Na wrzesień jedna trzecia hoteli przewiduje frekwencję nie wyższą niż 20 proc., dla kolejnej jednej trzeciej nie przekroczy 40 proc. – wynika z opublikowanych w poniedziałek wyników badania Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego (IGHP). Jeszcze słabiej prezentują się prognozy na październik, co pokazuje stan dużej niepewności co do rozwoju sytuacji związanej z pandemią: aż trzy czwarte hotelarzy nie spodziewa się, by udało się wykorzystać nawet jedną piątą dostępnych miejsc. Z tego 30 proc. zakłada, że frekwencja spadnie poniżej 5 proc.

Przewidywania co do osiągnięcia zysku z działalności operacyjnej nadal są bardzo pesymistyczne. 87 proc. hoteli nie zakłada go wcześniej niż na koniec 2022 r. Przeszło połowa hotelarzy uważa, że będzie to możliwe jeszcze później. Na powrót do poziomu przychodów sprzed pandemii – do lat 2018-2019 – trzeba będzie czekać do 2023 r., choć jedna trzecia badanych stawia w tym przypadku na rok 2024.

Bieżącą sytuację branży nieco poprawiły wakacje. Z badania IGHP wynika, że w ubiegłym miesiącu ponad trzy czwarte hoteli miało frekwencję na poziomie powyżej 40 proc., przy czym ponad połowa odnotowała przeszło 60-procentowe wykorzystanie miejsc.

W lipcu, jeszcze wyraźniej niż w czerwcu, hotele położone poza miastami miały lepsze wyniki od hoteli miejskich. W tych pierwszych frekwencję powyżej 40 proc. uzyskało ponad 87 proc. z nich, z tego aż 70 proc. odnotowało obłożenie powyżej 60 proc. Mocno różniły się także wyniki hoteli obsługujących gości biznesowych i hoteli wypoczynkowych: - W tej drugiej grupie obłożenie powyżej 40 proc. odnotowały wszystkie obiekty, w tym 81 proc. hoteli miało frekwencję powyżej 60 proc. W grupie hoteli biznesowych frekwencję powyżej 40 proc. odnotowało 60 proc., z tego w 19 proc. obłożenie przekroczyło 60 proc. – podała IGHP.

Jak dotąd, branżę bardzo słabo wspiera reklamowany przez rząd Polski Bon Turystyczny. W lipcu średni udział pobytów opłaconych za pomocą bonu w sprzedaży ogółem wyniósł zaledwie 11 proc. Co prawda, w przypadku hoteli o charakterze wypoczynkowym udział ten był nieco większy, ale również na niskim poziomie 15 proc.

Można się podziewać, że niezłe wyniki pokażą także dane za sierpień, jakie IGHP powinna pokazać we wrześniu. Ale branża nadal będzie borykała się z problemami wywołanymi przez pandemię, jak brak pracowników. Szacuje się, że w 2020 roku z sektora hotelowego odeszło ok. 100 tys. osób. Teraz brakuje zwłaszcza kucharzy i kelnerów, ponadto recepcjonistów i pracowników obsługi pięter. W ubiegłym miesiącu IGHP informowała, że znacznie ponad połowa hoteli ma ogromne problemy ze skompletowaniem pełnej załogi, szczególnie w części gastronomicznej.

Konsekwencją braków kadrowych jest wzrost presji na podwyżki płac. Aż 88 proc. hoteli potwierdziło wzrost przeciętnych miesięcznych wynagrodzeń na podstawowych stanowiskach (recepcjonista, kelner, kucharz, pracownik służby pięter) w stosunku do okresu sprzed pandemii. To dodatkowo pogorszyło wyniki finansowe. W samym czerwcu łączne straty hoteli miały wynieść co najmniej pół miliarda złotych.