fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Mój KOR

Zebranie członków KSS KOR w mieszkaniu prof. Edwarda Lipińskiego. Od lewej: Zbigniew Romaszewski, Wiesław Kęcik, Antoni Pajdak i Aniela Steinsbergowa fot. Zbigniew Garwacki/FOTONOVA
Uważam Rze
Z okazji 35. rocznicy powstania Komitetu Obrony Robotników piszę, czym był on dla mnie, i oddaję hołd moim mentorom
9 maja 2012 mija 35 lat od utworzenia Biura Interwencji KSS KOR. Przypominamy tekst Zbigniewa Romaszewskiego z tygodnika Uważam Rze z października 2011
Starszym państwem nazywaliśmy tych bardziej doświadczonych założycieli i członków KOR. Takich jak:
*  prof. Edward Lipiński (1888–1986) – ekonomista światowej sławy, organizator tajnej Wyższej Szkoły Handlowej w czasie okupacji niemieckiej,
* Aniela Steinsbergowa (1896–1988) – jedna z pierwszych kobiet adwokatek, obrońca w wielu procesach politycznych przed 1939 r., a potem w czasach stalinowskich adwokatka m.in. Kazimierza Moczarskiego,
* Ludwik Cohn (1902–1981) – przed 1939 r. bardzo aktywny członek Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych i PPS, pracował jako obrońca, podporucznik kampanii wrześniowej, brał udział w obronie Warszawy, całą okupację spędził w niewoli w niemieckich obozach jenieckich, aresztowany w 1947 r., sądzony w procesie przywódców WRN,
* płk Józef Rybicki (1901–1986) – nauczyciel, filolog klasyczny, żołnierz AK, członek WiN, dowódca „Kedywu" okręgu warszawskiego, więzień polityczny (1947–1954),
* ks. Jan Zieja (1897–1991) – ksiądz katolicki, pisarz, działacz społeczny, żołnierz wojny 1920 r., kampanii wrześniowej, kapelan „Szarych Szeregów", uczestnik Powstania Warszawskiego,
* Wacław Zawadzki (1889–1978) – bibliofil, historyk, przed I wojną światową więziony w cytadeli za działalność w PPS, ochotnik w wojnie 1920 r., w czasie okupacji niemieckiej znalazł się w getcie warszawskim, gdzie organizował tajne nauczanie i kolportaż prasy podziemnej,
* prof. Adam Szczypiorski (1895–1979) – historyk, ochotnik w wojnie z bolszewikami 1920 roku, poseł na Sejm II RP, we wrześniu 1939 r. uczestnik obrony Warszawy, po wojnie do 1955 r. na emigracji,
* Antoni Pajdak (1894–1988) – działacz socjalistyczny i niepodległościowy, żołnierz Legionów, ochotnik w 1920 r., w czasie wojny zastępca delegata rządu RP na kraj, aresztowany w 1945 r. przez NKWD, skazany w tzw. procesie szesnastu w Moskwie na pięć lat więzienia, a potem na zsyłkę do Kraju Krasnojarskiego , gdzie pracował jako drwal, do Polski wrócił w 1955 r., w związku z działalnością w KOR został w roku 1981 brutalnie pobity,
* prof. Jan Kielanowski (1910–1989) – zootechnik, członek AK. W 1979 r. odrzucił propozycję Edwarda hr. Raczyńskiego objęcia godności prezydenta na uchodźstwie.
Kultura polityczna i doświadczenie wspomnianych tu osób pozwoliły środowisku KOR-owskiemu przetrwać i rozwijać się, tak aby po powstaniu „Solidarności" w 1980 r. przekazać jej kadrę doświadczonych działaczy.
Okres 35 lat nałożył na tradycję KOR kolejne warstwy wydarzeń społecznych i politycznych. Różnorodność postaw wobec tych wydarzeń, zrozumienie intencji poszczególnych działań w ramach pogłębiającej się polaryzacji politycznej sprawiają dodatkową trudność w interpretacji tradycji KOR-owskiej. Niemniej będę się starał pozostać wierny ówczesnym refleksjom, chociaż nie sposób uniknąć odniesień do późniejszych wyborów dokonywanych przez działaczy i współpracowników KOR czy szerzej Komitetu Samoobrony Społecznej KOR (KSS KOR).

Nic wspólnego z polityką?

