fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katastrofy

Rosja-Indonezja: spór o katastrofę superjeta

Przeszukiwanie szczątków samolotu w okolicy góry Salak (zdjęcie z 12 maja)
AFP
Indonezyjczycy twierdzą, że winni katastrofy rosyjskiego samolotu są piloci. Rosjanie są oburzeni
Według opisanych w rosyjskich mediach wstępnych wyników dochodzeń Indonezyjczyków  powodem rozbicia się 9 maja nowego rosyjskiego samolotu Suchoj Superjet 100, w wyniku którego zginęło 45 osób, było przede wszystkim złe przygotowanie rosyjskiej załogi. Co prawda dokument nie zawiera wprost żadnych informacji o przyczynach katastrofy, jednak kluczowe tezy można wyczytać z rozdziału „rekomendacje".
Po pierwsze, zdaniem strony indonezyjskiej zła była organizacja lotu. Z niezrozumiałych przyczyn na ziemi nie pozostawiono listy pasażerów tego pokazowego lotu. Dokument taki został sporządzony w jednym egzemplarzu i znajdował się na pokładzie samolotu. To znacząco utrudniło poszukiwania po katastrofie.
Po drugie, Indonezyjczycy dowodzą, że rosyjscy lotnicy nie mieli wystarczającego przygotowania do lotów w górach. Dlatego też zaproponowali firmie Grażdanskie Samolioty Suchogo (producent superjeta), by „zorganizowała dodatkowe szkolenia dla załóg, które będą przeprowadzać rejsy pokazowe, zwłaszcza w rejonach górskich". Z kolei zarządowi lotnictwa cywilnego Indonezji poradzono, by sprawdzał, czy piloci mający przeprowadzać pokazy samolotów mają udokumentowane przeszkolenie w lotach górskich.

Nie tylko piloci

Rosjanie są oburzeni. Ich zdaniem winę trzeba rozłożyć na obie strony. Jak podkreślił dziennik „Kommiersant", rosyjscy eksperci twierdzą, że superjet wielokrotnie był badany podczas lotów w górach, a za sterami samolotu siedział wówczas znakomity pilot oblatywacz Aleksander Jabłoncew, ten sam, który kierował samolotem w Indonezji.
Zgodnie z planem, rosyjski samolot miał wystartować z lotniska Halim, wznieść się na wysokość 10 tys. stóp (ok. 3 tys. metrów), dolecieć do miejscowości Pelabuhan Ratu, zawrócić i obniżyć wysokość do 6 tys. stóp (1,8 tys. metrów).
Problem pojawił się, gdy pilot nie dostał zgody na lądowanie w Halim. Specjaliści twierdzą, iż mogła nastąpić przerwa w łączności lub kontroler ruchu był zajęty inną rozmową. Jabłoncew postanowił więc lecieć po kręgu na wysokości 6 tys. stóp. Tyle że z kręgu tego wyszedł nie w kierunku Halim, a ku górze Salak.
Samolot wyposażony był w najnowocześniejsze urządzenia, które powinny uprzedzić o zbliżaniu się ku górze. Ale w komputerze pokładowym była informacja, że superjet będzie lecieć wyłącznie nad równiną. Tak czy inaczej, rosyjscy eksperci dowodzą, że można mówić o braku porozumienia między załogą i naziemnymi kontrolerami lotu.

Inaczej niż Smoleńsk

– Można zaobserwować tendencje do winienia załóg rozbitych samolotów, bo odium nie spada na żywych. W przypadku katastrofy w Indonezji sytuacja była szczególna: całkiem nowy samolot, piloci latali na nim niewiele, zabrakło zaledwie kilku czy kilkunastu metrów, by do zderzenia z ziemią nie doszło. Tu jednak wina pilotów była – powiedział „Rz" znany rosyjski publicysta Dmitrij Babicz.
Jego zdaniem mimo narzucających się podobieństw trudno porównywać wyniki śledztwa w sprawie katastrofy polskiego prezydenckiego tupolewa w Smoleńsku i rosyjskiego superjeta w Indonezji. Choć w obu przypadkach miejscowe komisje badające wypadek złożyły winę na pilotów, oczyszczając służby naziemne.
– W przypadku Smoleńska załoga mimo trudnych warunków pogodowych chciała koniecznie wylądować, a kontrolerzy nie chcieli odmówić zgody na lądowanie. Obie strony uznały, że „jakoś to będzie", i strasznie się pomyliły. W Indonezji nie było żadnych nerwowych dialogów między załogą i kontrolerami, po prostu w pewnym momencie samolot zniknął z ekranów radarów – dodaje Babicz.

Raport latem

Strona rosyjska na razie nie przedstawiła swoich ocen przebiegu wydarzeń. Raport ma być gotów „pod koniec lata". Eksperci i ratownicy rosyjscy – a było ich co najmniej kilkudziesięciu – pracowali wspólnie z Indonezyjczykami, poszukując zarówno szczątków członków załogi i pasażerów, jak i czarnych skrzynek. Skrzynki udało się odnaleźć w drugiej połowie maja, a odczytane zostały wkrótce potem. Rosyjskie media alarmowały, że Indonezyjczycy nie chcieli ich oddać Moskwie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA