Rzeczpospolita: Izraelska armia rozpoczęła „ograniczone i ukierunkowane” działania lądowe przeciwko celom terrorystycznego Hezbollahu na południu Libanu. Jak ten konflikt może się rozwinąć?
Tego nikt nie wie, wszystko zawirowało, kiedy Izrael zdecydował się przekroczyć czerwoną linię w postaci eliminacji lidera Hezbollahu, Hassana Nasrallaha. To jest czynnik, który zaburzył wszystkie wcześniejsze kalkulacje i przewidywania. On oznacza, że Izrael idzie na całość i podejmuje działania oraz decyzje trochę na zasadzie „palenia mostów”. Do tej pory, podczas wszystkich poprzednich konfliktów czy ostrych faz konfliktu z Hezbollahem, nie było decyzji politycznej o tym, żeby wyeliminować najwyższe kierownictwo tej organizacji. Teraz ta decyzja zapadła, co oznacza, że Izrael – obecny rząd i elity izraelskie – są zdeterminowane do tego, żeby Hezbollah, jeśli nie rozbić, to przynajmniej osłabić w stopniu uniemożliwiającym podjęcie jakichkolwiek działań w stronę Izraela. Chodzi o potencjał militarny Hezbollahu. Jak to się może potoczyć? Na stole jest obecnie właściwie każdy możliwy scenariusz – wszystkie opcje są możliwe, łącznie z radykalnym działaniem ze strony Islamskiej Republiki Iranu oraz jej regionalnych sojuszników w Iraku, Syrii czy Jemenie. Bardzo trudno w tym momencie prognozować rozwój sytuacji, bo ona rozwija się dość żywiołowo – każda godzina przynosi nowe informacje. Myślę, że możliwa jest dalsza eskalacja tej sytuacji w dość niepożądanym kierunku.