Kierowcy większości krajów są skazani na coraz droższe paliwa mineralne i analitycy spodziewają się kłopotów z dostawami paliw w nadchodzących dekadach. Powodem jest gwałtownie rosnąca liczba samochodów – jest ich ponad 800 mln, a za 40 lat będzie co najmniej trzy razy więcej. W 2050 roku zużycie ropy naftowej przez transport zrówna się z maksymalną produkcją i sięgnie 100 mln baryłek dziennie, przewidują specjaliści z International Energy Agency. Jak zatem pogodzić rosnący popyt na samochody z ograniczonymi zasobami naturalnymi?

W osiągnięciu sprzecznych celów może pomóc wykorzystanie alternatywnych paliw. Dobrym przykładem uniezależnienia kraju od paliw mineralnych jest Brazylia. W 2008 roku kierowcy w tym kraju kupili tyle samo bioalkoholu z trzciny cukrowej co benzyny. Rzecznik stowarzyszenia brazylijskich producentów alkoholu Unica Adhemar Altieri narzeka jednak, że rząd brazylijski, właściciel firmy naftowej Petro Bras, od pięciu lat trzyma ceny paliw mineralnych na sztywnym poziomie. – My działamy na otwartym rynku i na przednówku lub jeśli zbiory były słabe, ceny alkoholu rosną. Kierowcy kupują nasze paliwo, gdy jest co najmniej o 30 procent tańsze od benzyny – tłumaczy. Unica spodziewa się, że w 2020 roku brazylijska produkcja cukru w stosunku do 2008 roku wzrośnie dwukrotnie, do miliarda ton. Do 2012 roku przemysł zainwestuje 33 mld dolarów w nowe cukrownie, gorzelnie i elektrownie spalające biomasę. Unica do tego czasu chce wywalczyć obniżenie amerykańskich i europejskich ceł na brazylijski alkohol, który jest co najmniej dwa razy tańszy w produkcji od alkoholu z buraków cukrowych i kukurydzy.

[srodtytul]Odrobina prądu na co dzień[/srodtytul]

W innych krajach niezależność energetyczną mogą zapewnić auta elektryczne. Chiny planują zdominować światowy rynek, subsydiując badania i zakupy elektrycznych pojazdów. Raport banku HSBC przewiduje, że w 2020 roku udział chińskich aut elektrycznych wyniesie 35 procent wobec 2,7 procent obecnie. Chińczycy prześcigną Japonię w 2016 roku, a trzy lata później USA. Natomiast Izrael chce się uniezależnić od arabskiej ropy, wprowadzając auta na prąd. Już pod koniec przyszłego roku otworzy sieć stacji wymiany akumulatorów. Właśnie akumulatory są kluczowe dla sukcesu samochodów elektrycznych.

Najbardziej obiecujące są litowo-jonowe i do 2020 roku dwie trzecie aut elektrycznych będzie w nie wyposażona. Główny specjalista od polimerów w ExxonMobil Chemical Company (jeden z głównych dostawców folii oddzielających anodę od katody w tego typu akumulatorach) Patrick Brant uważa, ze gęstość energii akumulatorów zwiększy się w najbliższych latach przynajmniej dwukrotnie, o połowę spadną też ich ceny, do około 500 dolarów za kilowatogodzinę. Samochód elektryczny potrzebuje akumulatora o pojemności blisko 30 kWh. Brant wskazuje, że wysokie ceny akumulatorów wynikają nie tylko z małej produkcji, ale także braku standaryzacji.

– W urządzeniach elektronicznych, takich jak telefony i laptopy, taki standard został wypracowany i dzięki temu są one tanie, bo produkowane masowo. W przypadku samochodów każdy stosuje inne rozwiązania i nie wiadomo, które okaże się najlepsze – ocenia Brant. Przewiduje, że w najbliższych kilkunastu latach wielu producentów akumulatorów litowo-jonowych zbankrutuje.

Tańszą wersją modeli elektrycznych są hybrydy. W tym roku Toyota wyprodukuje ponad milion takich samochodów, a popyt na nie jest wspomagany ulgami podatkowymi, oferowanymi m.in. w USA, Japonii i w Europie przez 17 państw. Jeżeli samochody hybrydowe i elektryczne staną się popularne, świat zamieni uzależnienie od ropy naftowej na zależność od litu. Występuje on w Chinach, USA i Ameryce Południowej – głównie w Boliwii. W kopalnie litu inwestują na wyścigi Amerykanie, Chińczycy, Francuzi, Japończycy, Koreańczycy i Niemcy.

– Zamierzamy się przyjrzeć sytuacji na rynku litu, który stał się strategicznym metalem – powiedział John Moavenzadeh zajmujący się ekologicznym transportem w World Economic Forum.

[srodtytul]Słoneczny wodór[/srodtytul]

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ

Strategicznym pierwiastkiem dla aut przyszłości może się okazać także wodór. W ogniwach paliwowych łączy się z tlenem z powietrza, wytwarzając prąd. Toyota i Daimler planują wprowadzić pierwsze auta napędzane ogniwami paliwowymi w 2016 – 2017 roku. W Europie jest 40 stacji sprzedających wodór. Dyrektor rozwoju Air Liquide Xavier Drago uważa, że ogniwa paliwowe są nadal zbyt drogie, nie wiadomo także, w jaki sposób tanio i bez ekologicznych szkód produkować wodór. Obecnie jest on wytwarzany z gazu ziemnego traktowanego parą wodną. W rezultacie otrzymujemy wodór i... dwutlenek węgla. Elektroliza jest trzy razy droższa. Za to z rury wydechowej auta wodorowego kapie najzwyklejsza woda. Wodór ma także zalety. Zapewnia duży zasięg i ma atrakcyjną cenę. Kilogram wodoru kosztuje około 2 euro i za tyle można przejechać 100 km. W przypadku benzyny pokonanie takiego dystansu kosztuje 8 – 10 euro. Jednak Drago zastrzega, że podał cenę hurtową, na końcówce rurociągu. W przypadku budowy sieci stacji cena będzie wyższa.