Ryanair dwoi się i troi, żeby uzyskać jak najlepsze wyniki finansowe. Żadna inna linia nie jest tak elastyczna w otwieraniu i zamykaniu nowych połączeń.
W poniedziałek Ryanair ogłosił wyniki za I półrocze 2010 (kwiecień – wrzesień). Zysk netto wyniósł 424 mln euro. W efekcie przewoźnik prognozuje na cały rok finansowy (skończy się w marcu 2011 r.) zysk wyższy, niż zakładał to jeszcze kilka miesięcy temu. Ma on wynieść 380 – 400 mln euro. Wcześniej prognoza przewidywała 375 mln euro. Wynik byłby jeszcze lepszy, gdyby nie straty spowodowane wybuchem islandzkiego wulkanu wiosną tego roku, które zmniejszyły go o 32 mln euro.
Przedstawiając wyniki, prezes Ryanaira, znany z kontrowersyjnych wystąpień Irlandczyk Michael O'Leary, pochwalił się, że jego linia konsekwentnie odbiera pasażerów "wielkiej trójce" – British Airways, Lufthansie oraz Air France. Przyznał jednocześnie, że w osiągnięciu lepszego wyniku pomogła mu podwyżka cen biletów, które latem podrożały o 12 proc. Średnia cena biletu Ryanaira wyniosła wówczas 44 euro.
Wczoraj Ryanair zainaugurował trzy nowe trasy z Polski: z Łodzi do Mediolanu (Bergamo), z Gdańska do Leeds (Bradford) i z Krakowa do Madrytu.
Ale linia także zamyka połączenia. Wprowadzenie podatku od podróży lotniczych w portach niemieckich od stycznia 2011 r. spowodowało zamknięcie co trzeciego połączenia z Hahn pod Frankfurtem. Ryanair zrezygnował również ze swojej bazy w Marsylii i z lotów do Budapesztu. Tu powodem są wysokie opłaty lotniskowe.