Powstający rynek pojazdów elektrycznych ma duże trudności, bo nie spełniły się optymistyczne prognozy sprzedaży mimo dużego rozgłosu medialnego i drogich paliw.
Słaby popyt konsumpcyjny odczuli najwięksi producenci, General Motors i Nissan, którym nie udało się osiągnąć zakładanej sprzedaży Volta i Leafa, a także małe firmy, starające się uszczknąć coś z tego niszowego segmentu.
- Pojazdy elektryczne nie mają dziś większego sensu niż w 1912 r. – twierdzi analityk z Ośrodka Badań Motoryzacji CAR w Ann Arbor, Sean McAlinden. – Zbyt długo trzeba je ładować, maja mały zasięg i kosztują dużo za dużo.
Mają ponadto do czynienia z ostrą konkurencją ze strony pojazdów hybrydowych i o konwencjonalnym napędzie, ale o podwyższonej sprawności energetycznej, bo producenci dostosowują się do coraz surowszych norm narzucanych przez rządy.
Toyota ogłosiła niedawno plan drastycznego zmniejszenia produkcji swego elektrycznego eQ, Honda zmniejszyła do 1100 klientowi w USA w ciągu 2 lat produkcję swego Fit EV.
Chevy Volt, którego można przestawić na zwykłą benzynę , gdy wyczerpie się bateria, jest najbardziej udanym elektrycznym samochodem w USA. Po wolnym starcie jego sprzedaż wzrosła trzykrotnie w tym roku dzięki umowom leasingu na preferencyjnych warunkach i decyzji władz Kalifornii o dopuszczeniu tych aut do najszybszych, lewych pasów na autostradach stanu, dostępnych tylko dla pojazdów wypełnionych pasażerami.
Do końca września sprzedano w USA 16 348 tych aut, nadal dużo mniej od prognozy 45 tys. resortu energetyki z 2011 r. o wielkości ich rocznej sprzedaży przez GM. W miarę wzrostu cen paliw konsumentów bardziej interesował hybrydowy Prius Toyoty, którego sprzedaż w tym roku wzrosła dwukrotnie do 183 340 sztuk.
Sprzedaż elektrycznego Leafa – o maksymalnej autonomii 73 mil (113 km) zmalała w USA w tym roku o 28 proc. do 5212 mimo dużej kampanii marketingowej. Nissan przygotowujący się do uruchomienia nowej montowni aut elektrycznych w Tennessee jest daleki ambitnego planu swego prezesa Carlosa Ghosna podwojenia sprzedaży Leafa w 2013 r.
Zbyt optymistyczne prognozy
Zaledwie dwa lata temu Boston Consulting Group przewidywała, że sprzedaż pojazdów elektrycznych może dojść do 5 proc. albo z grubsza do 4-5 mln z łącznej wielkości sprzedaży branży w 2020 r. Teraz firma ta twierdzi, że pojazdy elektryczne będą stanowić zaledwie 3 proc. łącznej sprzedaży na świecie
Wielcy producenci mogą odzyskać zmasowane inwestycje w pojazdy elektryczne sprzedażą samochodów tradycyjnych, ale dla nowych firm, tzw. start-ups bardzo powolny wzrost i trudności we dostosowaniu technologii elektrycznej do upodobań nowoczesnych zmotoryzowanych klientów są ogromnie dużym wyzwaniem.
„Maluchy" jakoś sobie radzą
Tesla Motors nie może uporać się z wyprodukowaniem nowego smukłego auta elektrycznego, do czego niedawno sama przyznała się. Firmie z Palo Alto grozi więc niedotrzymanie warunków pożyczki 465 mln dolarów od resortu energetyki.
Nie mniej jednak, obrońcy pojazdów elektrycznych nie tacą dobrego humoru, a inwestorzy nie odwrócili się plecami do takich firm. Tesli udało się pozyskać 128 mln dolarów z emisji nowych akcji zwykłych, Fisker Automotive tez zdobyła 100 mln nowego kapitału we wrześniu mimo problemów z premierą pojazdu o zwiększonym zasięgu Karma.
Tony Posawatz, trzeci prezes Fiskera od lutego przyznał, że firma popełniła błędy, ale odrzucił miażdżącą ocenę publikacji organizacji konsumentów w USA „Consumer Reports", że cały projekt Karmy jest chybiony.
– Takie samochody podobają się konsumentom – uważa Posawatz, który w GM odpowiadał wcześniej za debiut rynkowy Volta. Fisker sprzedała od grudnia ponad 10000 aut Karma, po 103 tys. dolarów za sztukę.
Posawatz przewiduje także, że technologia pojazdów elektrycznych, zwłaszcza zwiększonego zasięgu w końcu chwyci. – Trwało to 10 lat, ale Prius jest dziś bestsellerem handlowym w Kalifornii – stwierdził niedawno w Detroit na spotkaniu z dziennikarzami motoryzacyjnymi.
Jego firma pracuje nad planami stworzenia następnego samochodu, sedana o nazwie Atlantic w cenie połowy ceny Karmy i liczy, że wkrótce uda się jej zebrać 200 mln dolarów od prywatnych inwestorów.