Materiał partnera: Grupa EPL w Parlamencie Europejskim

Zajmuję się od lat budżetem Unii Europejskiej i sprzeciwiam się sprowadzaniu naszych korzyści z uczestnictwa w UE do miliardowych transferów finansowych. To fakt, że 20-lecie 2004–2024 możemy świętować jako główny beneficjent budżetu. Po odliczeniu składki to 175 mld euro – rekord, którego żaden kraj nigdy nie przebije. Nazywam te transfery dopalaczem inwestycyjnym do polskiej przedsiębiorczości.

Prywatna przedsiębiorczość wyróżnia nas pośród innych krajów z dawnego obozu RWPG, które dołączyły do UE w roku 2004. Wartość funduszy europejskich polega na tym, że to pieniądz inwestycyjny, którego brakuje w budżecie centralnym i budżetach lokalnych. Są one konsumowane w cyklu rocznym. Jest to pieniądz przewidywalny, więc pozwala zaplanować i finansować inwestycje ze swej natury wieloletnie. Drogi, mosty, koleje, porty, lotniska, szpitale i wyposażenie szkół i uczelni oraz transformację energetyczną i ochronę środowiska. Fundusze UE odmieniły Polskę lokalną i centralną, podnosząc poziom życia w miastach i na wsi. Czerpaliśmy te korzyści wydajniej niż Grecja, Hiszpania i Portugalia, a dla tych krajów narodziły się Wieloletnie Ramy Finansowe w roku 1988, by umożliwić odrobienie zaległości w stosunku do krajów założycielskich wspólnoty europejskiej.

Zawsze są nadzwyczajne okoliczności

UE to wykorzystana szansa cywilizacyjna, a nie tylko finanse. Polska przedsiębiorczość odnalazła się skutecznie na unijnym, wspólnym rynku – najbardziej pojemnym rynku świata, o czym decyduje średnia zamożność i tym samym siła nabywcza obywateli naszego kontynentu. Słabnie popyt na naszym głównym rynku, niemieckim, ale nasze saldo obrotów z UE pozostaje dodatnie (78 mld euro w roku 2025), gdy import z Chin czyni nasze ogólne saldo ujemnym. Szczególnym zaprzeczeniem strachów rozbudzanych w czasie referendum akcesyjnego 2003 –„zaleje nas zachodnia żywność” – jest mocna nadwyżka w eksporcie artykułów rolno-spożywczych. Unia to także otwarte granice, co pewnie bardziej docenia moje pokolenie zza dawnej żelaznej kurtyny. To ponad 260 tys. stypendystów Erasmusa.

Projektowanie i uzgadnianie budżetów wieloletnich to nigdy nie jest „business as usual”. Zawsze są nadzwyczajne okoliczności. Gdy ja byłem komisarzem odpowiedzialnym za budżet, był to kryzys finansowy, czyli zaciskanie pasa oraz szantaż brytyjskiego premiera Camerona, który groził wetem, jeśli nie nastąpią poważne cięcia. Cięcia były, ale polska koperta spójności i rolnictwa osiągnęła rekordowe rozmiary. W następnym rozdaniu zaraziła nas pandemia Covid-19 i wymusiła gigantyczne zadłużenie na rzecz programu osłonowego NGEU, który stanowi dodatek do MFF 2021–2027, ale też konieczności spłaty długu. Trudno uznać naszą część tego programu, negocjowanego w latach 2021–2022, za sukces. Licząc dotacje, a nie pożyczki, wyglądamy mizernie wobec 69 mld euro Włoch i Hiszpanii, ponad 40 mld dla Francji, z niespełna 24 mld, czyli mniej niż bogatsze Niemcy. Spłata jest jednak wspólnym wyzwaniem, rzędu 25 mld euro rocznie od 2028 r.

Budżet epoki nieprzyjaznej geopolityki

Tym razem, obok spłaty długu, szczególną okolicznością jest wojna, która wróciła na nasz kontynent. W połączeniu z niepewnością co do gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA w czasie prezydentury Trumpa pokojowy dotąd projekt integracji zyskuje wymiar militarny. Odkrywamy traktatowe gwarancje bezpieczeństwa z art. 42.7, podobne do art. 5 NATO. Jest to proces nieodwracalny w epoce nieprzyjaznej geopolityki i znajdzie wyraz także w budżecie UE. Jak dotąd pierwszy w historii integracji komisarz ds. obrony Andrius Kubilius nie miał praktycznie budżetu, poza skromnym programem EDIP, zaledwie 1,5 mld euro. Cała reszta była „off-budget”, w tym program SAFE, szczęśliwie podpisany w Warszawie 8 maja 2026 r. W propozycji na lata 2028–2034 jest 131 mld euro, ale finanse istotne dla obronności kryją się też w innych częściach budżetu. Przede wszystkim jest to finansowanie infrastruktury „dual-use”, czyli istotnej dla przemieszczenia ciężkiego sprzętu wojskowego. Takie instytucje jak Europejski Bank Inwestycyjny, stroniące dotąd od finansowania projektów obronnych, deklarują gotowość uczestnictwa w tych projektach.