Upływ czasu spowodował konieczność przypomnienia pewnych niewyobrażalnych dziś okoliczności i faktów dotyczących działalności opozycji w warunkach totalitaryzmu. Jest to tym bardziej istotne, że podobnie jak w PRL niektóre słowa wypadły z obiegu, inne zmieniły swoje znaczenie, a budowane przez nie wartości uległy relatywizacji. Trzeba przypomnieć, co się przez nie kiedyś rozumiało.
Pierwsza sprawa: czy KSS KOR był organizacją o charakterze społecznym czy politycznym? Oczywiście w rozumieniu PRL-owskich władz była to organizacja par excellence polityczna, bo każde, ale to każde działanie obywateli było poddane kontroli „kierowniczej siły narodu", czyli PZPR. KSS KOR, który łamał te zasady w sposób oczywisty, godził w podstawy ustrojowe Polski Ludowej. Z innego powodu organizacja była postrzegana jako struktura polityczna przez Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO). Zarzucano jej lewicowość i odejście od ideałów niepodległości na rzecz finlandyzacji. Nigdy nie zapomnę toczonej z Aleksandrem Hallem dyskusji na temat suwerenności i finlandyzacji właśnie. Zakończyła się ona około 4 nad ranem stwierdzeniem, że rozumianą przez niego w ramach polityki realnej suwerenność ja nazywam finlandyzacją. Oczywiście każdy z nas miał jakąś własną wykładnię suwerenności, niepodległości, patriotyzmu, ale wątpliwości w tej mierze w stosunku do Antoniego Pajdaka, Józefa Rybickiego, ks. Ziei czy pozostałych uczestników walki podziemnej w czasie okupacji wydają się po prostu groteskowe.
Niewątpliwie poglądy polityczne posiadał każdy z uczestników KSS KOR, ale wszyscy oni rozumieli politykę jako trudną sztukę budowania kompromisów godzących interesy różnych grup społecznych i umożliwiającą współpracę we wspólnym interesie. Tak rozumiana polityka jest bardzo trudna w realizacji i zawsze mogą się w niej pojawiać patologie. Nie ma ona jednak nic wspólnego z polityką współcześnie rozumianą, której znamiennym przejawem jest niszczenie świadomości obywatelskiej i uprawianie władzy w oparciu o marketing polityczny oraz manipulacje. Działania takie zniechęcają obywateli do uczestnictwa w życiu publicznym i stanowią poważne zagrożenie dla demokracji. Budowa demokratycznej Polski opartej na świadomym społeczeństwie była na pewno elementem spajającym całe środowisko KOR-owskie.
Podobnie wygląda sprawa z lewicowością. Pojęcie lewicowości przeszło jeszcze dalej idącą ewolucję niż słowo „polityka". Jeżeli kojarzyć je ze sprawiedliwością społeczną, wrażliwością na krzywdę, to niewątpliwie cały KOR był bardzo lewicowy, ale nie miało to nic wspólnego z jakąkolwiek aprobatą komunizmu. Nikt wtedy nie potrafiłby sobie wyobrazić podważania katolickiej tradycji państwa polskiego i zwalczania Kościoła – tym zajmowało się komunistyczne państwo. Lewicowość generująca poprawność polityczną jeszcze się nie narodziła. Mieliśmy inne kłopoty. Trzeba powiedzieć, że KOR był środowiskiem całkowicie pochłoniętym pracą pozytywistyczną i w warunkach lat 70. nie zastanawiano się, jak mają być zbudowane struktury przyszłego państwa.
Druga kwestia wymagająca wyjaśnienia to odpowiedź na pytanie, czy KSS KOR był organizacją. W moim rozumieniu nie. KSS KOR to w gruncie rzeczy całe złożone z członków i współpracowników środowisko funkcjonujące w ramach samodzielnych, autonomicznych inicjatyw. Były one słabiej lub silniej związane z KSS KOR, ale wynikało to przede wszystkim z ich specyfiki czy lokalizacji.

