Lepsze wyniki ma polski LOT, który ma wielkie szanse wyjścia na plus na koniec tego roku. Na razie nie jest źle – szacowane straty z działalności operacyjnej z powodu wstrzymania ruchu po wybuchu islandzkiego wulkanu wiosną tego roku wyniosły niemal tyle, ile skumulowana strata po siedmiu miesiącach 2010 (ok. 30 mln złotych). Ale i LOT, który stale wprowadza promocje, podniósł ceny biletów, a od pasażerów latających przez Atlantyk kasuje po 5 złotych za każde piwo i 10 złotych za wino.
Najdalej poszły w ściąganiu dodatkowych opłat od pasażerów linie amerykańskie. Tam płaci się dosłownie za wszystko. Sam bilet może wydawać się nawet dość tani, ale opłaty dodatkowe nierzadko przewyższają cenę jego zakupu. Płaci się m.in. za każdą sztukę bagażu i coca-colę wypitą na pokładzie. W ubiegłym roku z opłat dodatkowych przewoźnicy amerykańscy zebrali 8 mld dolarów. Amerykański dziennikarz Jay Leno zażartował w jednym ze swoich programów, że niedługo dojdzie do sytuacji, w której stewardesy będą udzielały na pokładzie pierwszej pomocy jedynie tym pasażerom, którzy uiścili 7,5 dolara opłaty od sortowania pasażerów na tych, którzy dopłacili za sortowanie, i tych, którzy tego nie zrobili. Pomysłowość linii w wynajdywaniu możliwości nowych obciążeń jest godna pozazdroszczenia.
Zanim przewoźnicy wzięli się do podwyżki biletów, szukali pieniędzy gdzie indziej. Piloci LOT wynegocjowali jeszcze pokrywanie kosztów prania mundurów przez pracodawcę. Nie udało się to pracownikom Ryanaira, którzy nie dość, że o swój schludny wygląd muszą dbać sami, to jeszcze sami płacą za szkolenia oraz doładowanie telefonów komórkowych.
Poprawę kondycji transportu lotniczego i możliwość dodatkowych zarobków zauważyły także rządy kilku krajów. Zapominając, że dawna opłata lotniskowa została włączona w cenę biletu, teraz dorzucają nowe podatki. We Francji jest to podatek solidarnościowy, w Niemczech transportowy, w Wielkiej Brytanii podatek od podróżnych, a w USA opłata turystyczna.
Czteroosobowa rodzina, która poleci z Polski przez Londyn do Australii po 1 listopada tego roku zapłaci 340 funtów dodatkowych opłat. Jeszcze cztery lata temu było to tylko 80 funtów. A nawet 400 funtów, jeśli doliczymy do tego opłaty paliwowe. Jeśli ta sama rodzina chciałaby polecieć w warunkach bardziej komfortowych i wybierze pełną taryfę ekonomiczną gwarantującą m.in. większe odstępy między fotelami, opłata dodatkowa wzrośnie do 680 funtów w porównaniu z 160 funtami cztery lata temu. Dodatkowe opłaty za bilet na trasie Londyn – Bangkok wzrosły z 80 do 203 funtów na osobę, przy przelotach z Londynu na Florydę zaś z 92 funtów do 210 – wylicza portal internetowy Trailfinders, specjalizujący się w wyszukiwaniu najbardziej atrakcyjnych cen dla pasażerów.