Oceniam propozycję WFR z lipca 2025 r. jako niefortunną, gdyż szefowa Komisji Ursula von der Leyen wymusiła skrajnie scentralizowany model, będący kopią Krajowych Planów Odbudowy. Kategoryczny sprzeciw Parlamentu Europejskiego, Komitetu Regionów i wielu państw członkowskich wymusił korektę. Można się było powołać na mój budżet 2014–2020, uzgodniony jako regionalny, zanim PiS zaczął wojować z Brukselą, i przez to skutecznie realizowany, jak i jego antytezę, centralny model węgierski, który posłużył premierowi Orbánowi jako narządzie korumpowana lojalnej oligarchii. Na razie jest to zmiana nazewnictwa: National and Regional Partnership Plans. Nie do końca wiadomo, co to znaczy w praktyce. Natomiast Parlament wyegzekwował wyraźne wydzielenie regulacji dot. rolnictwa, kohezji, rybołówstwa ze wspólnego zestawu, nazywanego „melting pot” w dziale 1 budżetu. Równie istotne jest wydzielenie tradycyjnego drugiego filaru, czyli rozwoju obszarów wiejskich w polityce rolnej, bo wyrównanie dopłat bezpośrednich do średniej europejskiej zostanie zapewnione. Tyle że nonsensowne weto prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie „aktywnego rolnika” uniemożliwia wynagradzanie rzeczywistych producentów, a nie posiadaczy ziemi.

To niejedyne problemy, zauważalne z polskiej perspektywy. Od dawna rozmaite instytuty w rejonie Brukseli krytykowały najistotniejsze dla Polski „koperty narodowe” jako transfer budżetowy, który nie wnosi dóbr publicznych, rozumianych jako unijna wartość dodana. Propozycja MFF 2028–2034 jest w tym sensie odpowiedzią na te zastrzeżenia, że zmniejsza pulę alokacji narodowych (kohezja i rolnictwo) na korzyść funduszy zarządzanych przez Brukselę, przede wszystkim w dziale 2, który ma wzmocnić konkurencyjność i innowacyjność Unii. Zgodnie z rekomendacjami głośnych raportów Mario Draghiego i Enrico Letty. Ma to sens, ale nie jest całkiem zgodne z naszym interesem. Po pierwsze, dlatego że zwiększa uznaniowość Komisji w dysponowaniu tym pieniądzem pod hasłem elastyczności, niezbędnej w naszych nieprzewidywalnych czasach. Ale ta uznaniowość powinna podlegać kontroli demokratycznego ciała, jakim jest europejski Parlament. Po drugie, zwiększona pula środków na Fundusz Konkurencyjności (European Competitiveness Fund) i program „Horyzont” to nie jest pieniądz, po który sięgają kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Dzielony wedle zasady nagradzania najlepszych (excellence) powinien być uzupełniony o zasadę równowagi geograficznej.

Zdążyć przed wyborami we Francji

Daleka droga, gdy to piszę, do zgody 27 krajów, która powinna wyprzedzić kalendarz wyborczy kwietniowych wyborów we Francji, które na razie wskazują na antyeuropejski i prorosyjski blok Le Pen. Jeszcze dłuższa droga do ratyfikacji w parlamentach narodowych nowych źródeł zasilenia budżetu UE, by spłacić dług covidowy bez uszczerbku dla programów istotnych dla Polski. Nie są korzystne dla Polski, chociaż komisarzowi Serafinowi udało się wyeliminować wśród tych zasobów ETSII. Wciąż dla nas najbardziej korzystna jest składka w proporcji do PKB.

Generalnie dobrze jest mieć polskiego komisarza ds. budżetu, gdy decydują się przyszłe fundusze europejskie. Alokacja 123 mld euro czyni z nas znowu głównego beneficjenta budżetu i tak jest niezmiennie od roku 2004. To zaś, że rośnie nasza składka i tym samym zmniejsza się pozycja netto, jest świadectwem naszego sukcesu gospodarczego. Jesteśmy najbardziej dynamiczną gospodarką Unii Europejskiej i nie jest to powód do zmartwień.

-Janusz Lewandowski

Materiał partnera: Grupa EPL w Parlamencie Europejskim