fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Kto pierwszy weźmie w pysk?

Subotnik Ziemkiewicza
Pan Aleksander Smolar, prezes Fundacji Batorego, o którym w środowiskach  konserwatystach i patriotycznych wielokrotnie słyszałem  opinię, że jest jednym z najtęższych mózgów „po tamtej stronie", udzielił jakiś rok temu wywiadu „Newsweekowi". Opisywał w nim Tuska jako amoralnego populistę skupionego wyłącznie na zdobyciu i utrzymaniu władzy, i w tym celu „generującego napięcie" pomiędzy jego partią a „elitami intelektualnymi" poprzez rozbudzanie „negatywnych emocji", czyli, mówiąc prościej, opierającego swą władzę na szczuciu i rozpętywaniu nienawiści.
Tuż przed wyborami Aleksander Smolar udzielił wywiadu „Gazecie Wyborczej", gdzie cały sens jego wywodu sprowadzał się do płomiennego wezwania, aby głosować na Tuska, bo rządy Kaczyńskiego „nie mogą się powtórzyć". Dlaczego? Dlatego, że panowała wtedy „bezprzykładna agresja werbalna", kierowana wobec „intelektualnych elit". Co ciekawe, w całym wywiadzie nie ma już nic o „naciskach", podsłuchach czy „zaszczuciu Blidy". Te wątki jakoś tak cichutko wyparowały ostatnio z antypisowskiej propagandy. No cóż, po kompromitacji komisji sejmowych, wyrokach dwóch sądów, z których jeden de facto potwierdził wiarygodność zeznań Barbary Kmiecik, a drugi oddalił oskarżenia o nieprawidłowe działanie ABW, po kilkudziesięciu prokuratorskich decyzjach o umorzeniu spraw rzekomych nadużyć PiS z powodu ich nie stwierdzenia, stało się oczywiste, iż było to zwykłe kłamstwo, takie samo, jak opowieści propagandy PRL o przygotowywanej przez „Solidarność" wojnie domowej i wieszaniu partyjnych. Wielu dobrze wówczas ustawionych ludzi do dziś wierzy, że rzeczywiście zagrażały nam krwawe łaźnie i tylko stan wojenny im zapobiegł ? tak jak wielu będzie do końca upierać się, że w IV Rzeczpospolitej działy się jakieś bliżej nieokreślone okropności. Ale tak konkretnie, to pozostaje tylko nieśmiertelny bełkot o „dusznej atmosferze", i, jak to ujmuje pan Smolar, „werbalnej agresji". Trzeba doprawdy wybitnego intelektu, aby oburzenie „werbalną agresją" ze strony PiS łączyć z całkowitym ignorowaniem tego, co przez cztery ostatnie lata w dziedzinie szczucia, judzenia i rozpętywania pogardy oraz nienawiści czynił Tusk oraz ludzie nominowani przez niego ? niekiedy wyłącznie w tym celu, bo trudno inaczej ocenić zrobienia z państwowej godności podwyższenia umożliwiającego oczywistemu psycholowi wygodniejsze plucie na opozycję i niezależnych dziennikarzy. No, ale to mniejsza, bo oto zaraz po wyborach Aleksander Smolar udziela jeszcze jednego wywiadu, także „Wyborczej". Tym razem dając wyraz rozczarowania Tuskiem, że nie podejmuje reform. Pan Smolar bez trudu wykazuje, że użycie przez premiera prezydencji jako argumentu na rzecz pozostawienia rządu do końca roku bez zmian nie ma sensu, i że naprawdę chodzi tu o dalsze robienie uników i udawanie w nieskończoność że nie jest źle.
