Choć wystąpienia prezesów takich instytucji jak Rezerwa Federalna czy Europejski Bank Centralny są na rynkach finansowych słuchane z taką uwagą, jakby to oni sami decydowali o polityce pieniężnej w – odpowiednio – USA i strefie euro, to w praktyce odpowiedzialne są za to wieloosobowe komitety. Tak jest w wielu krajach rozwiniętych.
Rada Prezesów Europejskiego Banku Centralnego, która odpowiada za politykę pieniężną w strefie euro, liczy obecnie aż 25 członków (sześciu członków zarządu EBC oraz 19 prezesów banków centralnych państw członkowskich), przy czym od tego roku w głosowaniu każdorazowo uczestniczy 21 z nich. Federalny Komitet Otwartego Rynku decydujący o polityce pieniężnej w USA liczy 15 członków, a w głosowaniu udział bierze każdorazowo dziesięciu z nich.
W Polsce kolegialny model obowiązuje od 1998 r., gdy powstała Rada Polityki Pieniężnej. Liczy ona dziewięciu członków plus prezesa NBP jako przewodniczącego. Ten ostatni ma uprzywilejowaną pozycję. Rada podejmuje decyzje zwykłą większością głosów, ale w sytuacjach, gdy jakiś wniosek takiej większości nie uzyska, przeważa głos prezesa.
Zanim w życie weszła ustawa o NBP z 1997 r., o poziomie stóp procentowych w Polsce rzeczywiście decydował samodzielnie prezes tej instytucji (przynajmniej formalnie, bo w rzeczywistości decyzje były omawiane i głosowane przez kilkuosobowy zarząd NBP) na podstawie materiałów przygotowanych przez jej analityczne departamenty. Zmiana trybu podejmowania decyzji była związana z przyjęciem przez NBP strategii bezpośredniego celu inflacyjnego. Wyważona ocena procesów inflacyjnych wymaga analizy licznych danych makroekonomicznych. Łatwiej dokonać tego grupie decydentów, którzy wymieniają się poglądami, niż jednej osobie.
Za kolegialnością decyzyjnych organów banków centralnych na świecie przemawia też potrzeba ich niezależności od wszelkich grup interesu, w tym rządów. Na jedną osobę znacznie łatwiej wywrzeć presję niż na wiele osób. Dzięki temu decyzje komitetu w sprawie wysokości stóp procentowych mają większą legitymizację, niż miałyby decyzje samego prezesa NBP.