Rząd Niemiec jest gotów udzielić kredytu firmie Opel – twierdzi „Financial Times Deutschland”

Dotychczas rząd federalny zarzekał się, że nie ma mowy o pomocy, zanim koncern z Russelsheim nie przedstawi szczegółowego biznesplanu.

Niemiecka własność General Motors ma spore kłopoty. Niedawno Armin Schild, związkowiec i członek rady nadzorczej Opla, powiedział, że potrzebuje on co najmniej 3,3 mld euro, aby przetrwać kryzys.

Niektórzy politycy idą nawet dalej i domagają się przejęcia przez państwo części udziałów w spółce. Pomoc w ratowaniu Opla zaoferowała już organizacja niemieckich dilerów. Jej szef Paul Ebbinghous powiedział, że jeśli firma poprosi o pomoc, dilerzy mogą nawet objąć udziały w koncernie. – Najpierw jednak firma i rząd muszą opracować kompleksową koncepcję pomocy dla Opla – dodał.

Wiceszef rady nadzorczej i przewodniczący rady pracowniczej Klaus Franz uważa, że dalszy związek kapitałowy z GM nie ma sensu. Między innymi dlatego, że Opel jako filia GM nie ma co liczyć na unijną pomoc i ma problemy z uzyskaniem pomocy publicznej. Niemieckie władze obawiają się, że pieniądze podatników znad Renu trafią do dziury bez dna w Detroit. – Rozstanie z GM to długa i wyboista droga, ale jedyna – uważa Franz.

GM chce zmniejszyć w Europie koszty działalności o 1,2 mld dolarów. Dyrekcja GM Europe rozważa zaproponowanie potencjalnym inwestorom partnerstwa lub kupna udziałów w Oplu.

Załoga Opla jest oburzona. – Wykazujemy zyski, podobnie jak w 2008 r. Ludzie myślą, że skoro firma matka się rozpada, to Opel też, a to bzdura – złości się Francisco Jimenez, działacz IG Metall z Rüsselsheim.