Ostatnie warunki dotyczące prywatyzacji Stoczni Gdynia przedstawione przez Komisję Europejską są nie do spełnienia z przyczyn ekonomicznych – mówił w piątek na specjalnej konferencji prasowej prezes ISD Polska Konstanty Litwinow. – Jeśli do końca lipca ta sytuacja się nie zmieni, nie chcemy oszukiwać ani ministra skarbu, ani Komisji, ani tym bardziej 10 tys. pracowników stoczni. Będziemy zmuszeni zrezygnować z uczestnictwa w prywatyzacji.

Zdaniem Litwinowa minister skarbu, zamiast kierować do Brukseli prośby o kolejne wydłużenie terminu na sprzedaż gdańskiego zakładu, powinien próbować udowodnić unijnym urzędnikom w merytorycznej rozmowie, że najnowsze wymogi stawiane przez Komisję Europejską inwestorom są dla nich nie do przejścia.

– Nie da się zaczarować rzeczywistości. Pomoc publiczna uzyskana z ministerstwa musi być na takim poziomie, by zagwarantować długoterminową rentowność stoczni – mówił Litwinow.

5,3 mld zł będą musiały zwrócić polskie stocznie, jeśli KE nie przyjmie programów ich naprawy

Ukraińcy (ISD Polska należy do Donbasu) zgodzili się ostatnio dołożyć 100 mln zł, by spełnić stawiany przez Komisję wymóg 320 mln euro wkładu własnego. W Szczecinie wkład własny gwarantowany przez inwestora – firmę Mostostal Chojnice – to ok. 250 mln zł. Sporną kwestią w przypadku obu inwestorów jest kwota pomocy publicznej, na którą nie chce się zgodzić Bruksela.

ISD Polska przesłał w piątek list do premiera Donalda Tuska z prośbą o wsparcie rządu w rozmowach z KE na temat stoczni. Poinformował też, że choć wspólny program restrukturyzacji dla Gdyni i Gdańska jest dla ISD optymalny biznesowo, spróbują opracować odrębny program dla tego drugiego zakładu. – Będzie to jednak wymagało pomocy publicznej. Jeśli jej nie uzgodnimy, wycofamy się też z Gdańska – dodał.