Z tego artykułu się dowiesz:
- Czym jest zdrowie finansowe dla mBanku oraz dlaczego stanowi to cel strategiczny?
- Czy dobrostan finansowy i zamożność to to samo?
- Jakie konkretne narzędzia i podejścia bank proponuje, by wspierać zdrowie finansowe klientów?
- Jak mBank reaguje na konkurencję fintechów i jakie wyróżnia swoje przewagi?
Jak rozumiecie hasła dobrostan i zdrowe finanse? To chyba nie są typowe określenia w bankowym świecie.
Łączymy oba te wątki. Dobrostan i zdrowe finanse to poczucie bezpieczeństwa, kontroli i możliwości realizowania celów życiowych, zarówno teraźniejszych, jak i przyszłych.
mBank, jako pierwszy bank w Polsce, wpisał zdrowe finanse jako cel strategiczny. Chcemy, żeby do 2030 r. co najmniej połowa naszych klientów była „zdrowa finansowo”, by mieli poczucie kontroli, bezpieczeństwa i „spokojnej głowy”.
To się wydaje proste – jak ktoś ma dużo pieniędzy, to może spać spokojnie…
Zaskoczę panią. Badania pokazują, że po pierwsze, dla ludzi dobrostan finansowy jest ważniejszy niż zdrowie fizyczne czy relacje rodzinne. Po drugie, że to nie jest to samo co zamożność. Można zarabiać dużo i żyć w finansowym chaosie, nie mając poduszki bezpieczeństwa ani planu np. na emeryturę. Z drugiej strony można zarabiać skromnie, ale mieć wszystko poukładane i spać spokojnie. Poczucie spokoju o teraźniejszość i przyszłość jest naszą definicją zdrowych finansów.
Jak mBank zamierza „leczyć” finanse Polaków, tak, by były zdrowe?
Zamiast tabletki przeciwbólowej – doraźnie, chcemy dać naszym klientom pełną diagnozę – długoterminowo. Pierwszy element dotyczy teraźniejszości. Wprowadzamy tzw. „kompas finansowy”, czyli narzędzie w aplikacji, które, jak lekarz, oceni i zdiagnozuje stan naszych finansów. Sprawdzi, czy stosujemy podstawowe zasady bezpieczeństwa, np. mamy ustawione odpowiednie limity płatności, wiemy, jak stosować funkcję Włącz Blokadę Transakcji, albo co robić w razie podejrzenia cyberataku. Dalej, taki kompas wskaże, czy nasze wydatki nie przewyższają wpływów albo nie są w jakiś inny sposób nadmiarowe, czy kredytowanie nie jest zbyt wysokie, czy posiadamy poduszkę na czarną godzinę itp.
Jeśli nie wszystko z naszymi finansami jest w porządku, kompas wskaże obszary zaniedbań i zasygnalizuje potrzebę działania.
Czy Polacy naprawdę tego potrzebują?
Myślę, że tak, bo wiele osób działa w rozproszeniu, ma różne kredyty, inwestycje, konta. To rodzi chaos. Chcemy zebrać wszystko w jednym miejscu i pokazać nie tylko „gdzie jesteś”, ale też „co dalej”.
To, co dalej?
Kolejny ważny krok to planowanie finansowe. Zaryzykuję stwierdzenie, że o ile sporo osób stara się oszczędzać, o tyle relatywnie mało osób ma realny plan na najbliższy rok, 5, 10 czy 20 lat. Jeśli np. chcę pojechać na egzotyczne wakacje, to czy mnie na to stać, jeśli planuję remont mieszkania, to czy nie będzie to kolidować ze spłatą kredytu? Jeśli mam dorastające dzieci i chcę, by studiowały za granicą, to jak dużo powinienem odkładać? Kiedy będę chciał przejść na emeryturę i jak dużo wówczas będę potrzebował pieniędzy?
Takich fundamentalnych pytań i wyzwań w życiu mamy mnóstwo. W mBanku chcemy pomagać klientom w tym zakresie, chcemy dać im możliwość oceny stanu swoich finansów, zdefiniowania celów na przyszłość, przygotowania planu, doboru narzędzi do ich realizacji i monitorowania efektów.
Brzmi dobrze, ale czy nie chodzi po prostu o większą sprzedaż waszych produktów?