Przeciw represjom

W samym KSS KOR podejmowano przede wszystkim problemy związane z przeciwdziałaniem represjom, obroną praw człowieka i budowaniem konsensusu wokół oświadczeń KOR dotyczących istotnych wydarzeń politycznych (np. apel do społeczeństwa w 60. rocznicę odzyskania niepodległości). Tak rozumiany KSS KOR posiadał komisję redakcyjną wydającą jego komunikat poświęcony głównie represjom wobec opozycji i drastycznemu łamaniu praworządności. Posiadał również komisję finansową zdobywającą i rozdzielającą pomiędzy poszczególne inicjatywy uzyskane środki. Bezpośrednio związane z KSS KOR było Biuro Interwencji prowadzone przeze mnie wraz z żoną. Jego głównym celem była pomoc osobom represjonowanym oraz zbieranie i przedstawianie opinii publicznej szczególnie drastycznych przypadków łamania podstawowych praw obywateli. Działalność Biura Interwencji KSS KOR znalazła podsumowanie w Raporcie Madryckim przygotowanym przez wyłonioną z KOR Komisję Helsińską (L. Cohn, E. Lipiński, Z. Romaszewski, A. Steinsbergowa) przeznaczonym na odbywającą się w Madrycie w 1980 r. Konferencję Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (KBWE).
Obejmowała ona pomoc ofiarom represji, dotyczyła w pierwszym rzędzie upublicznienia sprawy, pomocy prawnej i niezbędnej, choć skromnej pomocy materialnej np. osobom wyrzuconym z pracy. Dziś myślę, że działalność ta w oczach członków KSS KOR miała bezwzględny priorytet – nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek spotkał się z odmową w sprawie niezbędnych dla działalności środków materialnych.
KSS KOR bardzo szeroko rozumiał pojęcie osób represjonowanych i nie dotyczyło ono wyłącznie ludzi związanych ze środowiskiem KOR-owskim. Ze stypendiów korzystali ludzie z bardzo różnych środowisk, np. z jednej strony Waldemar Kuczyński, Lech Wałęsa, a z drugiej szczególnie prześladowany i skrajnie niechętny KOR-owi Kazimierz Świtoń. Bardzo rzadko spotykaliśmy się z odmową uczestniczenia w organizowanych przez nas akcjach. Najbardziej spektakularnymi były obrony Kazimierza Świtonia czy Jana Kozłowskiego. Pierwszy usiłował ożywić ruch związkowy na Śląsku, a drugi budować opozycyjny ruch chłopski.
Współpracownicy KSS KOR przyjeżdżali na sprawy z całej Polski: z Warszawy, Krakowa, Wybrzeża, Lublina, Wrocławia, by kolportować tysiące ulotek przygotowanych przez podziemne wydawnictwa.

Siła starszych

Ile osób identyfikowało się ze środowiskiem KOR-owskim, trudno oszacować – może dwa tysiące, może pięć. To zależy od tego, jak ustalimy granicę aktywności, ale byli to niewątpliwie ci, którzy stali się później animatorami „Solidarności". Wiedzieli, jak drukować, jak kolportować, jak zachowywać się wobec SB, prokuratury czy sądu. Potrafili promować postawę wolnego obywatela w zniewolonym przez komunizm państwie. KSS KOR w sposób prawie doskonały potrafił wykorzystać i rozwinąć aktywność zwolenników i każdemu zaproponować taki sposób aktywności, jaki najlepiej odpowiadał jego chęciom czy umiejętnościom. Czuliśmy się wolni i mieliśmy poczucie spełnionego patriotycznego obowiązku.
Ważną cechą KSS KOR była pełna współpraca i zrozumienie niezależnie od wieku, od świeżo upieczonego licealisty po ludzi zbliżających się do 90. roku życia. To było bardzo ważne – doświadczeni politycznie ludzie ustrzegli nas przed zasadniczym błędem opozycji w państwie totalitarnym – jej przedwczesną polityzacją. Trzykrotnie KSS KOR odrzucał propozycje afiliacji w charakterze obserwatora w międzynarodówce chadeckiej, socjaldemokratycznej i liberalnej. Ciągle nam powtarzano, że w trudnej sytuacji politycznej, w jakiej się znajdowała Polska, nasze różne poglądy polityczne należy odłożyć na bok i prowadzić pozytywistyczną działalność podważającą podstawy totalitaryzmu. Buntowaliśmy się przeciwko temu. Chcieliśmy więcej. Dziś, gdy oglądam podzieloną opozycję Białorusi czy Kuby, opozycję niepotrafiącą stworzyć jednolitego frontu antytotalitarnego, rozumiem, jak głęboką rację mieli nasi „starsi państwo", bo to dzięki nim nam się udało.
Autor od 1977 r. był członkiem Komitetu Samoobrony Społecznej KOR, w którym kierował Biurem Interwencji. Podobną działalność prowadził w latach 1980–1981 w ramach Komisji Interwencji i Praworządności NSZZ „Solidarność". Od 1989 r. do 2011 r. nieprzerwanie zasiadał w Senacie RP.
Źródło: Uważam Rze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA