Zdaniem Millera z powodu niedoinwestowania już w 2012 roku dojdzie do powstania wielkiej dziury podażowej, co może wywindować cenę ropy do 250 dol. za baryłkę. Tylko w tym roku inwestycje w poszukiwanie gazu i ropy spadną o 20 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Na poparcie swoich teorii przytoczył wypowiedzi Saudyjczyków twierdzących, że jeśli wydatki na ten cel nie zostaną skorygowane i przywrócone do poprzedniego poziomu, czyli 400 mld dol. rocznie. to za dwa lata ropa będzie kosztowała 150 dol. za baryłkę.
Jego prognoza na ten rok jest podobna do ostatnich szacunków amerykańskiego banku inwestycyjnego Goldman Sachs – 85 dol za baryłkę. W przyszłym roku będzie już znacznie drożej, bo cena nie powinna zejść poniżej 100 dol. Zdaniem producentów dopiero taki poziom gwarantuje zyskowność inwestycji w nowe złoża i opracowywanie wieloletnich strategii rozwoju.
To oznacza jednak, że już w najbliższym czasie czeka nas drastyczna podwyżka cen ropy. Gigantyczny wzrost cen zapowiadał na łamach "Rz" kilka dni temu główny ekonomista Międzynarodowej Agencji Energetycznej Fatih Birol.
Już teraz ropa jest najdroższa od października ubiegłego roku. Cena brenta sięgnęła 72 dolarów. Podbiły ją informację o zapasach w USA, które skurczyły się o 4,4 mln baryłek, choć analitycy spodziewali się zwiększenia rezerw tego surowca.
Ale główne powody obecnych wysokich cen ropy to słabnący dolar i pojawiające się w różnych miejscach na świecie pierwsze oznaki ożywienia gospodarczego.