Niepokoje inwestorów z powodu Włoch, Turcji i Argentyny cofnęły szwajcarską walutę tam, gdzie znajdowała się rok temu, zauważa Bloomberg.

Zwykle taka sytuacja zwiększa czujność SNB, gdyż silny frank tradycyjnie źle wróżył szwajcarskim eksporterom i gospodarce.

Jednak tym razem umocnieniu waluty towarzyszy dobra kondycja gospodarki, co sprawia, że Thomasowi Jordanowi, szefowi SNB, trudniej jest usprawiedliwić utrzymywanie stóp procentowych poniżej zera i straszyć interwencją na rynku walutowym.

- Komunikowanie się z rynkiem będzie nieco bardziej skomplikowane - twierdzi Nadia Gharbi, ekonomistka banku Pictet. Spodziewa się ona, że mimo silnej gospodarki SNB nie zmieni tonu przekazu wskazując, iż „sytuacja na rynkach walutowych wciąż jest zbyt krucha by pozwalała myśleć o zmianie polityki pieniężnej”.

Równo rok temu, jak przypomina Bloomberg, Jordan zrobił niewielki krok w kierunku normalizacji polityki monetarnej. Frank przestał być w jego wypowiedziach „znacząco przewartościowany”, a stał się „wysoko wyceniany”.

W kwietniu frank zbliżył się do symbolicznego poziomu 1,20 CHF, kiedyś bronionego przez SNB. Jednak od tego czasu szwajcarska waluta umocniła się o ponad 6 proc. i dzisiaj rano euro kosztowało tylko 1,12520 CHF.

To stwarza poważny dylemat dl SNB przed czwartkowym posiedzeniem. Ekonomiści uczestniczący w ankiecie Bloomberga spodziewają się jednak, że stopa depozytowa SNB, znajdująca się na poziomie minus 0,75 proc., najniższym spośród państw G-10, nie zostanie zmieniona.