Nie ukrywamy, że tworzymy te narzędzia również po to, by klienci chcieli skorzystać z naszych rozwiązań. Ale to planowanie finansowe, pokazanie klientowi, co jest faktycznie potrzebne, w jaki sposób może realizować swoje cele, jakie produkty do tego dobrać, jest kluczowe. Weźmy przykład oszczędzania na emeryturę, co naszym zdaniem dziś kuleje. Mało kto zdaje sobie sprawę, że emerytura dzisiejszego 40-latka wyniesie około 1/3 jego ostatniej pensji. W obecnych warunkach i przyjmując średnią krajową oznacza to, że na emeryturze jego miesięczna dziura w budżecie wyniesie 5 tys. zł, a przez kolejne 20 lat godnej emerytury zsumuje się do 1 mln zł! Inaczej mówiąc, przeciętnemu Polakowi zabraknie 1 mln zł, by utrzymać dotychczasowy standard życia na emeryturze.
Czytaj więcej
Po latach sporów i wielomiliardowych wydatków, sektor bankowy widzi światło na końcu tunelu. Choć problem kredytów frankowych jeszcze nie zniknął c...
To ogromna kwota, wydaje się poza zasięgiem przeciętnego pracownika
Tak, jeśli zaczniemy późno odkładać. Ale jeśli zaczniemy oszczędzać od urodzenia, to znaczy nasi rodzice zaczną to robić za nas, przy założeniu stopy zwrotu na poziomie 8 proc. rocznie, wystarczy odkładać 37 zł miesięcznie! Kluczowe są czas i procent składany – to one budują kapitał.
Jakie produkty dają 8 proc. rocznie?
Systematyczne, długoterminowe inwestowanie. Najczęściej oznacza globalnie zdywersyfikowane portfele – np. oparte na ETF-ach. Historycznie światowe rynki dawały ok. 7-8 proc. średniorocznie, mimo kryzysów i zawirowań w tym czy innym roku. Przy czym przy długoterminowym inwestowaniu, np. przez 30 lat, kluczowe są koszty; dlatego zdecydowaliśmy, by w mBanku na kontach emerytalnych IKE i IKZE inwestowanie w ETF-y odbywało się bez żadnych opłat transakcyjnych czy innych ukrytych opcji. To ważne, bo nawet niewielkie opłaty w długim terminie mogą znacząco obniżyć wynik.
Jaki model oszczędzania na emeryturę oferujecie? Klient sam sobie wybiera, w co chce inwestować, czy może skorzystać z jakiegoś gotowego pakietu?
Dajemy klientowi dwie ścieżki w ramach IKE i IKZE. Jeśli ktoś ma wiedzę i świadomość ryzyka, może samodzielnie budować swój portfel z ETF-ów, my oferujemy tu świetne narzędzie w naszej aplikacji i nie pobieramy prowizji. Ale jeśli ktoś nie ma czasu albo nie czuje się na siłach, by śledzić sytuację rynkową, to dla takich osób mamy gotowe rozwiązanie w postaci inwestowania w wybrane ETF-y przez nasze fundusze, już zbalansowane i zabezpieczone walutowo. W tym przypadku dochodzi pewien element kosztowy, ale to też dużo niższa niż rynkowa opłata za zarządzanie.
Czytaj więcej:
Prawie 2 mln rachunków IKE i IKZE na koniec 2025 r. Do tego blisko 50 mld zł aktywów. Wszystko to przy nienotowanych dotąd poziomach wzrostu. Pomog...
Pro
Najważniejsze, że oba elementy, obie ścieżki realizowane są w tej samej filozofii budowania zdrowia finansowego. Kluczowe jest tu podejście, by inwestowanie było proste, tanie, długoterminowe i… nudne. Jak mówił ekonomista Paul Samuelson, mądre inwestowanie powinno być jak patrzenie na schnącą farbę albo rosnącą trawę, czyli mało ciekawe, ale konsekwentne. To właśnie taka „nuda” przynosi najlepsze efekty.
W waszej strategii piszecie o inteligentnych cyfrowych depozytach nagradzających dyscyplinę finansową. Cóż to jest?
