. rok do roku, po około 5 proc. w 2021 r. Te przewidywania uwzględniały już wpływ tzw. tarczy antyinflacyjnej, w ramach której rząd zaplanował m.in. czasowe obniżki podatków od nośników energii, a także kolejnych podwyżek stóp procentowych. Ekonomiści przeciętnie szacowali bowiem, że w reakcji na inflację daleką od celu NBP (2,5 proc.), a nawet górnej granicy pasma dopuszczalnych odchyleń od tego celu (3,5 proc.), RPP zdecyduje się na podniesienie stopy referencyjnej z 1,75 proc. w grudniu 2021 r. do około 2,5–3 proc. w pierwszej połowie 2022 r. Taki wzrost cen i kosztu kredytu zdaniem części ekonomistów wystarczyłby, aby istotnie stłumić wzrost siły nabywczej dochodów gospodarstw domowych, a w rezultacie osłabić dynamikę realnego (tzn. liczonego w cenach stałych) popytu konsumpcyjnego. Przykładowo, ekonomiści z banku Pekao spodziewali się, że wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych w nadchodzącym roku zwiększą się realnie o 4 proc., po zwyżce o 5,7 proc. w 2021 r. Konsekwencją miało być wyhamowanie wzrostu PKB – najszerszej miary aktywności w gospodarce – z 5,5 do 4 proc. Ekonomiści z Credit Agricole Bank Polska spodziewali się wzrostu konsumpcji o zaledwie 3 proc. rok do roku. To – nie licząc pandemicznego 2020 r. – byłby najsłabszy wynik od 2014 r. W ich scenariuszu PKB wzrósłby o 4,3 proc.

Zagadkowe zapasy

Te prognozy opierały się na założeniu, że ceny energii elektrycznej i gazu podrożeją o kilkanaście procent. – Według naszych szacunków zapowiedziane podwyżki cen nośników energii dodadzą do inflacji CPI około 2 pkt proc. relatywnie do naszych wcześniejszych prognoz. To oznacza, że inflacja w styczniu 2022 r. przekroczy 9 proc. rok do roku i to pomimo ogłoszonych wcześniej obniżek podatków od prądu i gazy. Średnio w 2022 r. inflacja prawdopodobnie sięgnie 8,3 proc., zamiast 6,1 proc. przed rewizją naszych prognoz – napisali w komentarzu po decyzji URE ekonomiści z banku Citi Handlowy. Jak dodali, nowa prognoza uwzględnia tzw. efekty drugiej rundy, czyli wzrost cen spowodowany wzrostem płac, który z kolei jest odpowiedzią na inflację. Wpływ tych efektów analitycy Citi Handlowego szacują na 0,2 pkt proc. Podobnie – z 6,8 proc. średnio w 2022 r. do 8,2 proc. – prognozę inflacji podwyższyli ekonomiści z BNP Paribas Bank Polska. W ich ocenie dynamika CPI szczyt na poziomie niemal 10 proc. osiągnie w czerwcu przyszłego roku, ale to przy założeniu, że rząd nie zdecyduje się na modyfikację tarczy antyinflacyjnej, która według dotychczasowego planu miała być utrzymana właśnie do początku czerwca.

Kształt tarczy antyinflacyjnej to jedno ze źródeł niepewności co do tego, jak najwyższa w tym stuleciu inflacja wpłynie na gospodarkę. Kolejnym źródłem jest reakcja Rady Polityki Pieniężnej. – Po decyzji URE konsensus dotyczący poziomu stóp procentowych w Polsce na koniec 2022 r. przesuwa się z 3 do ok. 4 proc. – zauważyli ekonomiści z banku Pekao. Przykładowo, analitycy z Citi Handlowego, którzy przed ogłoszeniem skali podwyżek cen nośników energii spodziewali się, że w 2022 r. stopa referencyjna NBP dojdzie do 3 proc. z 1,75 proc., obecnie oczekują, że sięgnie ona aż 4,25 proc. Po raz ostatni na takim poziomie była ona w 2012 r. Tym razem – o ile prognozy okażą się trafne – znajdzie się tam w następstwie wyjątkowo agresywnego zacieśniania polityki pieniężnej. Jeszcze we wrześniu 2021 r. stopa referencyjna NBP wynosiła zaledwie 0,1 proc. W połączeniu z inflacją, która na wzrost stóp procentowych zareaguje dopiero w 2023 r., taki skok kosztu kredytu nie pozostanie bez wpływu na dochody do dyspozycji konsumentów i ich nastroje. Skala tego wpływu jest jednak trudna do przewidzenia. Szacunki komplikuje m.in. sytuacja na rynku pracy. Ankietowe badania NBP wśród firm (tzw. szybki monitoring) sugerują, że już w III kwartale 2021 r. 47,6 proc. z nich miało nieobsadzone miejsca pracy – najwięcej od początku 2016 r. Duże zapotrzebowanie na pracowników w warunkach malejącej stopy bezrobocia może sprzyjać szybkiemu wzrostowi płac. W 2021 r. przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw zwiększyło się prawdopodobnie o około 8,4 proc. Ekonomiści dotąd zakładali, że w 2022 r. wzrost płac będzie minimalnie wolniejszy. Siłę przetargową pracowników osłabić miało choćby to, że zmiany podatkowe w ramach Polskiego Ładu zwiększą dochody do dyspozycji większości gospodarstw domowych. Przy ponad 8-proc. inflacji ten scenariusz oznaczałby stagnację siły nabywczej płac.

Ekonomiści z Santander Bank Polska zwracają jednak uwagę, że w 2022 r. konsumenci będą jeszcze dysponowali nadprogramowymi oszczędnościami, które zakumulowali w 2020 r., gdy możliwości wydawania pieniędzy były ograniczone. – Minie kilka kwartałów, zanim rosnące koszty życia i kredytu przełożą się na osłabienie popytu – oceniają w noworocznym scenariuszu. Ich zdaniem wyraźniejszego spowolnienia wzrostu gospodarczego można w związku z tym oczekiwać dopiero w 2023 r. W najbliższym roku wciąż, jak sądzą, jest szansa na wzrost PKB o blisko 5 proc. Z kolei rok później, gdy zwolni konsumpcja, rozpocząć może się odbicie inwestycji, napędzane m.in. Krajowym Planem Odbudowy, którego realizacja w 2022 r. stanęła pod znakiem zapytania z powodu napiętych stosunków Warszawy z Brukselą.

Prognozy na 2022 r. komplikuje jeszcze jeden, nietypowy czynnik. W 2021 r. istotnym motorem wzrostu gospodarczego była budowa zapasów przez firmy. Przykładowo, gdyby nie to dodatkowe źródło popytu, PKB Polski zwiększyłby się o zaledwie 1,6 proc. rok do roku, a nie o 5,3 proc. Ekonomiści nie mają pewności, co za tym zjawiskiem stoi. Nie wykluczają więc, że w najbliższych kwartałach budowa zapasów zwolni albo nawet firmy zaczną je ograniczać. To mogłoby mieć negatywny – i nie uwzględniony w większości prognoz – wpływ na wzrost PKB. Jeśli jednak budowa zapasów jest odzwierciedleniem strukturalnych zmian wywołanych przez pandemię, może potrwać dłużej.