fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Listy pacjentów czekających na zabiegi wbrew prawu

Koszty leczenia słowackich pacjentów w polskich szpitalach powinien pokryć płatnik z zagranicy, czyli odpowiednik polskiego NFZ
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Szpitale wbrew prawu prowadzą listy pacjentów czekającychna zabiegi. Kreują kolejki dowolnie, nie wpisując na ich początek najciężej chorych
Kwalifikowanie pacjentów na zabiegi według nieznanych kryteriów, nieupubliczniane list czy niewyznaczanie osób odpowiedzialnych za koordynację tych kolejek – to tylko niektóre przykłady naruszeń ustawy zdrowotnej i rozporządzeń wykonawczych do niej. Rzecznik praw pacjenta odnotował w swoim raporcie, że w 2010 r. potwierdził takie nieprawidłowości aż w 79 proc. skarg, które skierowali do niego chorzy.

Nierzetelnie wpisywane dane

– Listy oczekujących na zabiegi nie spełniały często swojego zadania i nie były wiarygodnym źródłem informacji ani dla pacjentów, ani dla Narodowego Funduszu Zdrowia – mówi Krystyna Barbara Kozłowska, rzecznik praw pacjenta. Zaznacza, że najwięcej problemów stwarza dostęp do zabiegów w zakresie ortopedii, okulistyki czy neurochirurgii.
Szpitale kreują kolejki dowolnie, bo nie zapisują do nich pacjentów według kolejności zgłoszeń. Co więcej, personel medyczny kwalifikuje do nich niezgodnie z określonymi w rozporządzeniu ministra zdrowia kategoriami medycznymi, tzn. uchyla się od określenia, czy chory jest przypadkiem stabilnym czy też pilnym. A ma to duże znaczenie, bo, dla przykładu, w warszawskim Szpitalu Klinicznym im. Witolda Orłowskiego pacjenci w krytycznym stanie mogą się dostać na zabieg usunięcia zaćmy w ciągu kilkunastu – kilkudziesięciu dni, ale już osoby, których stan lekarz określi jako stabilny, mogą czekać i 14 miesięcy. Na Podkarpaciu ten czas może być jeszcze dłuższy, bo w Wojewódzkim Szpitalu im. Jana Pawła II w Krośnie w kolejce czeka ponad 2600 osób.
Innym grzechem zarządzających poradniami i szpitalami jest niewyznaczanie osób odpowiedzialnych za prowadzenie list. A taki obowiązek określa art. 20 ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.

Pacjent nie wie

Listy oczekujących są często nieupubliczniane i pacjent nawet nie wie, którą pozycję na niej zajmuje. Tymczasem zgodnie z przepisami ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej lecznice mają obowiązek przesyłać do wojewódzkich oddziałów NFZ informacje o kolejkach czekających na trudno dostępne zabiegi z dokładnymi danymi pacjentów figurującymi na nich.
Wielokrotnie dyscyplinujemy placówki, aby przesyłały nam wiarygodne dane. W poprzednich latach musieliśmy nawet odmawiać podpisywania umów z lecznicami, które nie chciały wywiązać się z tego obowiązku. Największy problem mamy z poradniami i stomatologią – mówi Joanna Pulchna, rzecznik prasowy małopolskiego oddziału NFZ. Podkreśla, że do urzeczywistnienia list przyczynił się fakt, że od dwóch lat monitorują je urzędnicy. Robią remanent kolejek po PESEL-ach pacjentów i wykreślają z nich nazwiska osób, które już nie żyją, a także pacjentów blokujących miejsce w kilku kolejkach. Każdy ma bowiem prawo zapisać się tylko do jednego świadczeniodawcy.
Lecznice odpierają zarzuty, że źle prowadzą listy oczekujących na zabieg. Rzecznikowi praw pacjenta tłumaczą, że muszą limitować zabiegi, bo mają za mało pieniędzy na modernizację szpitali i brakuje im wykwalifikowanego personelu.
– Przeprowadzamy dużo zabiegów, ponieważ w popołudniowych godzinach blok operacyjny też działa. A jeśli nie prześlemy informacji o kolejkach, to NFZ nie zapłaci nam za wykonane zabiegi. Zresztą dyrektor szpitala nieprowadzący list lub źle je koordynujący to samobójca, bo może za to dostać wysoką karę po kontroli urzędników funduszu – mówi Iwona Dziwkowska, która kontroluje listę Szpitala im. Orłowskiego.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki k.nowosielska@rp.pl
Czytaj także w serwisach:
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA