Sprawa na tym się nie zakończyła. Rząd Jean-Marca Ayraulta mimo porażki nie zmienia planów. A rozgłosu porażce nadaje nieustannie aktor Gerard Depardieu,który w ostatni weekend stał się mieszkańcem położonej w Rosji środkowej Republiki Mordowii.
Na początku stycznia prezydent Władimir Putin przyznał Depardieu rosyjskie obywatelstwo upoważniające do płacenia 13-procentwego podatku liniowego od wszelkich dochodów.Aby jednak mógł skorzystać z tego dobrodziejstwa francuski aktor musiał mieć stały rosyjski adres zamieszkania. I znalazł - w stolicy Mordowii - Sarańsku, 620 km na wschód od Moskwy , gdzie zamierza inwestować na początek otwierając restaurację. Na razie Sarańsk jest znany z przemysłu chemicznego i budowy maszyn. Jako rosyjski obywatel Depardieu mógł zajmować wysokie stanowisko- władze Mordowii zaproponowały mu nawet posadę ministra kultury.
Na razie Depardieu ma w planach wystąpienie w filmie Guguszy - Gulnary karimowej, najstarszej córki uzbeckiego prezydenta,Islama Karimowa. Gugusza jest jedną z najbogatszych kobiet na świecie, a francuski aktor już wystąpił w jej teledysku.
Cała sprawa z Depardieu mogłaby być postrzegana, jako kolejny wybryk kontrowersyjnego aktora i biznesmena, gdyby nie to,że francuski rząd nadal obstaje przy większym obciążeniu zarobków najbogatszych. Z tego powodu zrezygnował z pensji i zapowiedział przekazanie jej na cele charytatywne David Beckham, który zaczął grać w klubie Paris Saint Germain. Jego zarobki z pewnością przekroczyłyby milion euro, więc wysoki podatek musiałby płacić od całych swoich dochodów, także sesji reklamowych dla wielkich domów mody.
W proteście przeciwko planowanym wysokim podatkom w Belgii osiedlił się najbogatszy Francuz Bernard Arnault - szef Louis Vuitton Moet Hennesy. W Belgii mieszka również rodzina Mulliez, właściciele sieci hipermarketów Auchan i Decatlon. belgijski system podatkowy jest znacznie łagodniejszy od francuskiego - w tym kraju nie ma np podatku od zysków kapitałowych, czy od sprzedaży akcji. We Francji podatek od sprzedaży akcji wynosi 62,21 proc.
Przypadki Depardieu,Arnaulta i rodziny Mulliez, to tylko wierzchołek góry lodowej. Dzisiaj w Paryżu można taniej, niż np w Londynie, czy Rzymie kupić luksusową rezydencję - właśnie dlatego,że bogaci Francuzi wyprowadzają się z kraju. Na paryskim rynku nieruchomości znalazło się od listopada ponad 400 luksusowych domów i apartamentów.
Zdaniem Daniela Feau, pośrednika w handlu nieruchomościami ta liczba cały czas rośnie, bo zamożni Francuzi obawiają się,że rząd znajdzie jakąś furtkę i wprowadzi najwyższy podatek tylnymi drzwiami. Thibault de Saint Vincent,prezes agencji nieruchomości Barnes France nie dziwi się takim wyprowadzkom, zwłaszcza w sytuacji,kiedy dostęp do Internetu umożliwia pracę praktycznie z każdego zakątka świata.
I Francuzi uciekają nie tylko do Belgii, czy jak to jest w przypadku Depardieu - Rosji. W Londynie w firmie „łowców głów" Astbury Martin wśród chętnych do objęcia wysokopłatnej posady w Londynie, 51 proc.,to Francuzi. Zaś w badaniu przeprowadzonym przez Totaljobs.com dzisiaj 42 proc ankietowanych Francuzów chętnie przeniosłoby się do pracy w Wlk Brytanii, podczas gdy 32 proc. cudzoziemców rozważa podjęcie pracy we Francji.Aukcyjny dom Sotheby's przyznaje,że tylko między kwietniem, a czerwcem ubiegłego roku,czyli tuż przed wyborami i dwa miesiące po wygranej socjalistów, sprzedał ponad 100 luksusowych posiadłości, z których każda kosztowała ponad 1,7 mln euro. Nabywcami są najczęściej milionerzy z krajów arabskich, dlatego mimo dużej podaży domów i apartamentów ich ceny wcale nie spadają. Natomiast francuskie przeprowadzki do Londynu wywindowały ceny na brytyjskim rynku nieruchomości.Podrożały zwłaszcza domy warte od 5 mln funtów w górę i to średnio o jedną trzecią. Kosztujące od miliona do pięciu milionów funtów - o 11 proc.
Francuskie władze bardzo rozzłościła czerwcowa wypowiedź Davida Camerona, który obiecał,że przed bogatymi Francuzami, którzy zechcą osiedlić się w Wielkiej Brytanii rozłoży czerwony dywan. — Będę bardzo szczęśliwy,kiedy francuscy milionerzy będą u nas płacić podatki,ubezpieczenie zdrowotne i za szkolnictwo prywatne —mówił Cameron. A Francuzi uznali,że skoro coś takiego powiedział, to chyba musiał być pijany. Claude Bartolone,jeden z najbliższych współpracowników Hollande wręcz stwierdził,że Cameron nie był wówczas przy zdrowych zmysłach. Tyle,że zachęta brytyjskiego premiera szeroko rozpropagowana zachęciła kolejnych Francuzów do rozpatrzenia brytyjskiej opcji pracy i mieszkania.
A przypadki takie, jak inwestycyjne plany Depardieu w odległej Mordowii jeszcze o tym przypominają.