Po wyborach parlamentarnych w niedzielę 15 października wydawało się że państwo zamarło i czeka na nowy rząd. Ale nie w telekomunikacji. We wtorek 17 października drugi dzień z rzędu czterej najwięksi operatorzy telekomunikacyjni w kraju licytowali częstotliwości z zakresu 3400–3800 MHz w tzw. aukcji 5G. Zgodnie z komunikatem Urzędu Komunikacji Elektronicznej ich oferta dla budżetu państwa opiewała na koniec dnia na około 1,92 mld zł, o około 500 mln zł więcej niż w poniedziałek. I to już wszystko.
Z nieoficjalnych informacji „Rzeczpospolitej” wynika bowiem, że w środę rano gospodarz aukcji – dr Jacek Oko, prezes UKE – ogłosić ma oficjalnie koniec aukcji.
Witold Tomaszewski, p.o. rzecznika UKE, nie chciał we wtorek komentować tego, czy to prawda, że licytacja się skończyła. Taką wiadomość usłyszeliśmy w dwóch źródłach. Podał ją też serwis Telko.in. Nasi rozmówcy wskazywali, że UKE ogłosi decyzję w środę w okolicach godziny 10.
Czytaj więcej
Na chwilę przed startem poniedziałkowa debata nt. nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa została odwołana. Rząd wycofał projekt...
We wtorek urząd opublikował natomiast na razie komunikat podsumowujący drugi dzień licytacji. Stało się to około godz. 16., a więc wcześniej niż w poniedziałek.
Operatorzy zadeklarowali w sumie 1,92 mld zł. Do wzięcia były cztery bloki: A, B, C i D, po 100 MHz każdy. Najwyższa zaproponowana oferta za blok A jest równa wywoławczym 450 mln zł. Wg Telko.in to oferta Polkomtelu z grupy Cyfrowy Polsat.
Cena za blok B urosła od wywoławczego minimum do 487 mln zł. To prawdopodobnie oferta P4, właściciela marki Play.
Za bloku C i D zaoferowano odpowiednio 487 mln zł i 497 mln zł. Przypaść mają Orange Polska i T-Mobile Polska.
Pierwszego dnia licytacji operatorzy uczestniczący w niej zadeklarowali 1,413 mld zł. Wychodzi więc na to, że drugiego dnia dołożyli około 500 mln zł. Gros tej kwoty to oferta Polkomtelu na blok A. W poniedziałek nie było nań żadnej oferty.
Za blok B i C telekomy zaoferowały w poniedziałek maksymalnie po 468,2 mln zł, o 4 proc. więcej niż cena minimalna, za blok D – więcej, bo 477,54 mln zł (+6 proc.).
Czytaj więcej
Ruszyła wyczekiwana od lat procedura, w której państwo rozdysponować ma między telekomy cenny rzadki zasób – częstotliwości dla sieci nowej generacji.
Telekomy musiały wpłacić do tej pory: opłatę za dokumentację aukcji oraz 182 mln zł wadium. Wadium nie jest zwrotne. Ma być wykorzystane na tzw. opłatę dodatkową, przewidzianą w prawie telekomunikacyjnym na poczet opłat za wykorzystanie częstotliwości.
Aukcja 5G w Polsce była bardzo opóźniona. Pierwsze podejście do niej UKE – za prezesury Marcina Cichego – ogłosił w 2020 r., roku wybuchu pandemii. Rząd PiS wrzutką do jednej z ustaw zwanych tarczami antycovidowymi wymusił jednak anulowanie aukcji oraz zmianę na stanowisku prezesa urzędu. W tle zmian była decyzja, czy Polska wykluczy z rynku budowy infrastruktury dla sieci 5G chińskie firmy, w tym przede wszystkim koncern Huawei.
Nadal nie jest jasne, co w tym aspekcie się jeszcze wydarzy, bo wstrzymano prace nad nowelizacją ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, gdzie mowa o dostawcach wysokiego ryzyka infrastruktury telekomunikacyjnej. Na około miesiąc przed wyborami parlamentarnymi PiS wycofał z Sejmu pakiet projektów.
To o tyle ważne dla trwającej od 22 czerwca aukcji 5G, że prezes UKE chce zobowiązać jej zwycięzców do eliminacji rozwiązań firm, uznanych za dostawców wysokiego ryzyka. Krytycy podnosili, że w polskim prawie nie ma jeszcze obowiązujących przepisów w tej materii, a szef UKE wychodzi poza swoje kompetencje.
Przedstawiciele UKE długo tłumaczyli, że czekają z aukcją aż rząd przyjmie treść nowelizacji UKSC. Tego, że uważają, że Sejm przyjmie ją potem już szybko nie artykułowali.