To też elementy programu budowania dobrostanu finansowego. W pierwszej kolejności premiujemy lepiej oprocentowanym kontem oszczędnościowym tych klientów, którzy zaczynają dbać o swoją przyszłość emerytalną, czyli zakładają konta IKE/IKZE. Uważamy, że łączenie zdrowych finansów z tymi atrakcyjnymi produktami jako forma „nagradzania” dobrych nawyków, to tak naprawdę zachęcanie klienta, by zadbał o siebie, zadbał o swoją przyszłość i przyszłość swojej rodziny.
Chcemy, by nasi klienci mieli takie poczucie, że mBank jest czymś więcej niż miejscem, gdzie trzymają swoje pieniądze. Chcemy być partnerem, który trzyma klienta za rękę i pomaga nawigować w coraz bardziej skomplikowanym świecie finansów. Naszym celem jest, by klient mBanku kładł się spać z poczuciem, że jego świat finansowy jest bezpieczny i zorganizowany. Tylko tyle i aż tyle.
Czytaj więcej
Zysk mBanku w IV kwartale ubiegłego roku przebił miliard złotych, a w całym 2025 r. sięgnął 3,5 mld zł. Dywidendy za miniony rok jeszcze nie będzie...
Konkurencja na polskim rynku się zaostrza, Revolut podaje, że ma już 5,2 miliona klientów, a UniCredit zapowiada bankowość, jakiej nie znamy. To dla was problem?
Wręcz przeciwnie. To dla nas impuls do działania i motywacja, by jeszcze szybciej się rozwijać.
Szefowie UniCredit wprost mówią, że polskie banki nie są już tak innowacyjne, jak się im wydaje i dlatego fintechy mogą je zdeklasować…
Nie zgadzam się z tym. Polska to specyficzny rynek – fintechy nie zdobyły tu takiej pozycji jak w Wielkiej Brytanii czy USA. Powód jest prosty: polska bankowość, z mBankiem na czele, już kilkanaście lat temu była bardzo nowoczesna.
W wielu obszarach – jak płatności czy bankowość mobilna – wciąż wyprzedzamy Zachód. Jeszcze niedawno w USA widziałem reklamy banków promujące płatności zbliżeniowe jako nowość. U nas to standard od lat. Startujemy więc z pozycji lidera innowacji.
Na pewno fintechy wnoszą świeże spojrzenie i inspirują rynek. My dokładamy do tego coś kluczowego: bezpieczeństwo, regulacje, gwarancje depozytów i możliwość kontaktu z żywym człowiekiem. mBank pokazuje, że można mieć innowacyjność fintechu i stabilność banku w jednym miejscu.
Co dziś może stanowić waszą główną przewagą konkurencyjną?
Wymieniłbym tu trzy elementy. Po pierwsze: demografia. Mamy istotnie młodszych klientów niż inne banki – udział klientów poniżej 46 lat wynosi u nas 74 proc., a średnio na rynku to 50 proc. Po drugie: wygoda; jesteśmy ikoną mobilności, a prostota naszej aplikacji sprawia, że klienci są z nami na co dzień. Po trzecie: koncept „zdrowych finansów”. Nie chcemy tylko sprzedawać produktów, ale budować z klientem plan finansowy oparty na jego celach i potrzebach, takich jak poduszka bezpieczeństwa czy emerytura.
Zacznijmy od demografii. Dlaczego to takie ważne?
To nasza strukturalna przewaga, ponieważ do 46. roku życia zapadają kluczowe decyzje życiowe i finansowe. Młodzi ludzie zaczynają pracować, zakładać firmy, zarabiać, biorą pierwsze kredyty, w tym kredyty hipoteczne, zaczynają poważnie inwestować itp. Jeśli w tym okresie są naszymi klientami, to jako instytucja mamy szansę towarzyszyć im w tych ważnych krokach jako pierwsi i spełniać ich wszystkie potrzeby.
Z kolei wiek 46-55 lat to okres największej tzw. dochodowości klienta, gdy są na szczycie fali swojej zamożności, wartość zgromadzonych aktywów jest najwyższa, korzystają też z największej liczby usług finansowych. Po przejściu na emeryturę siłą rzeczy te trendy się wygaszają.
Czytaj więcej
– To nie banki stracą, lecz Polacy – przekonuje Cezary Kocik, prezes mBanku, ostrzegając przed skutkami podwyżki CIT dla banków. Zapowiada też koni...
