Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na czym polega międzynarodowy spór prawny z Uberem i jakie zarzuty stawiają mu kierowcy z Polski?
  • W jaki sposób algorytmy miały wykorzystywać dane do profilowania i systemowego zaniżania stawek za przejazdy?
  • Czym charakteryzuje się polski rynek przewozów i jaką rolę w systemie odgrywają partnerzy flotowi?

Spór prawny, który 2 września 2026 r. wszedł w fazę sądową przed holenderskim wymiarem sprawiedliwości (Rechtbank Amsterdam), uderza w fundamenty modelu operacyjnego potentata na rynku przewozu osób. Za powództwem stoi zarejestrowana w Holandii fundacja Stichting WIE International, utworzona z inicjatywy Worker Info Exchange – organizacji założonej przez Jamesa Farrara, która wcześniej doprowadziła m.in. do przełomowego wyroku Sądu Najwyższego w Wielkiej Brytanii w sprawie praw pracowniczych kierowców.

Algorytm narusza RODO?

Pozew zbiorowy dotyczy kierowców wykonujących kursy po listopadzie 2020 r. To, jak donoszą w WIE, Uber zaczął rezygnować z przejrzystego przelicznika stawek bazującego na sztywnych parametrach czasu i dystansu (z przewidywalną prowizją platformy na poziomie 20-25 proc.), wprowadzając w to miejsce model dynamicznego ustalania wynagrodzeń (tzw. upfront pricing i prowizję zmienną). Analitycy WIE na podstawie audytu danych operacyjnych kierowców z Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii, a także z Polski, sformułowali zarzut systemowego naruszenia unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO). Zamiast transparentnego bilansowania popytu i podaży, algorytm miał wykorzystywać dane historyczne do profilowania kierowców i badania ich indywidualnej elastyczności cenowej. Według ekspertów system uczy się nawyków wykonawców, sprawdzając, jak niską stawkę za kurs zaakceptuje dany kierowca w obliczu presji czasu czy konieczności zarobienia założonej kwoty dziennej. W Wielkiej Brytanii straty poszkodowanych kierowców niezależni biegli oszacowali średnio na 5337 funtów rocznie, a łączny spadek ich realnych dochodów od 2021 r. przekroczył 26 tys. funtów na osobę.

Czytaj więcej

AI zyskuje władzę nad pracownikami. Eksperci ostrzegają

Sprawę opisał w serwisie ITV Joel Hills. Uber stanowczo jednak odrzucił oskarżenia i w oficjalnym stanowisku wskazał, iż aplikacja bazuje wyłącznie na parametrach operacyjnych podróży, natężeniu ruchu drogowego oraz bieżącej relacji popytu do podaży, a kierowcy z góry widzą oferowaną kwotę przed przyjęciem zlecenia. Korporacja zapewniła, że lwia część opłat pasażerów wciąż trafia do wykonawców, a średni poziom prowizji pozostaje stabilny.

Ale kierowcy zwracają uwagę na zbieżność czasową zmian algorytmicznych z wynikami finansowymi spółki. W latach, w których kierowcy sygnalizowali spadek stawek, Uber przeszedł zwrot rentowności: od 1,1 mld dol. zysku operacyjnego w 2023 r., przez 2,8 mld dol. w 2024 r., aż po 5,6 mld dol. w 2025 r. (towarzyszył temu program skupu akcji własnych o wartości 20 mld dol.).

Testowanie progu oporu

Polski wątek sporu koordynuje Stowarzyszenie Kierowców Aplikacji (SKA), które od miesięcy zbierało raporty i logowania kierowców w celu przekazania ich do analizy brytyjskim ekspertom od inżynierii wstecznej algorytmów.

– Przez długi czas tłumaczyliśmy sobie spadki zarobków gorszym dniem, pogodą czy okresem przed wypłatami klientów. Analiza danych pokazała jednak, że to systemowa inżynieria platformy. Algorytmy miały za zadanie testować granice kierowców i stale je przesuwać. Jeśli wykonawca raz pokazał, że pojedzie za niższą stawkę, system uczył się, że następnym razem również przyjmie zaniżone zlecenia. W ten sposób różnica w cenie wypracowana wydłużonym czasem pracy nie zostaje w kieszeni kierowcy, lecz zasila marżę platformy – podkreśla Tomasz Wójcik, przedstawiciel SKA.

