Wysocy przedstawiciele marynarki wojennej USA, lotnictwa wojskowego, programu F-35, a także z Wielkiej Brytanii i Holandii zapoznają się z wynikami kontroli silników Pratt&Whitney i ustalą, czy można wznowić loty i w jakich warunkach.
Amerykańscy wojskowi uziemili krajową flotę samolotów nie wykrywanych przez radar po rozpadnięciu się silnika i powstaniu ognia w maszynie przygotowywanej przez pilota do startu w bazie Eglin na Florydzie. Prowadzący postępowanie ustalili już kolejność wydarzeń w silniku F135 Pratta&Whitneya, ale starają się dociec, dlaczego do nich doszło.
Incydent zagroził pokazaniu tego samolotu w dwóch imprezach lotniczych na terenie Wielkiej Brytanii. Nie zapadła jeszcze decyzja, czy F-35 polecą na nie.
Cztery F-35B marynarki wojennej czekają w bazie na południu Maryland, gotowe do podróży do Europy, piąty brytyjski czeka w Eglin. Jeśli będzie zgoda, brytyjski myśliwiec uda się do Maryland, a cała piątka będzie mogła odlecieć do W.Brytanii w środę.
Muszą dotrzymać tego terminu, aby zdążyć na loty pokazowe w piątek w ramach imprezy Royal International Air Tattoo. 14 lipca zaczyna się z kolei salon lotniczy w Farnborough.
Incydent z silnikiem wstrzymał w USA negocjowanie zakupu następnych partii samolotów i silników. Miało to zakończyć się przed obiema imprezami lotniczymi w W.Brytanii. - Panują pewne wahania w zakończeniu negocjacji do czasu pełnego zrozumienia całej kwestii - stwierdził przedstawiciel programu.
Poprzednie kontrakty Lockheeda z Pentagonem przewidywały podział kosztów po połowie z rządem, ale administracja stara się nadal wypracować podobną formułę z producentem silników.