Sztuka polega na tym, by bank mógł przechodzić z klientem wszystkie te etapy?
Dokładnie, i trzeba podkreślić, że nam się to udaje. Około 73 proc. naszych zamożnych klientów jest z nami od ponad dekady, a 71 proc. firm segmentu SME zaczynało u nas jako startupy. Nie musimy „łowić” nowych klientów za wszelką cenę – my ich zapraszamy i edukujemy, stawiając na lojalność i docenianie tych, którzy są z nami od lat.
Jak mBankowi udało się pozyskać tak dużą bazę młodych klientów?
Myślę, że najważniejsze jest to, że zawsze byliśmy i jesteśmy postrzegani, w pełni zasłużenie, jako nowoczesny bank.
Bo przypomnijmy, że mBank był pierwszym w Polsce bankiem cyfrowym.
Tak, marka mBanku powstała w 2000 r., na 7 lat przed powstaniem smartfonów, i gdy z internetu korzystało 10 proc. Polaków. Na tamte czasy to była naprawdę wizjonerska decyzja. Obecnie dalej budujemy nowoczesny, cyfrowy, mobilny bank. Jednocześnie oferując prostotę i wygodę w obsłudze.
Tu na scenę wkracza sztuczna inteligencja…
Oczywiście. Wykorzystujemy AI w różnych obszarach działania banku, w zakresie cyberbezpieczeństwa, procesów antyfraudowych, analizy danych, obsługi klienta, uproszczenia procesów itp. Jednym z naszych najnowszych wdrożeń, w grudniu zeszłego roku, jest tzw. panic button – funkcja Włącz Blokadę Transakcji. Jeśli klient ma cień podejrzenia, że jego dane wyciekły, może jednym kliknięciem w aplikacji zablokować wszystkie transakcje wychodzące, nie odcinając się przy tym całkowicie od konta. To daje czas na spokojne wyjaśnienie sprawy bez paraliżującego strachu. To zupełne novum na rynku, ale zaczynają już go wprowadzać pozostałe banki.
Budujemy też zupełnie nowy kanał komunikacji z klientami, który nazywamy bankowością konwersacyjną. W naszej nowej aplikacji mobilnej asystent AI pomoże w codziennej bankowości, np. w wysłaniu przelewu, tworzeniu budżetu, podsumowań i przewidywań, zakupów itp. Wszystko w formacie naturalnej konwersacji. Myślimy, że to może trafić szczególnie do młodszego pokolenia, dla którego taka forma komunikacji to już norma.
Czytaj więcej:
Instytucje finansowe na świecie tną etaty. W Polsce scenariusz zdaje się być inny – największe spółki nie planują zwolnień, ale jasno mówią, że dyn...
Pro
Kiedy to ruszy?
Niebawem startujemy z pilotażem. To nasze flagowe rozwiązanie, choć oczywiście nie jedyne w zakresie zastosowania AI. Chcemy bardzo intensywnie korzystać ze sztucznej inteligencji. Przy czym w kontekście trwającej dyskusji, czy AI zastąpi ludzi, chciałbym podkreślić, że naszym celem jest właśnie stworzenie bankowości bardziej ludzkiej. To znaczy, takiej, w której procesy są proste, problemy i potrzeby klientów dobrze rozpoznane, a np. doradcy, znając pełen kontekst, mogą realnie pomóc klientowi. Technologia, każda, także AI, ma wspierać ludzi. Nie ich zastępować.
Konwersacyjna AI istnieje od trzech lat, dlaczego bank wdraża ją dopiero teraz?
Owszem, pojawiała się 2-3 lata temu, ale proszę pamiętać, że jeszcze rok temu śmialiśmy się, że człowiek wygenerowany przez AI ma sześć palców, albo że ma problemy z prostą arytmetyką. Jak ktoś natrafi na takie kwiatki podczas rozmowy z czatem, nie ma większego problemu, ale w banku nie możemy pozwolić sobie na takie niedoskonałości. Banki muszą budować całkowicie bezpieczne ekosystemy; widzimy w AI bardzo duży potencjał, ale chcemy to robić mądrze, tak, by klienci mogli mieć pełne zaufanie do naszych nowych rozwiązań.