Gdyby pan Smolar powyborczy przeczytał co mówił Smolar przed rokiem, to by się nie dziwił. A gdyby przeczytał, co mówił Smolar przedwyborczy przed tygodniem, to by się spłonił, przeprosił i gdzieś schował. Z jakiegoś powodu jednak przewodniczący Fundacji Batorego zakłada, że nikt tych trzech wywiadów nie wydobędzie z Internetu po to, by je przeczytać jeden po drugim, i nie zauważy, jakiego idiotę zrobił z siebie wybitny pono intelektualista. I tak będący jednym z ostatnich jak tako kumatych, którzy jeszcze pozostali na salonach, z wolna oddających się pod intelektualne przewodnictwo takich mózgów jak Lis, Wojewódzki i Dominik Taras. Kompromitacja Smolara jest tylko częścią ogólnej degradacji środowisk intelektualnych. Przejmującym przypadkiem ? naprawdę muszę użyć takiego określenia ? zbydlęcenia prorządowych elit jest wypowiedź Jacka Kucharczyka z Instytutu Spraw Publicznych o Zbigniewie Romaszewskim. Doktor Kucharczyk z ironią i politowaniem nazwał jednego z najbardziej zasłużonych działaczy antypeerelowskie opozycji człowiekiem, który zaczął jako obrońca więźniów politycznych, a stoczył się do roli obrońcy „Starucha". Najwyraźniej jest dla niego oczywiste, że bronić należy tylko osób, i to wyłącznie osób właściwych, a nie prawa ? a już domaganie się, by było ono równe dla wszystkich po prostu się panu Kucharczykowi nie mieści w głowie. Otóż kimkolwiek by był „Staruch" i jakie by na nim chuligańskie wybryki ciążyły, sprawa jego aresztowania śmierdzi na kilometr. Jedyny świadek, na oskarżeniu którego wszystko się opiera, to człowiek, który dzięki dziwnej łaskawości organów sam uniknął oskarżenia o bandycki napad, mimo obciążających go relacji świadków. Aresztowanie nastąpiło w wyraźnym związku z prowadzoną przez władzę propagandową kampanią. Na dodatek istnieją poważne przesłanki, że „Staruch" już po zatrzymaniu został pobity przez funkcjonariuszy w policyjnym wozie. Gdyby doktor Kucharczyk miał przynajmniej odwagę Urbana, by otwarcie powiedzieć, że policja zachowuje się bardzo dobrze, bo pisowców trzeba bić po mordzie... Ale zobaczycie państwo, że kiedy Tusk znowu będzie się tłumaczył „nadgorliwością" swych podwładnych, to wszyscy podobni Kucharczykowi z nim samym włącznie uderzą w ton, że nie wiedzieli, iż dochodziło do takich „wypaczeń". Otóż ludzie, którzy swój intelekt i naukowe tytuły oddali w służbę wielkiemu, zbiorowemu towarzyszowi Szmaciakowi, jakim jest tuskowszczyzna, dobrze wiedzą. Dobrze wiedzą, że kurs na zastraszanie społeczeństwa nie jest żadną „nadgorliwością", tylko zupełnie świadomą, przećwiczoną strategią ? niech każdy, kto chce być „anty", wie, że musi się liczyć z przykrościami, z utrudnieniami, z utratą pracy lub zleceń, lękliwym omijaniem go przez kontrahentów i z czterdziestoma inspekcjami kontrolującymi mu jedna po drugiej firmę... Podobnie, jak doskonale wiedzą i to, że żadnych 300 miliardów z Unii nie będzie, będzie za to do oddania tych kilkaset miliardów, które patronująca im władza drobnych cwaniaczków pożyczyła, by lekką ręką kupić sobie za nie to oszałamiające poparcie. Czy nie mają dość wyobraźni, by przewidzieć, że wybitni przedstawiciele tej władzy załatwią sobie lądowanie na cztery łapy albo „zielone karty", a wściekłość wpuszczonych w kanał ludzi, nie mogących pospłacać komorników, spadnie na tych, którzy im latami wmawiali, że kraj jest dobrze rządzony, a ich gospodarstwa domowe bezpieczne? A może sądzą, że do tego jeszcze daleko i zdążą się odpowiednio ustawić? W takim razie coś, co powinno im dać od myślenia. Jak wiadomo, wszystko wskazuje, że hasło „Budapesztu w Warszawie" zostanie najbliższym czasie zrealizowane wcale nie przez Kaczyńskiego, ale przez Tuska, tyle, że w jednym jedynie wąskim aspekcie ? wolności słowa. To zresztą logiczne, przed spodziewanym tąpnięciem gospodarczym władza musi uszczelnić propagandę. Ale, rzecz zupełnie zdumiewająca, jak na razie ze sfery mediów przyszła wiadomość o tym, że wyrzuconych ma zostać 30 procent pracowników... „Newsweeka". A pozostali zadowolić się będą musieli pensjami zmniejszonymi o 10 procent. A tak się redaktor Maziarski starał... Ukrzyżował na okładce samolocik, potem Wojewódzkiego i Palikota (skądinąd bardzo ewangelicznie ? dwóch takich przecież potrzebnych jest do kompletu; ciekawe, który pierwszy uzna za opłacalne się nawrócić), oddał główny artykuł polityczny Michalskiemu... Wszystko to oczywiście musiało zredukować „target" gazety do dawnych czytelników „Przekroju" z czasów Najsztuba, ale przecież wiadomo, że stereotyp „pogoni za przypodobaniem się czytelnikowi" jest u nas prawdziwy z tą tylko poprawką, że chodzi o Czytelnika ? jednego, konkretnego, mógłbym go nawet wymienić z nazwiska, ale nie lubię być rano budzonym, zwłaszcza przez Firmę, która za zagrożenie dla konstytucji III RP, bo do zwalczania takich jest zgodnie z prawem powołana, uznała serwis antykomor.pl No i cóż ? kto inny w dogadzaniu temu Czytelnikowi okazał się lepszy. Zainteresowanym polecam zabawę w liczenie w każdym numerze lisowego „Wprost" reklam i ogłoszeń spółek skarbu państwa. To bardzo pouczające dane, zwłaszcza, gdy zestawi się je z wiedzą o faktycznej sprzedaży lizusowskiego tygodnika (rozkładania po knajpach i innych form „rozpowszechniania płatnego", jak również załączania pisma do VCD z popularnym filmem do sprzedaży nie wliczajmy) i o jego „profilu czytelniczym". Wspominam o tym, bo jednak pewną pociechą w ogólnie ponurej sytuacji, w jaką Polska wdepnęła, jest świadomość, ilu i jakich czytelników dorobiło się w ciągu zaledwie pół roku „Uważam Rze". Kiedy o tym pomyślę, nieodparcie przypominają mi się słowa Wojciecha Młynarskiego, z czasów, zanim jeszcze Mistrz dołączył do grona tych, którym nienawiść do Kaczyńskiego rzuciła się na mózg: „Kto się stawia, ten ma z tego mimo wszystko jakiś zysk ? a kto słucha i ulega, ten najpierwszy bierze w pysk!" PS. Natomiast niewątpliwą przykrością jest dla mnie fakt, iż Stefan Niesiołowski w swych wynurzeniach na temat literackiej pornografii zupełnie zignorował fakt, że to ja właśnie, a nie ktokolwiek inny, jestem czołowym pornografem prawicy. Rozumiem jednak, że pan marszałek nie sięga po lektury trudniejsze niż „Fakt", dlatego uznałem, że muszę mu wysłać „Ciało obce". Książka jest trochę trudna i często pisana długimi zdaniami, ale wystarczy, żeby przeczytał strony od 188 do 196. Gwarantuję panu marszałkowi, skoro przyznał się do upodobania takich lektur, że podziałają na jego wydzielanie dokrewne w stopniu, jakiego zapewne nie pamięta od czasów Anastazji P. i nie pozwolą mu na przyszłość zapominać o mnie przy układani swych list proskrypcyjnych.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA