Ku końcowi zmierzają zainicjowane przez T-Mobile Polska rozmowy Urzędu Komunikacji Elektronicznej ze wszystkimi sieciami komórkowymi o uporządkowaniu spraw częstotliwości w zakresach 1800 i 900 MHz – dowiaduje się „Rzeczpospolita".
Sprzeczne oczekiwania
Telekomy przedstawiły UKE swoje propozycje ponownego ułożenia tych zasobów (tzw. refarmingu), a „Rzeczpospolita" poznała zarys tych koncepcji. Wiemy już więc, że sformułowane oczekiwania spółek, w tym giełdowych Orange Polska, Playa i Polkomtela (Grupa Cyfrowy Polsat), wykluczają się wzajemnie.
W uproszczeniu: telekomy chcą zwykle innego sąsiedztwa bloków częstotliwości w eterze (ilustracja pokazuje, jak sytuacja wygląda dziś), a każdy chciałby uzyskać więcej pasma, niż ma do tej pory, by poprawić parametry mobilnego dostępu do internetu i ograniczyć koszty sprzętu.
Raczej nie zanosi się więc, aby firmy, ostro rywalizujące na każdym kroku o te rzadkie zasoby, porozumiały się same, choć słychać, że próbują.
Nie jest to proste, czego dowodem była słynna aukcja LTE, w której telekomy licytowały „do ostatniej kropli krwi", korzystając z forteli, czy też historia umowy, którą Orange zawarł kilka lat temu z Polkomtelem. Chciał kupić mały blok 1800, ale Plus się wycofał, gdy dowiedział się o planach współdzielenia częstotliwości przez Orange i T-Mobile. Wiele wskazuje na to, że decyzje będzie musiał podjąć prezes UKE Marcin Cichy.
Z naszych informacji wynika, że telekomy spodziewają się decyzji regulatora w poniedziałek. Na ten dzień wyznaczone jest spotkanie w UKE na ten temat.
Technikalia pretekstem
Sprawa jest złożona. Z jednej strony dotyka kwestii bardzo technicznych, od których zaczęły się rozmowy i co do których trwa postępowanie administracyjne. Chodzi o wykorzystanie małych bloków częstotliwości, tzw. separacyjnych, niegdyś potrzebnych, aby nie dochodziło do zakłóceń nadajników.
Z drugiej strony sprawa stanowi element większej układanki. Dotyczy bowiem zakresu częstotliwości (1800 MHz), o których rozdysponowanie UKE przegrał w sądach sprawę z T-Mobile Polska. Pisaliśmy o niej wielokrotnie. Chodzi o to, że sąd nakazał UKE powtórzyć przetarg z 2007 r., w którym spółki przejęte i wchłonięte potem przez grupę Zygmunta Solorza-Żaka wygrały pasmo 1800 MHz. Cyfrowy Polsat świadczy dzięki nim usługi mobilnego internetu LTE.
Jak się dowiadujemy, UKE właśnie przygotowuje się do realizacji decyzji sądu. Niewykluczone, że w ciągu kilkunastu dni dowiemy się, jak zamierza się do niej dostosować.
T-Mobile stoi na stanowisku, że UKE powinien najpierw doprowadzić do zwolnienia pasma, a następnie powtórzyć przetarg. Z naszych informacji wynika, że regulator – ze względu na użytkowników usług LTE Grupy Cyfrowy Polsat – znalazł rozwiązanie, którego konsumenci nie odczują.
Cyfrowy Polsat mógłby dążyć do porozumienia z T-Mobile, ale w praktyce spór przegrał UKE, i to urząd ma kłopot. Grupa miliardera może zaś mieć roszczenia wobec państwa.
Zaczęło się od parafki
Opisywane rozmowy operatorów i UKE to pokłosie przetargu z 2007 r., rozpisanego przez ówczesną prezes UKE, a dziś minister cyfryzacji Annę Streżyńską. W przetargu tym pasmo 1800 MHz (stosowane później do mobilnego internetu LTE) wygrały, płacąc w sumie około 230 mln zł, spółki CenterNet i Tolpis (potem Mobyland), z czasem przejęte przez Zygmunta Solorza-Żaka. Prezes UKE nie dopuściła do drugiej tury przetargu oferty PTC (wówczas operator sieci Era, dziś T-Mobile Polska) ze względu na uchybienie proceduralne: na jednej ze stron oferty zabrakło parafki. Sąd nakazał UKE powtórzenie przetargu, ale Streżyńska powtórzyła go częściowo: przeanalizowano ofertę PTC, ale ze względu na warunki nie zmieniło to pierwotnego wyniku przetargu. Firma PTC/T-Mobile walczyła dalej i wygrała: sąd nakazał UKE powtórzenie przetargu od początku.