W ocenie przedstawicieli stowarzyszenia mechanizm ten wypacza pojęcie wolnego zawodu i niezależności wykonawcy, stając się de facto narzędziem cyfrowego nadzoru i presji ekonomicznej. Wójcik wyjaśnia nam, że polski kierowca, chcąc wypracować nominalny dochód, jaki dwa lata temu osiągał w osiem godzin, zmuszony jest spędzać za kierownicą po dziesięć, dwanaście, a nierzadko czternaście godzin na dobę.

W pozwie podniesiono również wątek bezprawnego przekazywania danych europejskich kierowców na serwery w Stanach Zjednoczonych w latach 2021-2023, za co na Ubera została już wcześniej nałożona kara przez holenderski organ ochrony danych.

Czytaj więcej

Polska firma kryje się za sukcesem Ubera i Bolta. Teraz rusza z ekspansją do Czech i Niemiec

W ramach powództwa w Amsterdamie strona społeczna domaga się trwałego zakazu stosowania dynamicznej wyceny opartej na niejawnych algorytmach, pełnej przejrzystości parametrów kalkulacji stawek oraz rekompensat finansowych za utracone dochody i szkody niemajątkowe. Ale nad Wisłą cała sprawa ma inny wymiar ze względu na unikalną strukturę rynku. W odróżnieniu od rynków zachodnioeuropejskich, gdzie kierowca rozlicza się bezpośrednio z platformą jako jednoosobowy przedsiębiorca, w naszym kraju dominującą rolę odgrywają tzw. partnerzy flotowi (rozliczeniowi). Wykonujący przewozy dla Ubera twierdzą, iż w takim układzie z pośrednikami kierowca musi pokryć nie tylko prowizję pobieraną przez operatora aplikacji (która według analiz Dynamic Pay potrafi w skrajnych wypadkach przekraczać 40-50 proc. wpłaty pasażera), ale również stałą opłatę administracyjną pośrednika (zwykle od kilkudziesięciu złotych tygodniowo lub stały procent od obrotu).

Problem pośredników

– System w naszym kraju został ukształtowany w sposób, który przenosi wszelkie koszty operacyjne, podatkowe i regulacyjne na dół drabiny – na kierowcę. Platforma przerzuca ryzyko rynkowe poprzez nieprzejrzyste algorytmy, a partnerzy flotowi zdejmują z siebie ciężar rentowności. Wykonawca bierze na siebie całość ryzyka gospodarczego przy zerowej transparentności co do tego, jak wyceniana jest jego praca – zaznacza Tomasz Wójcik.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Wielka ucieczka taksówkarzy do aplikacji. Rewolucja w przewozie osób

Pro

I tłumaczy, że dołączenie do międzynarodowego procesu przed sądem w Amsterdamie jest dla polskich kierowców bezpłatne. Całość kosztów obsługi prawnej, opłat sądowych i audytów technologicznych pokrywa brytyjski fundusz Innsworth Capital, wyspecjalizowany w finansowaniu sporów sądowych (tzw. litigation funding). W przypadku wygranej lub ugody fundusz pobierze prowizję za sukces (do 25 proc. zasądzonej kwoty odszkodowania, a dla członków organizacji pracowniczych – 22,5 proc.), która w pierwszej kolejności ma być dochodzona bezpośrednio od pozwanej spółki.

Jak podaje stowarzyszenie, po zakończeniu wstępnego etapu przygotowawczego formularze zgłoszeniowe dla kierowców z Polski zostaną ponownie otwarte w ramach dedykowanej polskiej ścieżki na platformie dynamicpayclaim.pl. Przedstawiciele branży przewozowej zwracają uwagę, że zbliżający się proces przed holenderskim sądem, w połączeniu z nadchodzącym wdrożeniem unijnej dyrektywy o pracy platformowej, może wymusić na operatorach aplikacji gruntowną rewizję modeli wyceny i rozliczeń na polskim rynku.