Minister ds. finansów przypisuje ten wynik udanej polityce wsparcia niemieckiej gospodarki. – Nasza polityka pomocowa działa. Pokazują to liczby – powiedział minister Olaf Scholz.

Czytaj także: Niemiecka gospodarka skurczyła się o 5 proc. w 2020 roku z powodu COVID-19

Jeszcze latem ubiegłego roku wydawało się, że straty będą większe. Szacowano wówczas, że niemiecki fiskus będzie musiał się pogodzić ze spadkiem przychodów z podatków wynoszącym 8,5 proc. Jednak znacznie lepsza sytuacja gospodarcza w drugiej połowie 2020 r., a zwłaszcza w grudniu, ograniczyła straty.

Deficyt budżetowy wyniósł w zeszłym roku 130,7 mld euro. Natomiast dług publiczny Niemiec w 2019 r. wynosił niespełna 1,9 bln euro. Oczekuje się, że w 2020 r. wzrósł o 379 mld euro (19,96 proc.). Ministerstwo Finansów przyznaje, że duża część tej sumy – 156 mld euro – została wydana na wsparcie gospodarki. Według ostatnich danych statystycznych dług publiczny w październiku 2020 r. wynosił 2,2 bln euro, czyli był na najwyższym poziomie, jaki kiedykolwiek zmierzono. Kiedy i jak Niemcy powrócą na ścieżkę polityki zrównoważonego budżetu, okaże się po wyborach do Bundestagu we wrześniu br. W odróżnieniu od socjaldemokratów i ministra Scholza partia Zielonych, która w sondażach może liczyć na drugie miejsce po CDU/CSU, nie widzi powodu do znacznych oszczędności w następnych latach. – Powrót do sztywnej redukcji zadłużenia w 2022 r. uniemożliwiłby niezbędne inwestycje w ochronę klimatu, cyfryzację, mobilność i edukację – powiedział przewodniczący tej partii Robert Habeck.

Najwięcej wpływów podatkowych stracił budżet federalny, który otrzymał 283,1 mld euro (spadek o 14 proc.). Natomiast budżety landowe, które dostały łącznie 316,3 mld, straciły zaledwie 2,5 proc. Należy podkreślić, że to właśnie budżety landowe zyskały najwięcej w ostatnich latach dzięki ekonomicznej prosperity w Niemczech. Do wygranych z okresu przed pandemią zaliczyć należy także budżety komunalne, które w rekordowym roku 2018 dostały z podatków od nieruchomości i podatków komunalnych od osób prawnych 70 mld euro.

W związku z wybuchem pandemii, która w Niemczech zaczęła się parę tygodni wcześniej niż w Polsce, niemiecki rząd nie tylko aktywnie wspiera rynek pracy i przedsiębiorstwa, lecz także znacznie obniżył podatek VAT. W drugiej połowie ubiegłego roku został on zmniejszony z 19 do 16 proc. dla towarów i usług i z 7 do 5 proc. dla towarów podstawowych, takich jak artykuły spożywcze i książki. Ta ograniczona czasowo obniżka VAT miała zapobiec zapaści konsumpcji w Niemczech. Efekt tych zmian, oceniany zresztą bardzo różnie, odbił się znacząco na finansach państwa. Przychody z VAT spadły w ujęciu rok do roku o 10 proc. Jednak najbardziej, bo o 24,3 proc., zmalały przychody z podatku CIT.

Budżety landowe były względnie stabilne także z racji wyższych o ponad 4 proc. dotacji federalnych. Umożliwiły one krajom związkowym udzielenie wsparcia jednostkom komunalnym. W ten sposób w 2020 r. do niemieckich gmin dotarło z landów o 24 proc. więcej środków finansowych niż rok wcześniej. Mimo względnie dobrej sytuacji większość landów w celu finansowania bieżących wydatków musiała się posiłkować kredytami. W takiej właśnie sytuacji znalazła się Nadrenia Północna-Westfalia. Ten gęsto zaludniony i bardzo uprzemysłowiony land zaciągnął kredyty o wysokości 11,6 mld euro. O dziwo, wiecznie zadłużony i uchodzący za finansową studnię bez dna Berlin poradził sobie bardzo dobrze. Wiosną spodziewano się, że wydatki związane z pandemią zmuszą ten land do zaciągnięcia kredytów w wysokości ponad 7 mld euro, ale tak się nie stało. Pod koniec roku Berlin owszem, sięgnął po kredyty, ale było to jedynie 1,7 mld euro.

Prawdziwym prymusem okazał się kraj związkowy Szlezwik-Holsztyn. Tu wiosną spodziewano się totalnego załamania finansów landowych. Następnie cztery razy z rzędu poprawiano te prognozy i w końcu rok 2020 zakończono deficytem 6,7 mld euro. Co prawda już wcześniej ten land podpisał kontrakt na kredyt o wysokości 5,5 mld, ale z tej sumy wydano w 2020 r. zaledwie 670 mln euro. A pod koniec roku do landowej kasy wpłynęło w postaci podatków o 300 mln euro więcej, niż się spodziewano jeszcze jesienią.