Reklama

Czarne chmury nad wynagrodzeniami prezesów

Politycy w Europie i Stanach Zjednoczonych krytykują wysokie zarobki szefów firm. Grożą wprowadzeniem regulacji ograniczających wysokość ich pensji, szczególnie w spółkach osiągających słabe wyniki

Publikacja: 05.06.2008 06:01

Sektor prywatny powinien dokładnie zbadać, czy struktura wynagrodzeń nie zachęca przypadkiem szefów

Sektor prywatny powinien dokładnie zbadać, czy struktura wynagrodzeń nie zachęca przypadkiem szefów firm do podejmowania zbyt dużego ryzyka

Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński

– Całkowicie nieodpowiedzialne, skandaliczne, wręcz społeczna plaga – to niektóre z określeń, których używali w ostatnich dniach europejscy politycy, krytykując nadmiernie wysokie – ich zdaniem – wynagrodzenia szefów dużych firm.

– Sektor prywatny powinien dokładnie zbadać, czy struktura wynagrodzeń nie zachęca przypadkiem szefów firm do podejmowania zbyt dużego ryzyka – mówił dla niedzielnego „El Pais” Jean-Claude Trichet, prezes Europejskiego Banku Centralnego. Wcześniej w podobnym duchu komentował zarobki prezesów Joaquin Almunia, komisarz UE ds. polityki monetarnej, oceniając, że wynagrodzenia części szefów firm są „całkowicie nieodpowiedzialne”.

Christine Lagarde, minister finansów Francji, zagroziła przed kilkoma dniami, że rząd francuski zadba o przepisy ograniczające zarobki szefów firm, które mają kiepskie wyniki. Jej zdaniem rosnące zarobki prezesów takich spółek to skandal. Ostre słowa minister Lagarde to reakcja na dane magazynu „L’Expansion” o ubiegłorocznych wynagrodzeniach szefów spółek z indeksu CAC 40, czyli 40 największych firm notowanych na paryskiej giełdzie.

Według wyliczeń pisma, licząc pensje, premie, dywidendy i opcje na akcje, ich prezesi zainkasowali w minionym roku łącznie 161 mln euro, aż 58 proc. więcej niż rok wcześniej. Liderzy tej listy – szefowie firm Vallourec, Suez i Vinci – zarobili od 13 do 18 mln euro każdy (czyli 44 – 61 mln zł) głównie dzięki hojnym pakietom opcji na akcje.

Jak przypomina „Financial Times”, Francja zapowiedziała, że wykorzysta swą rozpoczynającą się w lipcu prezydencję w UE do przeforsowania regulacji dotyczących wynagrodzeń szefów firm. I liczy na poparcie innych państw. Rząd Holandii już pracuje nad wprowadzeniem nowego podatku od rocznych zarobków powyżej 500 tys. euro.

Reklama
Reklama

Jean-Claude Juncker, premier Luksemburga, który kieruje grupą 15 ministrów finansów strefy euro, zapowiedział, że Bruksela może też podwyższyć opodatkowanie „złotych spadochronów”, czyli hojnych odpraw dla prezesów. Choć uwagi o zbyt wysokich zarobkach prezesów nie są wśród polityków czymś nowym, to słychać je częściej teraz, gdy europejskie gazety alarmują, że wysoka inflacja zjada pensje Europejczyków.

Krytyka nadmiernych wynagrodzeń prezesów nasila się też w USA. Według danych Kongresu USA szef amerykańskiej korporacji zarabia dziś średnio 180 razy więcej niż robotnik, podczas gdy w połowie lat 90. ta różnica była 90-krotna.

W porównaniu z zarobkami europejskiej czołówki polscy rekordziści nie wyglądają imponująco. Najwyższe ubiegłoroczne wynagrodzenie prezesa spółki notowanej na GPW, 6 mln zł – to jedna dziesiąta płacy lidera CAC 40. W dużych państwowych firmach wysokość płac zarządu wciąż ogranicza ustawa kominowa.

– W porównaniu z szefami dużych, globalnych firm nasi prezesi zarabiają wielokrotnie mniej, ale trzeba pamiętać, że kierowane przez nich spółki nie dorównują wielkością i skalą działania nawet oddziałom światowych koncernów. To zupełnie inna odpowiedzialność – ocenia Bogdan Dąbrowski, konsultant z firmy Hay Group, która specjalizuje się w badaniach płacowych. Według niej, średnie zarobki polskich menedżerów nie odbiegają wysokością od wynagrodzeń prezesów w Szwajcarii, Niemczech czy Wielkiej Brytanii. – Porównujemy wynagrodzenia osób, które mają podobny zakres obowiązków i odpowiedzialności – wyjaśnia Bogdan Dąbrowski.

Rynek wywindował płace prezesów na bardzo wysoki poziom. Zarobki menedżera stały się znakiem jego jakości, co stawia w trudnej sytuacji rady nadzorcze. Wybierając wysoko opłacanych prezesów, wysyłają na rynek sygnał, że troszczą się o spółkę. Dla mnie świetne zarobki menedżerów nie stanowią problemu – ciężko pracują, ponoszą bardzo wysokie ryzyko i za to ryzyko trzeba płacić. Problemem są złote spadochrony, czyli wielomiesięczne odprawy. Nie widzę powodu, by menedżerowie, którzy nie osiągnęli sukcesu, byli tak szczodrze wynagradzani za odejście. Bardzo wysokie zarobki menedżerów to premia za brak bezpieczeństwa. Odprawy przed takim ryzykiem zabezpieczają. Prawodawcy powinni to ukrócić, bo sam rynek nie da sobie z tym rady.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorkia.blaszczak@rp.pl

Biznes
Nieudany rozruch wielkiego pieca w Hiszpanii. Hutniczy gigant ma poważny problem
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Biznes
Opłacalność SAFE, przyspieszenie gospodarki i inwestycje Japonii w USA
Biznes
Analitycy: Orange Polska to znowu dojna krowa. Dywidenda mniejsza niż możliwości
Biznes
Szef Sierpnia 80 o przyszłości JSW: „Tym sposobem spółki nie uratujemy”
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama