fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Róża z Grand Prix warszawskiego festiwalu

Robert Więckiewicz, aktor z „Wymyku”, reżyser Wojciech Smarzowski i Włodzimierz Niderhaus, producent zwycięskiej „Róży”
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Warszawski festiwal wygrała „Róża". Dwie nagrody otrzymał „Wymyk"
Ta impreza oferowała ponad 200 obrazów pełnometrażowych i krótkich z 59 krajów świata – od Azji przez Afrykę po Amerykę Łacińską. Najlepsze i najbardziej dojrzałe okazały się filmy z Polski.
"Róża" Wojciecha Smarzowskiego zdobyła Grand Prix w konkursie międzynarodowym. W Warszawie – w przeciwieństwie do tegorocznego festiwalu w Gdyni – zagraniczni jurorzy dostrzegli uniwersalny wymiar powojennej historii Mazur. Akcja rozpoczyna się latem 1945 roku. Były żołnierz Armii Krajowej (Marcin Dorociński) trafia do domu rdzennej Mazurki (Agata Kulesza) – tytułowej Róży. Tych dwoje połączy miłość, ale będzie to uczucie ludzi zniszczonych przez wojnę, przegranych. On stracił w powstaniu żonę. Ona jest wdową po żołnierzu Wehrmachtu.
Smarzowski nadał opowieści o skomplikowanych polskich losach formę poruszającego melodramatu, który staje się symbolem tragicznej historii XX wieku. W rywalizacji błysnął również "Wymyk" Grega Zglińskiego. Otrzymał laur jury ekumenicznego i nagrodę specjalną dla Roberta Więckiewicza za rolę mężczyzny, któremu zabrakło odwagi, by stanąć w obronie młodszego brata. Dwa wyróżnienia (w konkursie oraz od jury ekumenicznego) zdobyła też polsko-rumuńska koprodukcja "Droga na drugą stronę" Ancy Damian. Reżyserka nakręciła dokument o Rumunie zmarłym w wyniku strajku głodowego w krakowskim areszcie, wykorzystując przy tym rozmaite techniki animacji. Szkoda jedynie, że bez żadnej statuetki opuszcza stolicę holendersko-belgijska "Lena". Drapieżnie realistyczna opowieść o pierwszej miłości 17-latki miała rodzimy akcent. Matkę bohaterki – polską imigrantkę – świetnie zagrała Agata Buzek. Werdykty jurorów pokazują, że warszawski festiwal stał się miejscem, gdzie nasze kino odbudowuje międzynarodową reputację. Dwa lata temu "Rewers" Borysa Lankosza zdobył nagrodę FIPRESCI. W zeszłym roku konkurs filmów "1-2" wygrało "Erratum" Marka Lechkiego. Tym razem "Róża" sięgnęła po najważniejsze wyróżnienie. Sukces jest tym cenniejszy, że stołeczna impreza – zgodnie z klasyfikacją Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń Producentów Filmowych – należy już do grona 14 najbardziej prestiżowych przeglądów kina na świecie. Zapewne nigdy nie osiągnie takiego statusu jak Cannes, ale za to sprawdza się jako okno wystawowe dla kinematografii z Europy Środkowo-Wschodniej. Przyjeżdżając do Warszawy, selekcjonerzy innych festiwali mogą się przekonać, jakie są najciekawsze tytuły z regionu. Sekcje konkursowe uzupełniają bowiem organizowane co roku targi CentEast, podczas których odbywają się prezentacje wybranych filmów będących jeszcze w fazie produkcji. W tej edycji ludzie z branży obejrzeli m.in. nowy projekt Andrzeja Jakimowskiego, "Baby Blues" Kasi Rosłaniec, "Four Suns" Czecha Bohdana Slamy. Czy w tym gronie znajduje się przyszły zwycięzca warszawskiego festiwalu? Dla "Rzeczpospolitej: Wojciech Smarzowski, reżyser "Róży" Cieszę się z nagrody, bo potwierdziła moje przeczucia. Po festiwalu w Gdyni pojawiły się opinie, że "Róża" – ze względu na historyczny kontekst – jest zbyt hermetyczna dla międzynarodowych jurorów. Tymczasem ja nie miałem wątpliwości, że zrobiłem film uniwersalny, poruszający emocje Polaków i zagranicznych widzów. W "Róży" ważna jest bowiem trudna miłość, która rodzi się na gruzach zniszczonego przez wojnę świata. Dzięki nagrodom łatwiej otrzymać zaproszenia na kolejne festiwale. Pewnie mógłbym jeździć z "Różą" po świecie, ale wolę się zająć kręceniem następnych filmów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA