Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zmiany w Prawie łowieckim zakłada projekt komitetu inicjatywy ustawodawczej „UWAGA! Polowanie"
- Ile Lasy Państwowe oraz koła łowieckie zarabiają na organizacji polowań komercyjnych dla zagranicznych myśliwych.
- Dlaczego obecne przepisy dotyczące polowań w pobliżu domów budzą coraz większy sprzeciw społeczny.
- Jakie problemy z nadzorem nad rynkiem polowań w Polsce wykazał raport Najwyższej Izby Kontroli.
Obywatelski projekt ustawy powinien zebrać ponad 100 tys. podpisów. Pokonali ten próg organizatorzy Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „UWAGA! Polowanie. Zmieńmy prawo łowieckie. Na dobre". W czwartek wszystkie podpisy trafiły do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. Zbieranie podpisów pod projektem, który ma zmienić Prawo łowieckie oraz niektóre inne ustawy, trwało do ostatniej chwili w całej Polsce, w samej Warszawie głosy zbierano w aż 29 miejscach, ale także we Wrocławiu, Katowicach, Szczecinie, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Toruniu, Bydgoszczy i w Trójmieście.
Co chcą zmienić organizatorzy akcji „Uwaga! Polowanie”?
Projekt zakłada wygaszenie polowań komercyjnych jako nieetycznych i prowadzonych bez nadzoru, a także odsunięcie polowań od domów, zakaz polowań nocnych, polowań z użyciem zaawansowanej technologii, strzelanie do zwierząt z pojazdów czy z wykorzystaniem naganki, polowania w otulinach parków i rezerwatów, hodowanie zwierząt dzikich na potrzeby polowań. „Takie działania zwiększają ryzyko nadużyć, cierpienie zwierząt oraz zagrożenie dla ludzi. Wprowadzamy zakaz powyższych praktyk” – piszą autorzy projektu.
Poparcie dla ograniczeń uprawnień myśliwych rośnie po każdym wypadku z udziałem myśliwych. Często zdarzają się postrzelenia po tym, jak myśliwy pomylił człowieka ze zwierzęciem. Ostatni głośny taki wypadek miał miejsce w sierpniu 2025 r. w Gawłówce na Lubelszczyźnie, gdy 60-letni mężczyzna wyszedł przed swój dom i tam został śmiertelnie postrzelony przez myśliwego. Dziś organizatorzy akcji „Uwaga! Polowanie” chcą zmienić dopuszczalną odległość polowania od zabudowań ze 150 m do 700 m.
Czytaj więcej
Rusza sezon na kaczki. Zakazu polowań na 12 gatunków dzikich ptaków chce kilkadziesiąt organizacji ekologicznych. Część gatunków jest już zagrożona...
Czy jest potrzeba zmian? Polowania komercyjne przyniosły co najmniej 18 mln zł zysku
Zakazane w innych krajach, a wciąż dozwolone w Polsce strzelanie do wielu gatunków ptaków, polowania na granicy rezerwatów, czyli w miejscach, gdzie zwierząt jest dużo, to dziś dochodowy biznes. Znamy tylko część jego wartości. Same Lasy Państwowe w ubiegłym roku miały na tym zarobić 17,99 mln zł, według informacji miesięcznika „Dzikie Życie”. Ile zarobił Polski Związek Łowiecki, tego według organizatorów akcji nie wiadomo, bo ostatnie publicznie ujawnione sprawozdanie finansowe PZŁ pochodzi z... 2016 r., gdy przychody kół łowieckich z polowań komercyjnych wyniosły łącznie 72,5 mln zł. Ekolodzy od dawna wskazywali na paradoks, że na świecie coraz więcej pieniędzy zarabia się na turystach oglądających ptaki, a w Polsce zarabiamy na strzelaniu do nich.
Co więcej, w Polsce polowanie można prowadzić niemal wszędzie, także na cudzej łące czy polu, a ogrodzenie nieruchomości nie ma wpływu na prawo myśliwych do wchodzenia na jej teren. Zdarzają się takie wypadki, jak w 2023 r. W Szklarskiej Porębie , gdzie myśliwi zastrzelili oswojonego jelenia Bartka, maskotkę miasta. Sytuację tę wzmocniły jeszcze przepisy wprowadzone w 2020 r., tzw. lex Ardanowski, które za „utrudnianie polowań” pozwalają nałożyć karę nawet roku więzienia.
„W ramach działań strażniczych, realizowanych dzięki wsparciu Funduszu Obywatelskiego im. Ludwiki i Henryka Wujców, od stycznia do marca 2026 r. przeprowadziliśmy szereg działań, aby ustalić skalę tego zjawiska oraz sprawdzić, czy instytucje państwa mają nad nim wystarczającą kontrolę. W tym celu prowadziliśmy korespondencję ze wszystkimi urzędami marszałkowskimi, komendami wojewódzkimi policji oraz strażą łowiecką” – piszą organizatorzy akcji na swojej stronie.
W naszym kraju działa 175 biur organizujących komercyjne polowania, Polska dzięki starym przepisom ma nadal bardzo tolerancyjne na tle zachodniej Europy regulacje dotyczące polowań, dlatego przyciąga dziś chętnych z całego świata na tego typu dewizowe imprezy. Jak wynika z danych zebranych przez komitet „Uwaga! Polowanie”, tylko w ubiegłym roku do Polski przyjechało 12 tys. cudzoziemców na polowania często już zakazane w ich własnych krajach.
Tymczasem, jak wynika z badania opinii publicznej, przeprowadzonego przez firmę More in Common, 78 proc. społeczeństwa uważa, że polowania dla rozrywki powinny być zabronione. Raport NIK wykazał już przed dekadą, że nad działalnością biur polowań nie ma żadnej kontroli. Obecne przepisy nie wskazują też organu, który nadzorowałby i kontrolował działalność PZŁ. Kompetencje ministra środowiska są tu bardzo ograniczone, marszałków województw – również.
Projekt prowadzi organizacja Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, ale w prace zaangażowane są liczne ekologiczne organizacje, jak stowarzyszenie Nasz Bóbr, Fundacja Noga w Łapę, Niech Żyją, a także naukowcy i politycy, w tym partia Zieloni.