Według firmy doradczej Walter Herz działającej w sektorze nieruchomości komercyjnych, w pierwszej połowie 2021 r. w sektorze odnotowano zaledwie jedną transakcję – zakup przez PHN Property Management 5-gwiazdkowego hotelu Regent przy ulicy Belwederskiej w Warszawie (dawny Hyatt). – Okazuje się, że fundusze inwestycyjne w przeważającej większości wstrzymały akwizycje hotelowe. Co prawda, rozmowy w sprawie potencjalnych transakcji nadal się toczą, ale poszukiwane są hotele w atrakcyjnych lokalizacjach turystycznych i miejskich, których wartość można podnieść poprzez zmianę funkcji lub gruntowną modernizację. - Na rynku nie ma jednak wyczekiwanych okazji cenowych – informuje Walter Herz.

To duża zmiana, bo w całym 2019 r. w segmencie hotelowym zrealizowano transakcje warte 290 mln euro. Hotele w Polsce kupowali inwestorzy z Niemiec, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Pierwsze transakcje w polskiej branży hotelowej realizowali także przedsiębiorcy z Azji i Bliskiego Wschodu. Rosła ponadto grupa inwestorów, którzy dotychczas nie interesowali się tymi aktywami oraz takich, którzy dotąd nie byli obecni w Polsce.

Teraz inwestorzy szukają hoteli znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. Takich nie brakuje, bo w czerwcu łączne straty branży hotelowej sięgnęły pół miliarda złotych. A według wyników opublikowanego w sierpniu badania Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego (IGHP), aż 87 proc. hoteli nie zakłada osiągnięcia zysku z działalności operacyjnej wcześniej niż na koniec 2022 r. Jednak ofert sprzedaży dobrze położonych obiektów z co najmniej 100 pokojami jest niewiele. Ich właściciele nie obniżają cen.

Sytuację na rynku komplikuje wciąż trwająca pandemia. Z jednej strony, obecna sytuacja związana ze wzrostem zakażeń i możliwością wprowadzenia kolejnego lockdowniu utrudnia oszacowanie przyszłego popytu. Z drugiej – banki nie kwapią się do finansowania transakcji. - Dopóki trwa zagrożenie wirusowe trudno jest mówić o wiarygodnych prognozach dotyczących, zarówno wyników finansowych hoteli, jak wycen aktywów hotelowych – stwierdza Walter Herz. Efektem jest wstrzymywanie zaplanowanych wcześniej decyzji inwestycyjnych. Kolejny problem inwestorów zainteresowanych ewentualnymi przejęciami to forma własności hoteli: w Polsce ich właścicielami są w większości indywidualni przedsiębiorcy, tymczasem na europejskim rynku w branży hotelowej dominuje instytucjonalny kapitał.

Pandemia wyhamowała także budowę nowych hoteli. Znaczna część planowanych inwestycji została wstrzymana lub odłożona w czasie, niektóre przekwalifikowano na inne obiekty. Nie znaczy to, że nie ma otwarć: zarówno w ubiegłym roku jak i w obecnym rozpoczęły działalność nowe hotele m.in. w Trójmieście, Warszawie czy Krakowie. Ale budowa zaczęła się jeszcze przed pandemią.

Jeśli wcześniej międzynarodowe sieci nastawiały się na inwestycje głównie w dużych miastach, to obecnie zainteresowane są przede wszystkim lokalizacjami w miejscowościach atrakcyjnych turystycznie. - Nie jest wykluczone, że niebawem w sektorze obserwować będziemy konsolidacje, przejmowanie mniejszych firm przez dużych, sieciowych graczy, co jest naturalną konsekwencją w sytuacjach spowolnienia rynkowego – stwierdza Walter Herz.

Mimo że wakacje poprawiły wyniki branży hotelowej, problemem hotelarzy jest nie tylko płynność finansowa, ale również braki pracowników. Szacuje się, że w 2020 roku z sektora hotelowego odeszło ok. 100 tys. osób. Teraz brakuje zwłaszcza kucharzy i kelnerów, ponadto recepcjonistów i pracowników obsługi pięter. W lipcu IGHP informowała, że ponad połowa hoteli ma ogromne problemy ze skompletowaniem pełnej załogi, szczególnie w części gastronomicznej.

Konsekwencją braków kadrowych jest presja na podwyżki płac. Wzrost przeciętnych miesięcznych wynagrodzeń na podstawowych stanowiskach (recepcjonista, kelner, kucharz, pracownik służby pięter) w stosunku do okresu sprzed pandemii zgłaszało blisko 90 proc. hoteli.