Piłka nożna

Obserwator PZPN nie jest już panem losu sędziego

Rzeczpospolita
Sławomir Stempniewski, Szef Kolegium Sędziów PZPN o walce z korupcją i innych problemach swego środowiska
Rz: Czy po roku pracy ma pan jeszcze zapał do naprawy wizerunku tego środowiska?
Sławomir Stempniewski: Jak najbardziej. Wiedziałem, w co się pakuję, przejmując tę funkcję od Andrzeja Strejlaua. Nic mnie w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie zaskoczyło, a udało się podjąć kilka decyzji, które powinny sytuację poprawić. Nie zaskoczyły pana zatrzymania sędziów?
Zaskoczeni to byliśmy w roku 2005, kiedy doszło do pierwszego aresztowania. Teraz gasimy tylko pożary, które burzą nam normalną pracę szkoleniową. Jeśli ktoś panu powie, że przewidywał tamto aresztowanie i serię następnych, to raczej nie powie prawdy. Sędziowie i obserwatorzy byli pewni siebie, czuli się bezkarni, niektórzy z zatrzymanych żądali nawet wpłat na swoje konta bankowe. Myśleli, że będą żyć z tego procederu wiecznie i włos im z głowy nie spadnie. Czy pan zatrzymał ten proces i wyplenił korupcję w środowisku piłkarskim? Nic podobnego. Spodziewam się fali następnych zatrzymań, bo skoro słyszymy o ewentualnych sankcjach, jakie mogą spotkać kolejne kluby, to siłą rzeczy pojawią się nowe nazwiska skorumpowanych sędziów. Mogą to być czynni sędziowie? Tego nie mogę wykluczyć. Prawdopodobnie tak, z pierwszej i drugiej ligi. Nadal widać wiele błędów sędziowskich, które niejednokrotnie wypaczają wyniki meczów. Jaką pan ma gwarancję, że te błędy nie są efektem świadomych decyzji, o czym dowiemy się przy okazji następnych zatrzymań? Myślę, że liczba takich błędów jest proporcjonalna do niecelnych strzałów napastników i błędnych decyzji personalnych trenerów. Sędziowie mylili się, mylą i będą się mylili zawsze. To jest nieodłączny element gry. Ale nie doszukujmy się korupcji w każdej błędnej decyzji arbitra. Jestem przekonany, że błędy nowej grupy sędziów, którzy awansowali do ekstraklasy, wynikają z czego innego. Jeśli młody sędzia pierwszy raz w życiu prowadzi mecz przy pełnych trybunach i telewizyjnych kamerach, jest bardziej podatny na stres i związane z nim pomyłki. Ale koszt takich pomyłek jest bardzo wysoki... Nie ma złotego środka. Jeśli wprowadzamy do drugiej ligi 14 nowych sędziów, a do pierwszej sześciu, to prawdopodobieństwo popełnienia przez nich błędów jest większe niż wtedy, gdyby było ich mniej. Kiedy na początku rozgrywek ekstraklasy błędnych decyzji naliczyliśmy ponad miarę, zgromadziliśmy materiały filmowe z Canal+, zebraliśmy wszystkich sędziów i pokazaliśmy im, jak pracują. Może to przypadek, a może nie, ale po tym szkoleniu liczba pomyłek się zmniejszyła. Problem tkwi chyba gdzie indziej. Sędziowie się mylą, bo na najwyższy szczebel trafiają nie ci co powinni. Lepsi, którzy chcą pozostać uczciwi i nie pójdą na układ z obserwatorem PZPN – który jest panem ich losu – wolą zostać w niższej klasie albo kończą kariery. Czy pod tym względem coś się zmieniło? To jest zmiana najważniejsza. Rzeczywiście do niedawna los sędziego zależał od obserwatora. Jeśli był on człowiekiem nieuczciwym, to mówił sędziemu, jak ma prowadzić mecz, żeby jeden z klubów odniósł z tego korzyść. Z kolei sędzia czasami kupował u obserwatora dobrą ocenę i koło się zamykało. Te zależności były krytykowane, ale przez lata brakowało woli, by to zmienić. Dopiero teraz, na wniosek Polskiego Kolegium Sędziów, zarząd PZPN zmienił zasady awansu. Teraz ocena obserwatora nie jest już najważniejsza. O pozycji sędziego na koniec sezonu decyduje wprawdzie wciąż ocena obserwatora, ale jest ona tylko jednym z elementów. Liczy się także ranking obserwatorów i komisji szkoleniowej oraz opinia kolegium sędziów. A degradować i awansować sędziego możemy w trakcie rozgrywek. Co to zmienia? Czym jest ranking i kto go tworzy? Każdy z 36 obserwatorów szczebla centralnego ma obowiązek sporządzenia na koniec sezonu listy sędziów przez siebie ocenianych pod względem ich umiejętności. Takie listy właśnie do mnie zaczęły spływać. Jeśli zobaczymy, że powtarzają się na nich te same nazwiska, weźmiemy to pod uwagę przy awansach. Komisja szkoleniowa z kolei składa się z siedmiu osób, wśród których są dwaj czynni sędziowie: Grzegorz Gilewski i asystent Rafał Rostkowski. Zdanie tego grona też bardzo się liczy. Nadal nie jestem przekonany, czy w ten sposób wyplenimy korupcję i podniesiemy poziom sędziowania... Myślę, że tak. Sytuacja sędziego bardzo się zmieniła. Obserwator przestał decydować o jego losie. Stał się jego wychowawcą i mentorem. Ma pomagać, żeby sędzia, prowadząc mecz, czuł się komfortowo i nie musiał myśleć o tym, że obserwatorowi zależy na zwycięstwie którejś ze stron. Sędziowie stali się przez to niezależni. Bardziej wierzyłbym w ten system, gdyby obserwatorami nie byli dawni sędziowie, których pamiętam z boiska, jak się na nim kompromitowali. Czy UEFA dopuszcza możliwość angażowania do roli obserwatorów osób, które nie były sędziami? Nie bardzo. Skąd wziąć ludzi, którzy mogą rzetelnie ocenić pracę sędziego, nie znając jej z własnego doświadczenia? Staramy się po raz drugi o wejście do tzw. konwencji sędziowskiej UEFA. Mam nadzieję, że z lepszym skutkiem, nie tylko dlatego, że wiceprzewodniczącym komisji sędziowskiej UEFA został Michał Listkiewicz. Tę konwencję można porównać z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Z członkostwem wiążą się dotacje na działalność sędziowską, do kwoty nawet 200 tysięcy euro rocznie. Można by za te pieniądze zintensyfikować szkolenie czy kupić choćby znane z Ligi Mistrzów systemy komunikacji między sędziami. Koszt takiego urządzenia wynosi 5250 euro. W Rosji Abramowicz kupił je wszystkim sędziom ligowym. W Polsce jest tylko jedno. Mają je Grzegorz Gilewski i jego asystenci. Sławomir Stempniewski (ur. 1961 r.), elektronik, właściciel firmy Sławmir Electronics (od roku 1983, biuro także w USA). Współwłaściciel firmy produkującej opakowania tekturowe, inwestor w branży hotelarskiej. Sędzia piłkarski w latach 1986 – 2006. Jako główny arbiter sędziował w III lidze, jako liniowy – prawie 100 meczów, z międzypaństwowymi i Ligą Mistrzów włącznie. Przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN od początku 2007 roku. Żonaty, pięcioro dzieci.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL